05.11.2023, 22:31 ✶
To był kolejny, nudny dzień. A przynajmniej taki miał być. Wyjątkowo Olivia siedziała na wysokim stołku za ladą, zamiast babrać się w miksturach. Było lato, więc matka często wybywała po składniki. Czasem dalej, czasem bliżej, ale nie zmieniało to faktu, że wtedy to na Olivię spadał ciężar obsługi klienteli. Ruda nienawidziła tego z całego serca: nie potrafiła rozmawiać z ludźmi, dla których liczyło się wyszarpywanie jak największego rabatu. Uważała, że razem z matką odwalają kawał dobrej roboty, ale z drugiej strony nienawidziła konfrontacji w pracy. I tak sobie żyła, o, siedząc na stołku i przewracając ze znużeniem kolejne strony Proroka, gdy nagle do środka wpadł nie kto inny, jak Brenna.
- Brenna! - Olivia zatrzymała przewracającą strony rękę, unosząc brwi w wyrazie bezbrzeżnego zdumienia, gdy kobieta zamknęła drzwi. Dosłownie zamknęła - nie na klamkę, po prostu zablokowała wejście. Miała przeczucie, że nie skończy się to dobrze. I gdyby nie fakt, że Brennę znała, i obie były przyjaciółkami Aveliny, to zapewne jej dłoń machinalnie sięgnęłaby na półeczkę pod blatem, gdzie spoczywała jej różdżka. Ale Brenna nie była aż tak walnięta, prawda? Prawda?!
- Chwila, poczekaj - dla odmiany ruda zmarszczyła brwi w zakłopotaniu. A jednak sięgnęła po różdżkę. Nie po to jednak, by się bronić, ale po to, by prostym zaklęciem przyzwać do nich stołek, znajdujący się na drugim końcu sklepu. - Usiądź, bo aż mi głupio.
Wiedziała, że Brenna była zabiegana i tak po prostu miała - wszędzie jej było pełno, wszędzie dokądś pędziła, ale ona sama lepiej by się poczuła, gdyby nie była jedyną siedzącą w Fiolce osobą.
- Theodor Kansington, tak? - Olivia odłożyła różdżkę, a zamiast tego sięgnęła po zeszyt. Matka zapisywała tam imiona i nazwiska wszystkich dostawców. Młoda Quirke nie przywiązywała do ich dostawców większej uwagi, ale kojarzyła to nazwisko. - Wiadomo. Gdybyś wysłała sowę z takim listem, matkę byś mi zabiła, zeszłaby na zawał - Olivia uśmiechnęła się lekko pod nosem, wertując kartki. - Mam go. Wiedziałam, że skądś typa kojarzę. Czym wam podpadł?
No bo przecież BUM nie interesowałoby się Theo z powodu pierdoły, prawda? Ale Olivia nie podejrzewała też, że Kansington mógłby zrobić coś naprawdę złego. Ot, pewnie nieporozumienie, prawda? Chociaż słowa o zniszczonej reputacji były zastanawiające na tyle, że Quirke po prostu się zamknęła i zabębniła paznokciami w stół, jakby ponaglająco. Spięła się też widocznie. A może to nie była taka pierdoła? Uważniej przyjrzała się Brennie, próbując wyczytać z jej twarzy, jak bardzo mają przesrane.
- Brenna! - Olivia zatrzymała przewracającą strony rękę, unosząc brwi w wyrazie bezbrzeżnego zdumienia, gdy kobieta zamknęła drzwi. Dosłownie zamknęła - nie na klamkę, po prostu zablokowała wejście. Miała przeczucie, że nie skończy się to dobrze. I gdyby nie fakt, że Brennę znała, i obie były przyjaciółkami Aveliny, to zapewne jej dłoń machinalnie sięgnęłaby na półeczkę pod blatem, gdzie spoczywała jej różdżka. Ale Brenna nie była aż tak walnięta, prawda? Prawda?!
- Chwila, poczekaj - dla odmiany ruda zmarszczyła brwi w zakłopotaniu. A jednak sięgnęła po różdżkę. Nie po to jednak, by się bronić, ale po to, by prostym zaklęciem przyzwać do nich stołek, znajdujący się na drugim końcu sklepu. - Usiądź, bo aż mi głupio.
Wiedziała, że Brenna była zabiegana i tak po prostu miała - wszędzie jej było pełno, wszędzie dokądś pędziła, ale ona sama lepiej by się poczuła, gdyby nie była jedyną siedzącą w Fiolce osobą.
- Theodor Kansington, tak? - Olivia odłożyła różdżkę, a zamiast tego sięgnęła po zeszyt. Matka zapisywała tam imiona i nazwiska wszystkich dostawców. Młoda Quirke nie przywiązywała do ich dostawców większej uwagi, ale kojarzyła to nazwisko. - Wiadomo. Gdybyś wysłała sowę z takim listem, matkę byś mi zabiła, zeszłaby na zawał - Olivia uśmiechnęła się lekko pod nosem, wertując kartki. - Mam go. Wiedziałam, że skądś typa kojarzę. Czym wam podpadł?
No bo przecież BUM nie interesowałoby się Theo z powodu pierdoły, prawda? Ale Olivia nie podejrzewała też, że Kansington mógłby zrobić coś naprawdę złego. Ot, pewnie nieporozumienie, prawda? Chociaż słowa o zniszczonej reputacji były zastanawiające na tyle, że Quirke po prostu się zamknęła i zabębniła paznokciami w stół, jakby ponaglająco. Spięła się też widocznie. A może to nie była taka pierdoła? Uważniej przyjrzała się Brennie, próbując wyczytać z jej twarzy, jak bardzo mają przesrane.