Gdy Perseus przekazał jej informacje o tym, że jej ojciec chce ją widzieć było już za późno, aby się u niego zjawić. Nie rozumiała dlaczego Chester sam do niej nie napisał, dlaczego sam do niej nie przyszedł. Myślała, że wiedział iż zawsze jest mile widzianym gościem gdziekolwiek się znajdowała. Zawsze przyjmowała jego obecność ze spokojem. Czasami towarzyszyło jej przy tym nawet przyjemne uczucie, ale tylko wtedy, gdy miał dobry humor. W rodzinnej posiadłości zjawiła się po południu tuż po tym jak wyszła z pracy. Podejrzewała, że jej ojciec standardowo był w domu, a rozmowa z nim miała być tylko formalnością. Wiedziała, że może być wściekły, ale nie miała zamiaru mu się tłumaczyć ze swoich czynów. Nie miała siedemnastu lat, dobijała trzydziestki. Już dawno nie powinna się go słuchać, już dawno powinna sama decydować o tym co, gdzie i z kim robi. Nie mogła sobie pozwolić na wegetowanie w tym domu, na usychanie i powolne umieranie jako wdówka. To Chester wybrał jej poprzednich mężów i nie byli oni idealni. Wręcz byli słabi i nie wytrzymali tego jaka była.
Perseus wytrzymał i nawet doceniał to jaka była. Akceptował wszystko, grał na jej warunkach, a ona odwdzięczała mu się tym samym. Dzieci nie były planowane, ślub nie był planowany na tak szybki termin. Stało się. Uważała, zawsze zwracała na to uwagę, ale nie ten jeden jedyny raz. Obawiała się też tego, że ojciec popełni jakąś głupotę przez to, że za wszelką cenę chce ich chronić, że będzie robił jej problemy, bo Perseus mu się nie spodobał. Niestety – nie było miejsca na gust jej ojca. Musiał zaakceptować kolej rzeczy. Wyprowadziła się do Perseusa bo przy nim czuła spokój, chciała w ten sposób pokazać, że Black naprawdę chce ją w swoim życiu i nie zostanie z tym problemem sama. Stresowała się też tym jak ma przekazać informacje ojcu, nigdy nie chciała zawieść swojego ojca. Zawsze chciała być idealna, odpowiednia i posłuszna ze swoim drobnym zamiłowanie do chaosu.
Weszła do domu jak do siebie. W końcu nie wyprowadziła się na dobre. Jeszcze miała tu swoje rzeczy, nadal miała tu swoich braci, których nie chciała tak bez powodu opuszczać. Jeszcze miała sentyment do tego miejsca. Nie sypiała za dobrze i było to widać. Z trudem ukryła swoje cienie pod oczami, skóra była niezdrowo blada. Stres związany z tym wszystkim nie pomagał jej utrzymać się przy zdrowiu i odpowiedniej sile. Czuła się samotna. Wkroczyła do salonu i spojrzała na swojego ojca. Nie uśmiechnęła się, nie potrafiła, nie wiedziała czy powinna. Sama nie była pewna, czy się cieszyła, a gdy zobaczyła swojego ojca poczuła, że robi się jej niedobrze. Zawiodła po całości, ale najgorsze w tym wszystkim było to, że żałowała. Nie wiedziała jaki miał humor, zamiar, czy był wściekły, czy też nie. Zawsze starała się uczyć jego zachowania, jego samopoczucia, aby odpowiednio zareagować. Była niczym wąż, który obserwował zachowanie przeciwnika. Ojca nie mogła nazwać ofiarą, bo nią nie był.
– Ojcze – odezwała się zbliżając się do niego powoli. – Wybacz, że nie zjawiłam się szybciej, miałam sporo pracy – wytłumaczyła się. Zresztą on zapewne też miał jej odpowiednio dużo, więc zazwyczaj pora popołudniowa była odpowiednia do wspólnych spotkań oraz rozmów.