05.11.2023, 22:45 ✶
Brenna opuściła różdżkę dopiero, kiedy stołek przeleciał w pobliże lady i – jak zwykle wykonując długie, szybkie kroki, bo poruszanie się wolno po prostu nie leżało w jej naturze – przewędrowała przez sklep, aby opaść na taboret.
– To chyba mnie powinno być głupio, właśnie zamknęłam nie swój sklep – powiedziała, uśmiechając się do niej. Chociaż, no cóż, jakby nie było: mogła tutaj wpaść albo faktycznie wzywać je na przesłuchanie. Ewentualnie od razu załatwiać nakaz i wpaść na przeszukanie, ale to byłoby trochę kłopotliwe i dla niej, bo trzeba by najmniej paru godzin na zdobycie decyzji od sędziego, i dla panien Quirke, bo nikt nie chce, aby o jego sklepie krążyły pogłoski, że przeszukują go Brygadziści.
– Oj, tego byśmy nie chcieli. Zwłaszcza, że twoja matka na pewno wróciłaby jako duch, żeby upewnić się, że będzie miała pewnego dnia wnuki i nawiedzałaby mnie, póki te nie przyszyłby na świat – westchnęła Brenna, krzywiąc się teatralnie na samą myśl. Zaraz jednak spoważniała, a kiedy znowu się odezwała, mówiła trochę wolniej niż zwykle, a jej ton stał się znacznie bardziej rzeczowy. – Tak, Theodor Kensington. Obawiam się, że jest podejrzany o nielegalne pozyskiwanie składników. W tej chwili sprawdzamy wszystkie miejsce, do których dostarczał komponenty pochodzenia zwierzęcego, to trzeci sklep, który dziś odwiedzam. Od razu mówię: nie masz obowiązku w tej chwili ze mną współpracować, ale obawiam się, że wtedy jutro twoja matka jednak padnie na ten zawał, bo dostanie taką karteczkę, a pojutrze wpadnie tu oddział Brygady.
Rzecz jasna do pojutrze mogłyby ukryć wszystkie dowody, gdyby były w coś zamieszane. Ale już współpraca albo brak współpracy Olivii wiele by Brennie powiedział. A i po prawdzie – w tej chwili raczej wszystko wskazywało na to, że jeśli ktoś popełnił przestępstwo, to Kensington. W tej chwili Brenna prowadziła sprawę pod kątem udowodnienia mu występku, a nie aby udowodnić komukolwiek współudział.
Nie zdradzała na razie, ile wiedzą, ile już udowodniono, a ile tylko podejrzewają, i na ile znaczące jest to, co powie Olivia. Takie rzeczy mogły wpłynąć na zeznania albo samą chęć współpracy.
– Certyfikaty, jakie przedstawiał w paru miejscach, były sfałszowane. Chciałabym dostać kopię tych, które dostarczył wam. I ogólnie, żebyś odpowiedziała mi na parę pytań odnośnie waszej dotychczasowej współpracy – stwierdziła prosto z mostu, podpierając się łokciami o ladę. – Drań jeden, prawdopodobnie kupował składniki od kłusowników, zamiast szukać ich samemu albo pozyskiwać od zwierząt hodowlanych – westchnęła. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od złapania trzech przypadkowych kłusowników. Tymczasem to śledztwo rozgałęziało się coraz bardziej i bardziej, zajmując tyle cennego czasu, który Brenna mogła poświęcić na przykład na próby dorwania śmierciożercy, który zabił Cody’ego Brandona…
– To chyba mnie powinno być głupio, właśnie zamknęłam nie swój sklep – powiedziała, uśmiechając się do niej. Chociaż, no cóż, jakby nie było: mogła tutaj wpaść albo faktycznie wzywać je na przesłuchanie. Ewentualnie od razu załatwiać nakaz i wpaść na przeszukanie, ale to byłoby trochę kłopotliwe i dla niej, bo trzeba by najmniej paru godzin na zdobycie decyzji od sędziego, i dla panien Quirke, bo nikt nie chce, aby o jego sklepie krążyły pogłoski, że przeszukują go Brygadziści.
– Oj, tego byśmy nie chcieli. Zwłaszcza, że twoja matka na pewno wróciłaby jako duch, żeby upewnić się, że będzie miała pewnego dnia wnuki i nawiedzałaby mnie, póki te nie przyszyłby na świat – westchnęła Brenna, krzywiąc się teatralnie na samą myśl. Zaraz jednak spoważniała, a kiedy znowu się odezwała, mówiła trochę wolniej niż zwykle, a jej ton stał się znacznie bardziej rzeczowy. – Tak, Theodor Kensington. Obawiam się, że jest podejrzany o nielegalne pozyskiwanie składników. W tej chwili sprawdzamy wszystkie miejsce, do których dostarczał komponenty pochodzenia zwierzęcego, to trzeci sklep, który dziś odwiedzam. Od razu mówię: nie masz obowiązku w tej chwili ze mną współpracować, ale obawiam się, że wtedy jutro twoja matka jednak padnie na ten zawał, bo dostanie taką karteczkę, a pojutrze wpadnie tu oddział Brygady.
Rzecz jasna do pojutrze mogłyby ukryć wszystkie dowody, gdyby były w coś zamieszane. Ale już współpraca albo brak współpracy Olivii wiele by Brennie powiedział. A i po prawdzie – w tej chwili raczej wszystko wskazywało na to, że jeśli ktoś popełnił przestępstwo, to Kensington. W tej chwili Brenna prowadziła sprawę pod kątem udowodnienia mu występku, a nie aby udowodnić komukolwiek współudział.
Nie zdradzała na razie, ile wiedzą, ile już udowodniono, a ile tylko podejrzewają, i na ile znaczące jest to, co powie Olivia. Takie rzeczy mogły wpłynąć na zeznania albo samą chęć współpracy.
– Certyfikaty, jakie przedstawiał w paru miejscach, były sfałszowane. Chciałabym dostać kopię tych, które dostarczył wam. I ogólnie, żebyś odpowiedziała mi na parę pytań odnośnie waszej dotychczasowej współpracy – stwierdziła prosto z mostu, podpierając się łokciami o ladę. – Drań jeden, prawdopodobnie kupował składniki od kłusowników, zamiast szukać ich samemu albo pozyskiwać od zwierząt hodowlanych – westchnęła. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od złapania trzech przypadkowych kłusowników. Tymczasem to śledztwo rozgałęziało się coraz bardziej i bardziej, zajmując tyle cennego czasu, który Brenna mogła poświęcić na przykład na próby dorwania śmierciożercy, który zabił Cody’ego Brandona…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.