Vespera nie miała głowy teraz do imprez i spotkań towarzyskich. Wolała się schować za pracą póki jeszcze mogła i swoimi własnymi myślami. Gdy wróciła do domu, a Persesua już nie było snuła się po ich wspólnym miejscu. Dziwnie czuła się mieszkając tutaj; bez swoich braci, bez dzieci, bez Imogen i ojca. Dziwnie pusto. Tylko ona i skrzat, który schodził jej z drogi, bo sama Vespera nie miała ochotę na takie towarzystwo. Czytała książkę, potem felietony szwagierki, rzadko do nich zaglądała, bo nie były w jej spektrum zainteresowań, ale teraz? Musiała jakoś zrozumieć fenomen bycia rodzicem, bycia żoną. Nie wyobrażała sobie siebie w roli uległej pannicy, która będzie się chować za woalem niewinności i zawstydzenia, a także fałszywej pokory. Wiedziała, że z rodzicami Perseusa będzie ciężko, będzie musiała udawać kogoś kim nie będzie, dlatego czytanie takich rzeczy pomagało jej wypracować fałszywą skromność, poczucie winy za to, że jest kobietą. W odgrywaniu takiej roli miała nawet niewielki ubaw, a że była świetna w kłamstwie szło jej to wyborowo.
Gdy nagle pojawiła się sowa z pakunkiem była zaskoczona. Złapała za list i czytała go z niedowierzaniem. Na ustach kobiety pojawił się nawet cyniczny uśmiech, ale nikt nie mógł go dostrzec. Parsknęła cicho śmiechem, gdy przeczytała jedno zdanie Ta krnąbrna dziewucha. Współczuła Eunice, że musiała trafić w tak młodym wieku na pożeraczkę kobiet, bo zapewne sama by sobie z nią nie poradziła jeszcze parę lat temu. Teraz już była inna. Oczy rozszerzyła w zaskoczeniu, gdy przeczytała kolejne słowa: nie zabijesz dziecka. Oh, więc o to chodziło. Nie wiedziała, czy matka Perseusa przesadza, ale teraz zrozumiała, dlaczego tak się ucieszył na wieść o dziecku. Nie wiedziała, co o tym myśleć, a siłą rzeczy musiała teraz bardziej uważać na swoje życie i to, co będzie w nim robić. Dalsza część listu była jeszcze bardziej dobijająco naiwna, ale też zastanawiająca: ani nie podniesiesz ręki na swoich teściów. Czyżby Eunice uderzyła matkę Blacka? Raczej w to nie była w stanie uwierzyć. Vespera miała nie jednego trupa w szafie, ale nigdy nie posunęłaby się do takiego czynu. Byłaby natychmiast spalona. Sama Imogen nie podniosłaby ręki na żadne z nich, nawet jakby dowiedziała się o zdradach. Żona jej brata zrobiłaby to pewnie w bardziej subtelny sposób knując i wbijając powoli szpileczki w laleczki voodoo.
Ciekawe, czy jej własny ojciec da jej tyle zrozumienia co matka Perseusa. Usiadła w gabinecie swojego narzeczonego – dziwnie brzmiała jej ta myśl w głowie. Do niedawna był tylko kochankiem, a teraz muszą planować szybki ślub. Zaczęła kreślić drobnym pismem odpowiedź na list. Nie zamierzała oczywiście go wysyłać, wolała, aby Perseus sam jej powiedział, czy to odpowiednia treść i czy odpowiednio gra pokorną żonkę. Sprawdziła też zawartość paczki, a potem zaniosła sprzęt do kuchni. Fascynujące. W końcu usłyszała hałas, który dochodził od strony drzwi wejściowych, więc poszła sprawdzić, czy to w końcu jej rozhulany kochanek wrócił z imprezy. Czy powinna teraz stać z wałkiem w dłoni i tupać nogą, że wrócił zbyt późno? Uśmiechnęła się na samą myśl. Nie była na niego zła, sama nie była w stanie tu zasnąć, więc próbowała się zadomowić. Nie szło jej to najlepiej, bo Vespera z natury była zbyt czujna i ostrożna w obcych miejscach, a do niej jeszcze nie docierało to, że będzie niedługo miała inne nazwisko – znowu. Widząc uśmiech Perseusa jej własna twarz złagodniała. Przestała być w trybie czuwania, a weszła w tryb rozluźnienia. Nie wiedziała czemu Black tak na nią działał, ale była oporna w przyswajaniu emocji. Miała wrażenie, że Perseusowi przychodziło łatwiej zaakceptowanie tej sytuacji niż jej samej. Zawsze lubiła porządek, zawsze musiała mieć wszystko na miejscu i ślub też powinien być w odpowiedniej kolejności. Nie był. Musiała się z tym pogodzić, ale nie było to zbyt łatwe.
Nie mogła się powstrzymać i parsknęła śmiechem patrząc na niego z delikatnym politowaniem. Spojrzała na małego gryzonia, który dziwnie otarł się o jej nogi niczym kot. Schyliła się, aby go pogłaskać, a potem podeszła do niego i ujęła jego ramię.
– Muszę cię kochanie zawieść, ale masz w rękach świnkę morską – poprowadziła go do salonu, aby nie obijał się o więcej rzeczy bo ze swoją nerwicą natręctw będzie musiała zacząć wszystko po kolei układać. – Ile wypiłeś? – spojrzała na niego uważnie przyglądając się jego twarzy.