Ponieważ weszły do ogrodów przez Victoria Gate, Mabel od razu rzucił się w oczy znak wskazujący drogę do Palmiarni. Z pewnością rosły tam ciekawe, egzotyczne rośliny i dziewczynka postanowiła skierować tam swoje kroki. Oczywście, nie mogła najpierw nie zatrzymać się przy stawie, który znajdował się naprzeciwko palmiarni - po spokojnej tafli wody, w pewnej odległości od brzegu, pływały kaczki. Jakaś starsza pani siedziała na jednej z ławeczek, czytając książkę. Nad wodą bawiło się kilkoro dzieci, biegając dookoła kamiennych kwietników i bawiąc w jakąś, znaną tylko im, zabawę. Mabel podeszła do wody, zatrzymała się przy kilku schodkach, które prowadziły jakby bezpośrednio pod wodę. Ciekawa była, czy coś znajdowało się na dnie. Patrząc na taflę, zaczęła wyobrażać sobie pod wodą ruiny zamku, pokryte glonami i wodorostami, niegdyś wspaniałe i doniosłe. Oczyma wyobraźni niemal widziała pływające wśród glonów druzgotki, albo syreny. Uśmiechnęła się do siebie, a potem zwróciła się do mamy.
- Myślisz, że mieszkają tu jakieś magiczne stworzenia? Mugole chyba by je zobaczyli, prawda? - sama do końca nie rozumiała jeszcze, jak bardzo świat w którym przyszło jej się urodzić, był podzielony. Ona, Mabel Figg, z całym prawdopodobieństwem stanie się uczennicą Hogwartu i będzie potrafiła władać magią, podczas gdy dzieci, które obecnie pochylały się nad jakimś komiksem, miały dorosnąć, zestarzeć się i umrzeć, w kompletnej niewiedzy, że magia w ogóle istnieje. Tymczasem jednak, one wszystkie były tylko dziećmi i nie miały pojęcia, że dorośli właśnie rozpoczynają wojnę, w której będą się rozstrzygać losy ich przyszłości.
Kiedy weszły do Palmiarni, Mabel, choć szczęśliwa, musiała przyznać, że nie bardzo odpowiada jej panujący w środku mokry i duszny klimat. Zewsząd jednak zwieszały się w jej strony dziwne i egzotyczne rośliny i dziewczynka przy każdej musiała się zatrzymać i przeczytać tabliczkę. Żałowała, że była zbyt rozkojarzona, żeby zabrać z domu jakiś zeszyt w którym mogłaby narysować co ciekawsze rośliny, ale w duchu już planowała, żeby namówić mamę na encyklopedię, kiedy będą w sklepie z pamiątkami w drodze powrotnej. Nie mogła się nadziwić, że te wszystkie rośliny wyglądały tak niesamowicie, a przy tym większość z nich była zupełnie mugolska. Osobiście myślała, że w każdej roślinie musi tkwić odrobina magii i to dlatego mogą rosnąć, wydawać owoce i zapuszczać korzenie.
Po Palmiarni Mabel odetchnęła z przyjemnością z powrotem, letnim londyńskim powietrzem. Było gorące ale przynajmniej nie tak duszne i mokre jak w oszklonym budynku. Dalej wskazała drogowskaz do budynku roślin klimatu umiarkowanego, więc ruszyły ścieżką właśnie w tamtą stronę. Przez jakiś czas szły, rozmawiając o roślinach w palmiarni, które najbardziej im się podobały, o planach na przyszły tydzień, o tym jakie nowe słodycze można byłoby zacząć piec w cukierni. W pewnym momencie dziewczynka jednak zamilkła a po kilku chwilach takiego milczenia, zapytała nagle, tak jakby bała się, że nie wystarczy jej odwagi, żeby zadać pytanie.
- Mamo, co będzie ze mną, jak tobie coś się stanie? - do niedawna takie myśli nie zaprzątały w ogóle jej głowy, ale teraz czuła, że coś wisi w powietrzu i była boleśnie świadoma tego, że nie miała komfortu posiadania obojga rodziców. Gdyby nagle zabrakło Nory, dla Mabel byłby to dosłownie koniec świata - w myślach dziewczynka widziała taki scenariusz jako bezdenną, mroczną dziurę w której spadałaby w ciemność już do końca życia.