05.11.2023, 23:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2023, 23:18 przez Brenna Longbottom.)
– Moja matka chyba już zaczęła powoli tracić nadzieję – roześmiała się Brenna. Elise Longbottom Potter bardzo pragnęła wyswatać któreś ze swoich dzieci, najlepiej oczywiście syna, ale przynajmniej nie naciskała na nich tak mocno, jak pani Quirke. Chyba faktycznie pogodziła się z tym, że córka jest przypadkiem beznadziejnym, którego nikt nigdy nie zechce, i który jest nieco zbyt zajęty próbami robienia tysiąca jeden rzeczy na raz, a jej wspaniały syn z kolei ani myśli o założeniu na rękę jakiejś kobiety pierścionka.
– No gnojek. Same gnojki. Pocieszy się, jak powiem, że już sześć osób zaangażowanych wkopano za kratki? – spytała, zsuwając się z taboretu. Brenna też lubiła zwierzęta i nie przepadała za kłusownikami, chociaż nie traktowała tego wszystkiego aż tak osobiście, jak Olivia. Może dlatego, że trafiały do niej bardzo różne sprawy, a w gruncie rzeczy nienawiść samej Brenny kierunkowała się w bardzo określonym celu. Mianowicie ku śmierciożercom. Zwłaszcza teraz, po tym wszystkim, co stało się podczas Beltane.
A myślała, że po tym, jak jeden z nich zabił na jej oczach kilkuletnią sierotę, nie może nienawidzić ich już bardziej.
Kobieta weszła za Olivią na zaplecze, rozglądając się z pewną ciekawością. Łatwo poszło, ale cieszyła się z tego niezmiernie. Miała nadzieję, że zagranie w otwarte karty będzie tutaj najlepszą taktyką – w końcu miłość Olivii do zwierząt nie była jakąś specjalną tajemnicą. A jak to było? Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem… więc przyjaciel mojego wroga też jest moim wrogiem? Cóż, przynajmniej w tym przypadku tak właśnie się stało.
– Pamiętasz, kiedy ostatni raz Theodore był tutaj z dostawą? A jeśli masz certyfikaty z poprzednich lat, to doskonale, bo prawdopodobnie w 71 roku jeszcze wszystko było legalne… ale potem z jakichś powodów to się zmieniło. A z jakich, to ja już się dowiem. Mam wrażenie, że mógł wtedy wpaść w podejrzane… – Brenna urwała, spoglądając na szarpiąca się z pudłem Olivię. I chociaż była widmowidzem, nie jasnowidzem, nagle nawiedziło ją Przeczucie. Przeczucie, mające dużo wspólnego z tym, że zasadniczo to podobnego rodzaju przypadki dość często zdarzały się w pobliżu Brenny.
– Uwa… – zaczęła, ale nie zdążyła dokończyć. Rozległ się bowiem trzask i cóż, kartony, zeszyty, drabina i przede wszystkim sama Olivia: to wszystko poleciało w dół. A Brenna w odruchu, oczywiście, natychmiast rzuciła się do przodu – bo jak mogłaby inaczej? Próbując pannę Quirke pochwycić albo przynajmniej zamortyzować jej upadek samą sobą.
Na nieszczęście - nie zdołała zrobić tego zgrabnie i skończyło się na tym, że na podłodze wylądowały obie...
aktywność fizyczna, na próbę łapania koleżanki
– No gnojek. Same gnojki. Pocieszy się, jak powiem, że już sześć osób zaangażowanych wkopano za kratki? – spytała, zsuwając się z taboretu. Brenna też lubiła zwierzęta i nie przepadała za kłusownikami, chociaż nie traktowała tego wszystkiego aż tak osobiście, jak Olivia. Może dlatego, że trafiały do niej bardzo różne sprawy, a w gruncie rzeczy nienawiść samej Brenny kierunkowała się w bardzo określonym celu. Mianowicie ku śmierciożercom. Zwłaszcza teraz, po tym wszystkim, co stało się podczas Beltane.
A myślała, że po tym, jak jeden z nich zabił na jej oczach kilkuletnią sierotę, nie może nienawidzić ich już bardziej.
Kobieta weszła za Olivią na zaplecze, rozglądając się z pewną ciekawością. Łatwo poszło, ale cieszyła się z tego niezmiernie. Miała nadzieję, że zagranie w otwarte karty będzie tutaj najlepszą taktyką – w końcu miłość Olivii do zwierząt nie była jakąś specjalną tajemnicą. A jak to było? Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem… więc przyjaciel mojego wroga też jest moim wrogiem? Cóż, przynajmniej w tym przypadku tak właśnie się stało.
– Pamiętasz, kiedy ostatni raz Theodore był tutaj z dostawą? A jeśli masz certyfikaty z poprzednich lat, to doskonale, bo prawdopodobnie w 71 roku jeszcze wszystko było legalne… ale potem z jakichś powodów to się zmieniło. A z jakich, to ja już się dowiem. Mam wrażenie, że mógł wtedy wpaść w podejrzane… – Brenna urwała, spoglądając na szarpiąca się z pudłem Olivię. I chociaż była widmowidzem, nie jasnowidzem, nagle nawiedziło ją Przeczucie. Przeczucie, mające dużo wspólnego z tym, że zasadniczo to podobnego rodzaju przypadki dość często zdarzały się w pobliżu Brenny.
– Uwa… – zaczęła, ale nie zdążyła dokończyć. Rozległ się bowiem trzask i cóż, kartony, zeszyty, drabina i przede wszystkim sama Olivia: to wszystko poleciało w dół. A Brenna w odruchu, oczywiście, natychmiast rzuciła się do przodu – bo jak mogłaby inaczej? Próbując pannę Quirke pochwycić albo przynajmniej zamortyzować jej upadek samą sobą.
Na nieszczęście - nie zdołała zrobić tego zgrabnie i skończyło się na tym, że na podłodze wylądowały obie...
aktywność fizyczna, na próbę łapania koleżanki
Rzut PO 1d100 - 25
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.