Ger uważała, że bezpośredniość była bardzo istotna w kontaktach biznesowych. Nie przepadała za tymi oficjalnymi konwenansami, zdecydowanie prościej je było to wszystko pomijać. Ten typ już po prostu tak miał. Mówiła też o tym wprost, żeby jej klienci zdawali sobie z tego sprawę. Wydawało jej, że to ułatwiało negocjacje.
Przyglądała się uważnie mężczyźnie, gdy sięgał do kieszeni i wyciągnał pergamin. Skrupulatnie wygładził go na stole, aby mozna było odczytać treść. Sięgnęła po kawałek papieru i przeczytała jego zawartość. Ciekawe, szukał księgi. Dziedzina której dotyczyła była naprawdę interesująca, wszak sama Gerry uważała dziedzinę transmutacji za jedną z ciekawszych. Mogłaby również na tym skorzystać i przeczytać jej zawartość nim odda ją do rąk własnych klienta.
Walia była rejonem, który znała bardzo dobrze. Wszak tam się wychowała. Nie czuła, żeby mogło być to specjalnie trudne zadanie do wykonania. Przyglądała się uważnie Baxterowi, kiedy się odezwał. Dała mu dokończyć myśli, chociaż już podjęła decyzję i była skłonna od razu zapewnić go, że wyruszy na poszukiwania.
Dopaliła papierosa, po czym przygasiła go w popielniczce. Jedna rzecz ją zaintrygowała w tym co mówił. - Pomóc ci wydobyć ją ze środka? - Najwyraźniej chciał jej towarzyszyć w tej wyprawie. - Jeśli dobrze rozumiem, chcesz iść tam ze mną? - Wolała usłyszeć wporst deklarację. Zazwyczaj pracowała sama, chociaż ostatnio coraz częsciej inni wykazywali chęć zaangażowania się w jej działania, co było całkiem interesujące.