05.11.2023, 10:24 ✶
Ruda opuściła głowę, zawstydzona swoim zachowaniem. Avelina miała rację - nie powinna brać cukierków od nieznajomych, obojętnie czy to dziwni staruszkowie, czy słodkie dzieciaki. Ale była tak podekscytowana, że w ogóle nie pomyślała, że ktoś mógłby chcieć jej zaszkodzić: bo nawet jeśli to był tylko psikus, to bardzo nieprzyjemny. Przecież miała zaraz iść do pracy, matka na pewno zmyje jej głowę za to samo, za co teraz Avelina ją karciła. Tylko matka nie będzie tak subtelna. Pomyślałby kto, że Olivia jest osobą odpowiedzialną, a tu taki klops. Gdyby była młodsza dostałaby szlaban na wieczność.
- Było mi bardzo miło, że aż serce się wiło. Z oczywistej radości, że ktoś rozdaje słodycze z bezinteresownej miłości - burknęła, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Usiadła, nieco urażona tymi pytaniami, w kuchni, zrobiwszy minę zbitego psa. Nie, to nie był czas na pyskówki, nawet jeśli rymowane. - To była jedna czekoladka, taka jak się dostaje w pudełku na wizycie u dziadka. Normalny chłopaczek - na swetrze miał nawet uroczy znaczek. Mógł mieć z dwanaście lat, taki z niego dzielny chwat. Że sam na ulicy stał i ludzi częstował.
Olivia podrapała się po głowie w zamyśleniu. Nie miała pojęcia, co robić. Rymowała jak popieprzona, za chwilę i ona, i Avelina powinny znaleźć się w pracy. Nie miały pojęcia co to było, jak się tego pozbyć... Jak zatuszować to, że się rymuje?! Oprócz zamknięcia się, oczywiście. Może utnie sobie język, tak dla pewności.
- Poproszę z rana herbaty, to taki zwyczaj taty. Jak się pozbyć tego cholerstwa, żeby matka nie wyczaiła mojego sknerstwa?! - dłonie Olivii wystrzeliły w kierunku ręki Aveliny. Potrząsnęła nią kilkukrotnie, by nadać śmiesznym słowom jakiejkolwiek powagi. - Czy lekarze zajmują się rymami? Czy tylko poważnymi chorobami? Jest na to lekarstwo? Czy do końca życia pozostanie mi rymowane łgarstwo?
O tym na samym początku Olivia nie pomyślała. Niebieskie oczy zaszły łzami. A co jak do końca życia będzie rymować?
- Było mi bardzo miło, że aż serce się wiło. Z oczywistej radości, że ktoś rozdaje słodycze z bezinteresownej miłości - burknęła, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Usiadła, nieco urażona tymi pytaniami, w kuchni, zrobiwszy minę zbitego psa. Nie, to nie był czas na pyskówki, nawet jeśli rymowane. - To była jedna czekoladka, taka jak się dostaje w pudełku na wizycie u dziadka. Normalny chłopaczek - na swetrze miał nawet uroczy znaczek. Mógł mieć z dwanaście lat, taki z niego dzielny chwat. Że sam na ulicy stał i ludzi częstował.
Olivia podrapała się po głowie w zamyśleniu. Nie miała pojęcia, co robić. Rymowała jak popieprzona, za chwilę i ona, i Avelina powinny znaleźć się w pracy. Nie miały pojęcia co to było, jak się tego pozbyć... Jak zatuszować to, że się rymuje?! Oprócz zamknięcia się, oczywiście. Może utnie sobie język, tak dla pewności.
- Poproszę z rana herbaty, to taki zwyczaj taty. Jak się pozbyć tego cholerstwa, żeby matka nie wyczaiła mojego sknerstwa?! - dłonie Olivii wystrzeliły w kierunku ręki Aveliny. Potrząsnęła nią kilkukrotnie, by nadać śmiesznym słowom jakiejkolwiek powagi. - Czy lekarze zajmują się rymami? Czy tylko poważnymi chorobami? Jest na to lekarstwo? Czy do końca życia pozostanie mi rymowane łgarstwo?
O tym na samym początku Olivia nie pomyślała. Niebieskie oczy zaszły łzami. A co jak do końca życia będzie rymować?