05.11.2023, 23:11 ✶
Olivia zdecydowanie potrzebowała przytulenia. I mimo iż sama raczej stroniła od buziaczków, całusków i ciumciania czy wzajemnego spijania sobie z dzióbków, tak jednak teraz NAPRAWDĘ potrzebowała się przytulić. W ulgą przyjęła fakt, że to Avelina pierwsza otoczyła ją ramionami. Ruda odwzajemniła uścisk, lecz gdy przyjaciółka parsknęła śmiechem, Quirke pacnęła ją w przedramię.
- Za takie się śmianie zaraz ktoś po dupie dostanie! - zagrzmiała, machając rękami z oburzeniem. Przez dłuższą chwilę mierzyła Avelinę wzrokiem. Ale ta zbyt dobrze ją znała i oczywiście miała rację: Olivia sama zaczęła się śmiać. Była przerażona, że zostanie jej to na zawsze, jednak nawet to nie było w stanie odgonić natrętnej myśli, że... Ta cała sytuacja była po prostu komiczna. - Dobrze, już wysyłam sowę, bo inaczej moja matka straci głowę.
Olivia westchnęła ciężko i wstała, by złapać za pióro i pergamin. Na jej szczęście rymowanki nie obejmowały pisania, więc na szybko skreśliła kilka słów ściemy, tak jak za dawnych lat. Mogła iść wysłać sowę i wrócić do Aveliny, by zastanowić się co dalej.
- I teraz mam co pół godziny gadać, żeby zobaczyć czy moje rymy zaczną spadać? Nie ma na to żadnej rośliny - przecież na pewno coś wymyślimy! - Olivia spojrzała z nadzieją w oczach na Avelinę. W końcu znały się na eliksirach, prawda? Nawet jeśli to szmelc od Zonka, to musiało istnieć antidotum.
- A jeśli to Zonka sprawa, to może warto by im się nie udała ta zabawa? Muszą coś na to mieć, sami powinni tego chcieć. Na wypadek gdyby czyjaś matka chciała im skopać zadek! - to była myśl - na pewno jeśli to ich, to mieli antidotum w zanadrzu. Aż podskoczyła na tę myśl.
- Za takie się śmianie zaraz ktoś po dupie dostanie! - zagrzmiała, machając rękami z oburzeniem. Przez dłuższą chwilę mierzyła Avelinę wzrokiem. Ale ta zbyt dobrze ją znała i oczywiście miała rację: Olivia sama zaczęła się śmiać. Była przerażona, że zostanie jej to na zawsze, jednak nawet to nie było w stanie odgonić natrętnej myśli, że... Ta cała sytuacja była po prostu komiczna. - Dobrze, już wysyłam sowę, bo inaczej moja matka straci głowę.
Olivia westchnęła ciężko i wstała, by złapać za pióro i pergamin. Na jej szczęście rymowanki nie obejmowały pisania, więc na szybko skreśliła kilka słów ściemy, tak jak za dawnych lat. Mogła iść wysłać sowę i wrócić do Aveliny, by zastanowić się co dalej.
- I teraz mam co pół godziny gadać, żeby zobaczyć czy moje rymy zaczną spadać? Nie ma na to żadnej rośliny - przecież na pewno coś wymyślimy! - Olivia spojrzała z nadzieją w oczach na Avelinę. W końcu znały się na eliksirach, prawda? Nawet jeśli to szmelc od Zonka, to musiało istnieć antidotum.
- A jeśli to Zonka sprawa, to może warto by im się nie udała ta zabawa? Muszą coś na to mieć, sami powinni tego chcieć. Na wypadek gdyby czyjaś matka chciała im skopać zadek! - to była myśl - na pewno jeśli to ich, to mieli antidotum w zanadrzu. Aż podskoczyła na tę myśl.