05.11.2023, 21:57 ✶
– W sumie to tak średnio raz na trzy dni… – sprostowała Brenna, bo zwykle wstawała wcześniej od swojego brata i gdzieś pędziła skoro świt. Chyba że akurat popędziła gdzieś nocą i miała późniejszy dyżur, wtedy zdarzało się, że jedli razem śniadanie, chociaż zazwyczaj i tak Brenna była po porannej przebieżce z psami. Ale tak, oczywiście, że wiedziała, co jej brat pije rano. Jak mogłaby nie, po dwudziestu siedmiu latach, spośród których byli osobno raptem przez cztery lata – gdy on poszedł do Hogwartu przed nią i pierwszy go skończył? I gdy, w gruncie rzeczy, Erik zawsze był centralną postacią w jej życiu? – Możesz zamówić dużą kawę dla mnie. Albo cokolwiek innego. A dla siebie możesz zamówić i dziesięć herbat, ale jestem pewna, że żadna ci tutaj nie będzie smakowała – stwierdziła, znając wybredne podniebienie Erika. – Razem, ja ciebie z nią zostawiam, głośno krzycząc coś o „braciszku”, i pędzę do łazienki – oświadczyła. Nie tłumaczyła już, że w kabinie to się nie zamknie, bo pewnie handlowali nie w samej kabinie, a przy umywalkach, a poza tym naprawdę wolałaby nie oglądać, co działo się w kabinach, gdyby jej talent widmowdza trochę oszalał.
Uśmiechnęła się z pewnym rozbawieniem, obserwując, jak Erik zmierzwił włosy i zabrał się za ogólne poprawianie swojego wyglądu. Było coś zabawnego i w tym obrazku, i w tym, jak bardzo rodzeństwo – pod pewnymi względami tak do siebie podobne – tutaj się różniło. Erik naprawdę umiał oczarowywać ludzi i przyciągać ich uwagę…
– Dzień dobry! Braciszku, zamów coś też dla mnie, bardzo proszę, ja muszę do toalety – oświadczyła Brenna, pakując się do środka zaraz za Erikiem i posyłając uśmiech kelnerce. Poklepała jeszcze Erika po ramieniu, a potem porzuciła go na pastwę lo… znaczy się, zostawiła go, aby wypełniał swoje obowiązki detektywa Brygady, gromadząc kluczowe informacje w śledztwie, podczas gdy sama zajmie się tym samym, tylko na ten bardziej pasujący do niej sposób. Nie wymagający uzyskania cudzej współpracy.
Brenna przemknęła więc ku łazience. Lily odprowadziła ją wzrokiem, a potem skupiła spojrzenie na starszym Longbottomie. Była dziewczyną parę lat od niego młodszą, dość ładną, chociaż nie olśniewającą urodą, i pewnie łatwo mogłaby zniknąć w tłumie. Uśmiechnęła się do niego, ale ciężko było powiedzieć, czy to autentyczny uśmiech, czy też raczej wyuczony odruch kelnerki.
– Dzień dobry. Herbata czarna czy zielona? Jakieś dodatki? – spytała uprzejmie. – Mamy szarlotkę, chociaż dzisiaj polecałabym ciasto malinowe – dodała. – Lily – potwierdziła, odruchowo dotykając plakiety. Utkwiła spojrzenie w Eriku, teraz trochę uważniejsze. Wyglądało na to, że chyba coś zaświtało jej w głowie i zaczęła się zastanawiać, czy skądś go nie zna. Ewentualnie miał coś na twarzy, ale prawdopodobnie o tym uprzedziłaby go siostra…
Uśmiechnęła się z pewnym rozbawieniem, obserwując, jak Erik zmierzwił włosy i zabrał się za ogólne poprawianie swojego wyglądu. Było coś zabawnego i w tym obrazku, i w tym, jak bardzo rodzeństwo – pod pewnymi względami tak do siebie podobne – tutaj się różniło. Erik naprawdę umiał oczarowywać ludzi i przyciągać ich uwagę…
– Dzień dobry! Braciszku, zamów coś też dla mnie, bardzo proszę, ja muszę do toalety – oświadczyła Brenna, pakując się do środka zaraz za Erikiem i posyłając uśmiech kelnerce. Poklepała jeszcze Erika po ramieniu, a potem porzuciła go na pastwę lo… znaczy się, zostawiła go, aby wypełniał swoje obowiązki detektywa Brygady, gromadząc kluczowe informacje w śledztwie, podczas gdy sama zajmie się tym samym, tylko na ten bardziej pasujący do niej sposób. Nie wymagający uzyskania cudzej współpracy.
Brenna przemknęła więc ku łazience. Lily odprowadziła ją wzrokiem, a potem skupiła spojrzenie na starszym Longbottomie. Była dziewczyną parę lat od niego młodszą, dość ładną, chociaż nie olśniewającą urodą, i pewnie łatwo mogłaby zniknąć w tłumie. Uśmiechnęła się do niego, ale ciężko było powiedzieć, czy to autentyczny uśmiech, czy też raczej wyuczony odruch kelnerki.
– Dzień dobry. Herbata czarna czy zielona? Jakieś dodatki? – spytała uprzejmie. – Mamy szarlotkę, chociaż dzisiaj polecałabym ciasto malinowe – dodała. – Lily – potwierdziła, odruchowo dotykając plakiety. Utkwiła spojrzenie w Eriku, teraz trochę uważniejsze. Wyglądało na to, że chyba coś zaświtało jej w głowie i zaczęła się zastanawiać, czy skądś go nie zna. Ewentualnie miał coś na twarzy, ale prawdopodobnie o tym uprzedziłaby go siostra…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.