Skinął głową.
— Tak, pomyślę jeszcze o tym...
To zdecydowanie nie był moment na takie rozważania. Nie miał teraz przestrzeni na wyłączenie się do kręgu swoich myśli. Był poza domem i w towarzystwie. Nawet nie chciał się teraz specjalnie zastanawiać nad niczym innym, niż byciem tu i teraz.
Chwilkę zagapił się na nią, gdy wspomniała o drugim wianku. Czy to oznaczało, że zapraszała go na kolejne Beltane? Czy chciała razem z nim porobić wtedy zdjęcia? Czy może...
Nie, na pewno nie było nic poza tym. Martin przeczesał ręką włosy. Musi się skupić. Jego myśli latały jak szalone.
— Hm... Możliwe... — krótko skomentował zachwyt Daisy nad właścicielką stoiska. Był przyzwyczajony do otaczania się najwyższej jakości magicznymi przedmiotami. Działały przez generacje. Pierścionek z Beltane uznał za festiwalową tandetę i nie miał pojęcia, że obiekty dostępne większości społeczeństwa mają swoje limity, w tym czasowe. Tania biżuteria utrzymująca swoją właściwość przez rok mogła być prawdziwym fenomenem dla Daisy, ale Martin nawet nie znał się na zaklinaniu przedmiotów. Dla niego po prostu istniały. I tyle.
— Może... może będzie mogła wykonać ci pierścionek z wybranym przez ciebie działaniem... — zaproponował byle by coś powiedzieć. Zaczął się zastanawiać, ile zajęłoby mu nauczenie się czegoś takiego. Może mógłby zrobić dla Daisy biżuterię robiącą zdjęcia. To by było ciekawe.