06.11.2023, 17:32 ✶
Kiedy Mabel wyznała już, co leżało jej na sercu, Brenna nie była pewna, czy powinna się rozczulać nad dziewczynką, śmiać (wyłącznie wewnętrznie, oczywiście), czy umierać z wyrzutów sumienia. Wiedziała, że dzieci patrzą na świat inaczej i wiedziała, że te niby drobne, dziecięce tragedie, w oczach małych ludzi są największe na świecie i nie wolno ich lekceważyć. Była to jednak wiedza na poziomie bardziej przeczuwania niż czegokolwiek innego, bo ostatecznie Brenna miała dwadzieścia siedem lat. Z dni, gdy była ośmiolatką, pamiętała głównie wchodzenie na drzewa, bieganie po Kniei z rodzeństwem i kuzynostwem oraz cień od dawna martwego chłopca. Emocje i sposób myślenia zatarły się w jej pamięci.
- Moje kochanie, chodź tutaj - poprosiła łagodnie, wyciągając ku dziewczynce ręce, jeśli ta przyjęła zaproszenie, gotowa przyciągnąć ją ku sobie i uściskać. Pomyślała, że obcowanie z dziećmi wymagało nieskończenie więcej mądrości niż praca w Brygadzie Uderzeniowej - i Brenna wcale nie była pewna, czy jest na to wystarczająco ogarnięta. - To nie tak, że ja i wujek cię nie chcemy. Jeżeli chcesz hodować rośliny, wytyczymy ci grządkę za domem, będziesz mogła posadzić tam, co tylko zechcesz, a potem odkupię zioła, które uda ci się wyhodować - obiecała, tak na początek, bo jednak czuła, że problem był dużo głębszy niż "bo ja chcę hodować ziółka, ale w Londynie się nie da". Czy chodziło o samą przeprowadzkę do Londynu? Aż tak bardzo nie lubiła miasta? Ktoś jej coś powiedział?
- Możesz odwiedzać nasz dom, ale nie możemy zabierać cię na spacery po Dolinie Godryka. Nie dlatego, że nie chcemy, ale w lesie tam... jest teraz niebezpiecznie i Ministerstwo musi się tym zająć - wyjaśniła oględnie. Nie chciała wdawać się w szczegóły. Nie chciała opowiadać o tym, czym są te potwory, i co zrobiły z chłopcem w wieku Mabel ani jak wpłynęły na kilku dorosłych, których dopadły. Nie chciała wspominać, że chociaż bardzo by chciała, nie jest w stanie zrobić niczego, aby te stwory pokonać - że nie są bliżej ich pozbycia się niż byli przed kilkoma tygodniami.
Może nie powinna mówić niczego. Ale nie mogła zostawić jej całkiem bez wyjaśnień.
- A to, ile macie miejsca z mamą, to stan tylko na jakiś czas. Mama musiała zacząć prowadzić kawiarnię, zdobyć klientów, ale teraz idzie jej już coraz lepiej. - Ba, rozważała nawet otworzenie filii w Dolinie Godryka... powstrzymało ją głównie to, co w tej chwili się tam działo. - Na pewno za jakiś rok będziecie miały więcej miejsca. Twoja mama chce zresztą hodować tam zioła w doniczkach.
- Moje kochanie, chodź tutaj - poprosiła łagodnie, wyciągając ku dziewczynce ręce, jeśli ta przyjęła zaproszenie, gotowa przyciągnąć ją ku sobie i uściskać. Pomyślała, że obcowanie z dziećmi wymagało nieskończenie więcej mądrości niż praca w Brygadzie Uderzeniowej - i Brenna wcale nie była pewna, czy jest na to wystarczająco ogarnięta. - To nie tak, że ja i wujek cię nie chcemy. Jeżeli chcesz hodować rośliny, wytyczymy ci grządkę za domem, będziesz mogła posadzić tam, co tylko zechcesz, a potem odkupię zioła, które uda ci się wyhodować - obiecała, tak na początek, bo jednak czuła, że problem był dużo głębszy niż "bo ja chcę hodować ziółka, ale w Londynie się nie da". Czy chodziło o samą przeprowadzkę do Londynu? Aż tak bardzo nie lubiła miasta? Ktoś jej coś powiedział?
- Możesz odwiedzać nasz dom, ale nie możemy zabierać cię na spacery po Dolinie Godryka. Nie dlatego, że nie chcemy, ale w lesie tam... jest teraz niebezpiecznie i Ministerstwo musi się tym zająć - wyjaśniła oględnie. Nie chciała wdawać się w szczegóły. Nie chciała opowiadać o tym, czym są te potwory, i co zrobiły z chłopcem w wieku Mabel ani jak wpłynęły na kilku dorosłych, których dopadły. Nie chciała wspominać, że chociaż bardzo by chciała, nie jest w stanie zrobić niczego, aby te stwory pokonać - że nie są bliżej ich pozbycia się niż byli przed kilkoma tygodniami.
Może nie powinna mówić niczego. Ale nie mogła zostawić jej całkiem bez wyjaśnień.
- A to, ile macie miejsca z mamą, to stan tylko na jakiś czas. Mama musiała zacząć prowadzić kawiarnię, zdobyć klientów, ale teraz idzie jej już coraz lepiej. - Ba, rozważała nawet otworzenie filii w Dolinie Godryka... powstrzymało ją głównie to, co w tej chwili się tam działo. - Na pewno za jakiś rok będziecie miały więcej miejsca. Twoja mama chce zresztą hodować tam zioła w doniczkach.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.