Trzy. Musiała biec, ile tylko miała sił w nogach, a nie było to wcale takie proste zważając na to, że panna Figg nie mogła popisać się sprawnością fizyczną. Potykała się o własne stopy na prostej drodze, nie ułatwiało to sprawy. Musiała się skupić, nie pozwolić się sobie wywalić i uciec stąd jak najdalej. Miała dla kogo żyć. To było dla niej najważniejsze, to ją motywowało. Musiała wyjść stąd cało i wrócić do Mabel.
Nie było to wcale takie łatwe, wokół wiele się działo. Ludzie krzyczeli, zamieszanie było ogromne. Powinna im wszystkim pomóc, tyle, że nie wiedziała jak, nie należała do osób, które był w stanie stawić czoła tym zamachowcom. Nie potrafiła się pojedynkować, gdyby została w środku to na pewno by tego nie przeżyła. Kierowała się więc rozsądkiem. Musiała wydostać się na zewnątrz.
Czuła się pewniej, gdy mężczyzna złapał ją za rękę. Byli w tym razem, to sporo ułatwiało, na pewno łatwiej dzięki temu przyjdzie im się wydostać na zewnątrz. Tyle, że ledwie ruszyli przed siebie, jego dłoń wysunęła się z jej ręki. Została sama. Zniknął jej gdzieś w tym zamieszaniu. Została zdana tylko na siebie, co spowodowało, ze zaczęła panikować, aczkolwiek nie miała zamiaru się poddać. Nie dzisiaj, to nie był dzień, w którym miała umrzeć. Tego była pewna.
Uderzyła o stolik, zabolało ją żebro, ale nie poddała się. Ponownie ruszyła przed siebie, widziała już drzwi. Jeszcze chwila, moment, a dobiegnie do wyjścia. Będzie uratowana.
Odetchnęła głęboko, kiedy wydostała się na zewnątrz. Zimne powietrze spowodowało, że zaczęła z niej schodzić adrenalina. Musiała jednak wiać dalej, oni w każdej chwili mogli opuścić to miejsce. Nie była jeszcze bezpieczna.
Zauważyła Cresswella, któremu również udało się wydostać. Kamień z serca. Doszły też do niej dźwięki aportacji, pracownicy ministerstwa musieli przybyć z odsieczą. - Tutaj, cieszę się, że jesteś cały. - Powiedziała do swojego towarzysza, a wtedy usłyszała płacz. Odwróciła się w stronę miejsca, z którego dochodził. Dostrzegła dziecko, samotne pośród tego zamieszania. Nie zwlekała nawet chwili, od razu ruszyła w jego stronę. - Nie płacz maluszku, zaraz znajdziemy twoich rodziców. - Nachyliła się do dzieciaka, rozumiała dlaczego płacze, na pewno nie było tu same. Musiało zgubić się w tłumie.