Zauważyła, że Ulysses patrzył na nią pusto, dziwnie, w nieodgadniony sposób, ale nie bała się tego, że ja potępi. Był jej bratem i trochę go znała. Najbardziej bała się reakcji ich ojca. Był dla niej… dla ich całej trójka ważną personą w życiu. Kierował nimi nie raz i dalej będzie to robił, ale Vespera dopiero teraz zaczynała dostrzegać, że nie powinna się go słuchać za wszelką cenę. Nie potrafiła jednak się temu sprzeciwić, a to wywoływało u niej stres. Teraz jak już wiedziała, że Perseus jej nie zostawi, że weźmie pod swój dach i nią zaopiekuje martwiła się czymś innym, że Chester jej nie wypuści, że nie pozwoli jej zająć się swoim życiem. I rozumiała to, w pewnym sensie miała być mu wierna, miała wykonywać jego wolę i służyć czarnemu panu, ale nie wiedziała jak miała pogodzić z rozwijającym się dzieckiem w jej łonie. Niedługo nie będzie potrafiła się na niczym skupić, wiedziała, co robiła ciąża z mózgiem Imogen. Dziewczyna dosłownie głupiała, nie mogła się skupić, rozpraszała się i jak ona? Vespera Rookwood miała pogodzić swoje obowiązki z byciem żoną i matką?
– Nie wiem – odpowiedziała. Pierwszy raz w życiu czegoś nie wiedziała. – Nie mówiłam ojcu, najpierw chciałam porozmawiać z tobą. Ty masz najwięcej rozsądku z nas, a nie chcę się z ojcem pokłócić. Nie chce się denerwować. To dziecko Perseusa – ściszyła głos do prawie niesłyszalnego szeptu, ale na tyle, aby Ulysses mógł ją usłyszeć. – Powiedział, że się mną zaopiekuje, że weźmie ślub, ale nie wiem co mam robić – w jej oczach pojawił się strach. Ulysses miał zostać mężem Eunice, byłą żoną Perseusa i co mieli w tej sytuacji zrobić? Jakby to miało wyglądać. – Wie jeszcze Gusto, ale obiecał nikomu nie mówić dopóki sama się z tym nie uporam.