06.11.2023, 03:22 ✶
Patrick wzruszył ramionami.
- Zdarzyło mi się to kilka razy w życiu – odpowiedział, myślami błądząc wokół tego, że wcześniej zawsze to były pójścia bardzo spontaniczne, wiedzione ciekawością wobec mugolskiego świata. A teraz… teraz szedł do kina z Florence, bo chciał odrobiny świętego spokoju. – I trochę tak. Trochę to takie portrety odgrywające przedstawienie. Stale jedno przedstawienie. Ale dość długie. Czasem nawet trwające dwie godziny albo i więcej, ze zmieniającymi się dekoracjami i… - machnął ręką wokół swojej twarzy, co miało zobrazować zmieniające się także charakteryzacje.
Był kiedyś na filmie, w czasie którego bohaterowie postarzali się o kilkadziesiąt lat. Już sam ten zabieg wydawał się Patrickowi całkiem interesujący. Bo przedstawieni na obrazach ludzie nie starzeli się a ci na ekranie w kinie i owszem.
Ruszył wraz ze swoją towarzyszką w stronę przejścia dla pieszych. Nie łączył zaproszenia jej do kina z rytuałem miłosnym z Beltane. Prędzej połączył to z faktem, że lubił Florence, ufał Florence a ostatnio podczas ich spotkań nie zachowywał się najlepiej (albo dostawał szału, bo mogła zginąć pożarta przez morskiego potwora, albo aktywowały mu się wspomnienia ojca, albo akurat krwawił po walce z bardzo silną wampirzycą). Nie myślał również o zrywaniu rytuału – bo przynajmniej na razie, nie widział w jego działaniu niczego złego. Tak, być może wyczuwał pojawienie się Florence. Parę razy nawet był święcie przekonany, że musiała być przemęczona, bo poczuł kłujące uczucie niepokoju w związku z jej osobą, ale…
Patrick nie zdawał sobie sprawy, że gdyby Florence poszła na randkę, najpewniej zacząłby wymiotować kwiatami. Nie przyszło mu do głowy, że gdyby on pocałował Alannę ją spotkałby taki sam los. Ale na obecną chwilę był w takim momencie swojego życia, w którym nie interesował się związkami a nigdy nie był przesadnym fanem korzystania z przypadkowego seksu. Byli więc obydwoje względnie bezpieczni przed nieprzyjemnościami związanymi z wymiotowaniem kwiatami.
A szybkie informacje o grożącym Florence niebezpieczeństwie uznałby raczej za przydatne niż nieprzydatne.
Otworzył przed nią drzwi i przodem puścił, by weszła do budynku, w którym znajdowało się kino. Sam budynek wyglądał na względnie nowy, z czerwonej cegły z płaskim dachem i napisem „Arthouse”. Zaraz przy wejściu była kasa biletowa, ale Patrick pokazał swojej towarzyszce by poszła za nim na prawo, ku sprawdzającemu bilety młodemu mugolowi.
- Sala z numerem dwa. To po lewej – opisał ten, przepuszczając ich dwójkę dalej.
- Nasza sala jest tam – zauważył Patrick. Znaleźli się teraz we względnie dużym, podłużnym pomieszczeniu, którego odnogi prowadziły do sal kinowych. Było tu trochę miejsca by posiedzieć w oczekiwaniu na seans. Można też było zamówić przekąski w jednej z restauracji a druga przypominała bardziej zwykłą kawiarnię (tyle, że sygnowaną logotypem kina). – Tam można kupić popcorn, tacosy i colę. – Florence trochę nie wyglądała mu na kobietę, która lubiłaby colę, popcorn lub tacosy. – A tu chyba możemy wziąć kawę. I może jakieś orzechy w czekoladzie? Albo żelki? – zasugerował, zbliżając do lady.
Patrick naturalnie miał ze sobą mugolskie pieniądze. Zaczekał aż jego towarzyszka podejmie decyzje, zamówił dla siebie kawę i mieszankę migdałów w czekoladzie a potem zapłacił za swoje i jej zamówienie.
- Zdarzyło mi się to kilka razy w życiu – odpowiedział, myślami błądząc wokół tego, że wcześniej zawsze to były pójścia bardzo spontaniczne, wiedzione ciekawością wobec mugolskiego świata. A teraz… teraz szedł do kina z Florence, bo chciał odrobiny świętego spokoju. – I trochę tak. Trochę to takie portrety odgrywające przedstawienie. Stale jedno przedstawienie. Ale dość długie. Czasem nawet trwające dwie godziny albo i więcej, ze zmieniającymi się dekoracjami i… - machnął ręką wokół swojej twarzy, co miało zobrazować zmieniające się także charakteryzacje.
Był kiedyś na filmie, w czasie którego bohaterowie postarzali się o kilkadziesiąt lat. Już sam ten zabieg wydawał się Patrickowi całkiem interesujący. Bo przedstawieni na obrazach ludzie nie starzeli się a ci na ekranie w kinie i owszem.
Ruszył wraz ze swoją towarzyszką w stronę przejścia dla pieszych. Nie łączył zaproszenia jej do kina z rytuałem miłosnym z Beltane. Prędzej połączył to z faktem, że lubił Florence, ufał Florence a ostatnio podczas ich spotkań nie zachowywał się najlepiej (albo dostawał szału, bo mogła zginąć pożarta przez morskiego potwora, albo aktywowały mu się wspomnienia ojca, albo akurat krwawił po walce z bardzo silną wampirzycą). Nie myślał również o zrywaniu rytuału – bo przynajmniej na razie, nie widział w jego działaniu niczego złego. Tak, być może wyczuwał pojawienie się Florence. Parę razy nawet był święcie przekonany, że musiała być przemęczona, bo poczuł kłujące uczucie niepokoju w związku z jej osobą, ale…
Patrick nie zdawał sobie sprawy, że gdyby Florence poszła na randkę, najpewniej zacząłby wymiotować kwiatami. Nie przyszło mu do głowy, że gdyby on pocałował Alannę ją spotkałby taki sam los. Ale na obecną chwilę był w takim momencie swojego życia, w którym nie interesował się związkami a nigdy nie był przesadnym fanem korzystania z przypadkowego seksu. Byli więc obydwoje względnie bezpieczni przed nieprzyjemnościami związanymi z wymiotowaniem kwiatami.
A szybkie informacje o grożącym Florence niebezpieczeństwie uznałby raczej za przydatne niż nieprzydatne.
Otworzył przed nią drzwi i przodem puścił, by weszła do budynku, w którym znajdowało się kino. Sam budynek wyglądał na względnie nowy, z czerwonej cegły z płaskim dachem i napisem „Arthouse”. Zaraz przy wejściu była kasa biletowa, ale Patrick pokazał swojej towarzyszce by poszła za nim na prawo, ku sprawdzającemu bilety młodemu mugolowi.
- Sala z numerem dwa. To po lewej – opisał ten, przepuszczając ich dwójkę dalej.
- Nasza sala jest tam – zauważył Patrick. Znaleźli się teraz we względnie dużym, podłużnym pomieszczeniu, którego odnogi prowadziły do sal kinowych. Było tu trochę miejsca by posiedzieć w oczekiwaniu na seans. Można też było zamówić przekąski w jednej z restauracji a druga przypominała bardziej zwykłą kawiarnię (tyle, że sygnowaną logotypem kina). – Tam można kupić popcorn, tacosy i colę. – Florence trochę nie wyglądała mu na kobietę, która lubiłaby colę, popcorn lub tacosy. – A tu chyba możemy wziąć kawę. I może jakieś orzechy w czekoladzie? Albo żelki? – zasugerował, zbliżając do lady.
Patrick naturalnie miał ze sobą mugolskie pieniądze. Zaczekał aż jego towarzyszka podejmie decyzje, zamówił dla siebie kawę i mieszankę migdałów w czekoladzie a potem zapłacił za swoje i jej zamówienie.