05.11.2023, 23:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.11.2023, 23:54 przez Mavelle Bones.)
Odrobina czasu. To próbowała zyskać – chociaż trochę czasu, zanim to wszystko całkowicie obróci się w proch, a oni się poduszą od dymu. Bo że zaraz ostatecznie wszystko się rozleci, to było bardziej niż pewne, patrząc po tym, co się z każdą sekundą działo.
A działo się dużo.
Nieumarli, garnki (co wyglądało wręcz absurdalnie i zakrawało na jakiś filmowy gag – gdyby tylko faktycznie byli aktorami na planie, a nie czarodziejami walczącymi o życie swoje i innych), drgająca podłoga. Nie miała daru Atreusa czy Brenny, nie widziała, co się jeszcze działo, nie licząc pękającego drewna. Bo przecież nie tylko drewno tu pękło, prawda? Choć nie, jeden odprysk tych wszystkich wydarzeń ujrzała – ta dziewczyna w podniszczonej sukience…
Nawet nie była do końca pewna, dlaczego, ale posłała jej blady uśmiech – a następnie ze zdwojoną siła uświadomiła sobie, że przecie wszystko się sypie, a na pokładzie przecież w teorii byli jeszcze ludzie no i właśnie, Dani…
Ledwo zarejestrowała, co dokładnie krzyczał Erik, gdy rzucała się w stronę pokładu. Tak, Longbottom był jej bliski, prawie że bratem, całkiem naturalnym więc było, że chciała pobiec w jego ślady, ale też musiała pamiętać o jednym: była też brygadzistką. I z którejkolwiek strony by nie patrzeć, przeteleportowanie się ot tak, bez upewnienia się, że każdy opuścił - bądź właśnie opuszcza – tę przeklętą Perłę… najzwyczajniej w świecie, nie godziło się. Po prostu nie godziło się.
Więc wypadła po prostu na pokład, gdzie dokonała pewnego odkrycia; tam też chwilę jeszcze odczekała, żeby się upewnić, iż wszyscy się zwinęli bądź zaraz się zwiną (oraz udzielić pomocy, jeśli okazywała się konieczna) i dopiero wtedy teleportowała się na brzeg. Do Erika, chcąc dopaść kuzyna i zająć się nim najlepiej, jak tylko mogła, zanim otrzyma fachową pomoc.
Odkryj wiadomość pozafabularną
A działo się dużo.
Nieumarli, garnki (co wyglądało wręcz absurdalnie i zakrawało na jakiś filmowy gag – gdyby tylko faktycznie byli aktorami na planie, a nie czarodziejami walczącymi o życie swoje i innych), drgająca podłoga. Nie miała daru Atreusa czy Brenny, nie widziała, co się jeszcze działo, nie licząc pękającego drewna. Bo przecież nie tylko drewno tu pękło, prawda? Choć nie, jeden odprysk tych wszystkich wydarzeń ujrzała – ta dziewczyna w podniszczonej sukience…
Nawet nie była do końca pewna, dlaczego, ale posłała jej blady uśmiech – a następnie ze zdwojoną siła uświadomiła sobie, że przecie wszystko się sypie, a na pokładzie przecież w teorii byli jeszcze ludzie no i właśnie, Dani…
Ledwo zarejestrowała, co dokładnie krzyczał Erik, gdy rzucała się w stronę pokładu. Tak, Longbottom był jej bliski, prawie że bratem, całkiem naturalnym więc było, że chciała pobiec w jego ślady, ale też musiała pamiętać o jednym: była też brygadzistką. I z którejkolwiek strony by nie patrzeć, przeteleportowanie się ot tak, bez upewnienia się, że każdy opuścił - bądź właśnie opuszcza – tę przeklętą Perłę… najzwyczajniej w świecie, nie godziło się. Po prostu nie godziło się.
Więc wypadła po prostu na pokład, gdzie dokonała pewnego odkrycia; tam też chwilę jeszcze odczekała, żeby się upewnić, iż wszyscy się zwinęli bądź zaraz się zwiną (oraz udzielić pomocy, jeśli okazywała się konieczna) i dopiero wtedy teleportowała się na brzeg. Do Erika, chcąc dopaść kuzyna i zająć się nim najlepiej, jak tylko mogła, zanim otrzyma fachową pomoc.
edycja za zgodą mg