06.11.2023, 11:04 ✶
Kiwała głową, słuchając jak Brenna tłumaczy czego dokładnie potrzebuje. Jednocześnie wertowała papiery, trzymane w ręce. Zakaszlała kilka razy, gdy drobinki kurzu dostały się do jej ust, nieprzyjemnie drapiąc w gardło. Przydałoby się tu posprzątać.
- Mhm... To tak, tu mamy certyfikat z początku roku - podała go Brennie. Była to kopia, na pierwszy rzut oka dokument wyglądał w porządku. - Tutaj jest sprzed pół roku od tego samego hodowcy. Tu mam dwa, wystawione też w 72. Łącznie trzy hodowle.
Olivia zmarszczyła brwi. Coś jej się nie zgadzało. Przerzuciła kartki, a potem wyciągnęła szyję, by spojrzeć na dokumenty, które pokazała Brennie.
- To jakieś nowe. Patrz, w 71 były inne i tylko dwie - powiedziała, podsuwając dwa różne certyfikaty z 1971 roku. Były to dwie hodowle: Crawleyów i Williamsów. Brenna je mogła kojarzyć, to były dość znane hodowle i były legalne. Z tym, że w 72 roku poszukiwany przez Brennę mężczyzna miał trzy certyfikaty od innych hodowli. - Nie zwróciłam na to uwagi, ale wygląda na to, że zrezygnował z usług tych dwóch na rzecz nowych, trzech. Ale coś mi tu nie pasuje, poczekaj.
Olivia nie bała się zostawiać Brenny samej - co prawda wiedziała, że dziewczyna miała pecha i nieszczęścia się jej imały, lecz tu nie powinno jej się nic stać. Zwłaszcza że to ona sama na nią wpadła, a nie odwrotnie.
Olivia wróciła po chwili, z zeszytem który pokazywała wcześniej koleżance. Podsunęła jej go pod nos.
- A tu mamy nieścisłość, bo patrz - przesunęła palcem po jednym nazwisku. - W tym roku mamy Daviesów, Smithów i Johnsonów. Tak mówią certyfikaty. Ale tutaj, zobacz, mamy napisane, że niektóre komponenty pochodzą od Davonów. Nie wiem, jak matka mogła tego nie zauważyć.
Olivia nie zajmowała się dostawcami ani księgowością, była "czysta" pod tym względem. Ale coś jej nie pasowało. Spojrzała uważnie na Brennę.
- Brenno, moja matka jest niezwykle skrupulatna, nie jest możliwe, żeby przeoczyła taką nieścisłość. Czy jest możliwość, żeby sprawdzić czy certyfikaty były fałszowane magią? - coś ze szkoły jej świtało, że dało się zaczarować papier tak, by pokazywał przez pewien czas co innego. A jeśli tak... To dało się to odkryć? Olivia jeszcze raz zerknęła na certyfikaty z tego roku. - Tu nie ma podpisu. Na pewno był, jak wręczał go matce, ona zawsze to sprawdza.
Stuknęła w certyfikat od hodowli Daviesów.
- Mhm... To tak, tu mamy certyfikat z początku roku - podała go Brennie. Była to kopia, na pierwszy rzut oka dokument wyglądał w porządku. - Tutaj jest sprzed pół roku od tego samego hodowcy. Tu mam dwa, wystawione też w 72. Łącznie trzy hodowle.
Olivia zmarszczyła brwi. Coś jej się nie zgadzało. Przerzuciła kartki, a potem wyciągnęła szyję, by spojrzeć na dokumenty, które pokazała Brennie.
- To jakieś nowe. Patrz, w 71 były inne i tylko dwie - powiedziała, podsuwając dwa różne certyfikaty z 1971 roku. Były to dwie hodowle: Crawleyów i Williamsów. Brenna je mogła kojarzyć, to były dość znane hodowle i były legalne. Z tym, że w 72 roku poszukiwany przez Brennę mężczyzna miał trzy certyfikaty od innych hodowli. - Nie zwróciłam na to uwagi, ale wygląda na to, że zrezygnował z usług tych dwóch na rzecz nowych, trzech. Ale coś mi tu nie pasuje, poczekaj.
Olivia nie bała się zostawiać Brenny samej - co prawda wiedziała, że dziewczyna miała pecha i nieszczęścia się jej imały, lecz tu nie powinno jej się nic stać. Zwłaszcza że to ona sama na nią wpadła, a nie odwrotnie.
Olivia wróciła po chwili, z zeszytem który pokazywała wcześniej koleżance. Podsunęła jej go pod nos.
- A tu mamy nieścisłość, bo patrz - przesunęła palcem po jednym nazwisku. - W tym roku mamy Daviesów, Smithów i Johnsonów. Tak mówią certyfikaty. Ale tutaj, zobacz, mamy napisane, że niektóre komponenty pochodzą od Davonów. Nie wiem, jak matka mogła tego nie zauważyć.
Olivia nie zajmowała się dostawcami ani księgowością, była "czysta" pod tym względem. Ale coś jej nie pasowało. Spojrzała uważnie na Brennę.
- Brenno, moja matka jest niezwykle skrupulatna, nie jest możliwe, żeby przeoczyła taką nieścisłość. Czy jest możliwość, żeby sprawdzić czy certyfikaty były fałszowane magią? - coś ze szkoły jej świtało, że dało się zaczarować papier tak, by pokazywał przez pewien czas co innego. A jeśli tak... To dało się to odkryć? Olivia jeszcze raz zerknęła na certyfikaty z tego roku. - Tu nie ma podpisu. Na pewno był, jak wręczał go matce, ona zawsze to sprawdza.
Stuknęła w certyfikat od hodowli Daviesów.