Ach, każdy chciał być doceniony. W zasadzie to dopiero kiedy Jackie powiedziała o gratulacjach to Laurent zorientował się, że to mogło zabrzmieć jak przechwała, tymczasem w jego myślach było raczej to, by dać przykład jednego z koni, który będzie wymagał zdecydowanie innej opieki niż ogół stada. Choć nie zmieniało to tego, że oczywiście też się tym chwalił, a raczej - chwalił samego Michaela. Był skłonny opowiedzieć o nim, jak i o każdym innym abraksanie, o wiele więcej, jeśli tylko się okaże, że jego towarzysz zaakceptuję osobę, która będzie miała z nim pracować jak z pozostałymi skrzydlatymi, które uważał za członków swej rodziny. Uśmiechnął się w niemym podziękowaniu za ten komplement.
Coś z nią było nie tak. Różniła się od innych ludzi, choć Michael nie potrafił powiedzieć, czym. Czymś niekoniecznie przyjaznym. Powinien to uznać za zagrożenie? Ją? Tą śmiesznie małą dziewczynkę, która..! Oh, hmm, wie gdzie jest jej miejsce, bardzo miło... Dumnie uniesiony łeb abraksana, wdzięcznie wygięta szyja, napięte mięśnie, uniesiony ogon i skierowane do przodu uszy. Jego postawa wyrażała czujność, a nawet odrobinę więcej niż samą czujność. To była gotowość do działania. Do ucieczki? Mało prawdopodobne, Michael nie zostawiłby Laurenta. Ale na pewno był gotów do konfrontacji. Laurenta trochę to zaniepokoiło. Owszem, Michael zawsze się ustawiał przed nowymi osobami, żeby wyglądać zarówno jak milion galeonów, jak i dawać sygnały, że jest co najmniej nieprzychylny. Ale tu wyglądało to inaczej. Przesunął się o jeden krok i w przeciwieństwie do Jackie spoglądał prosto na Michaela, choć też nie w jego ślepia z prostej przyczyny - nie chciał wymuszać na nim kontaktu wzrokowego. Natomiast chciał móc szybko zareagować, gdyby stało się tutaj coś dziwnego i nieprzewidzianego. Nie przypominał sobie, żeby aż tak się Michael na kogokolwiek nastroszył wcześniej.
- Panienka Jackie być może będzie u nas pracować. - Uzupełnił informację o kobiecie, która zaczęła robić swoje czary.
A tu... na dłoni kobiety pojawiło się jabłko. Michael zastrzygł uszami. Poruszył łbem, jego ogon nieco opadł. Podejrzane... to próba przekupstwa! Oburzające! Pomyślał dumny rumak i zrobił krok w kierunku kobiety, żeby złapać jabłko w pysk i je zjeść. Laurent musiał nakryć usta dłonią, żeby nie parsknąć śmiechem.
- Próba przekupienia mnie jest tanią sztuczką. - Oświadczył niemal tak, jakby się całkowicie tej 'taniej sztuce oparł', tymczasem jego postawa mówiła coś całkowicie innego. Laurent wiedział, że to się tak skończy. Jackie była sprytna. Dobrze wiedziała, co robi i takim sposobem znów pojawił się wielki plusik koło jej imienia. - Ale mogę cię uczyć. - Obniżył łeb, żeby zajrzeć kobiecie w oczy. Czuł to cały czas. Jej obcość. Zabawne, bo wydawała się wszystkim, ale nie zagrożeniem. Był tym zaciekawiony, ale widać było, że to pierwsze nastroszenie mu bardzo szybko przeszło. - Jesteś inna. Czuję od ciebie coś innego. - I tutaj uśmiech zszedł z twarzy Prewetta. Spojrzał sam pośpiesznie na niewiastę. Michael go trochę zagiął, nie wiedział, co odpowiedzieć. Co powiedzieć. Przez moment czekał na reakcję samej Carrow, bo w zasadzie nie chciał wchodzić między ich wymianę zdań bez ewidentnie konieczności. - Skoro chcesz tu pracować to czego mam cię uczyć? Powinnaś posiadać wiedzę. - Uniósł znów łeb.