06.11.2023, 19:53 ✶
Olivia pokręciła głową.
- Matka mówiła, że to jakieś nowe hodowle, ale nie jestem pewna, czy je sprawdziła, tak na dobrą sprawę - ruda podrapała się po czuprynie, zawieszając wzrok gdzieś z boku. Sięgała do pamięci, do rozmów o tym, jak pierwszy raz Theo do nich przyszedł. Co wtedy robiła? Pewnie siedziała na zapleczu, jak zwykle. - Łatwo to sprawdzisz, ja niestety nic o nich nie wiem. Trochę niezbyt się interesowałam tematem, głównie przebywam w pracowni i warzę eliksiry.
Dodała jakby na swoje usprawiedliwienie. Żałowała, że w tym konkretnym zadaniu nie może pomóc Brennie. Gdy kobieta zapytała ją o certyfikat, to Olivia kiwnęła twierdząco głową.
- Tak, przyniósł go chyba na początku wiosny - położyła dokument ostrożnie na ladzie. - Kilka miesięcy leżał w pudełku, z reguły gdy widzimy podpis i pieczęć, to chowamy je do pudeł i tyle. Nie wpadłoby nam do głowy, by sprawdzać czy na dokumencie użyto magii.
Może razem z matką były za bardzo ufne? Cholera, jeśli jej ojciec się o tym dowie, to pourywa im łby. Sam pracował w Ministerstwie, ciągle powtarzał jak ważne jest bezpieczeństwo i tak dalej. Ale no - kto by na to wpadł?
Odsunęła się, gdy Brenna zaczęła wyżywać się na certyfikacie. Kartka papieru wydawała się niewzruszona, jednak już pierwsze zaklęcie poskutkowało. Na samym dole, tam gdzie widnieć powinien podpis oraz pieczęć, dokument rozjarzył się złotym światłem, które następnie zmieniło barwę na zgniłozieloną. Ktoś przy tym majstrował i to przy pomocy magii, tu nie było miejsca na domysły i nieścisłości - to było oczywiste.
- No? I co? - Olivia zapuściła żurawia Brennie przez ramię. Widziała, że dokument zmienia barwy i domyślała się, co to może oznaczać, ale wolała usłyszeć to od Brenny. Zostaly koncertowo zrobione w ch... konia. I to zapewne przez jedne z prostszych zaklęć, bo przecież nie przez znikający atrament.
- Matka mówiła, że to jakieś nowe hodowle, ale nie jestem pewna, czy je sprawdziła, tak na dobrą sprawę - ruda podrapała się po czuprynie, zawieszając wzrok gdzieś z boku. Sięgała do pamięci, do rozmów o tym, jak pierwszy raz Theo do nich przyszedł. Co wtedy robiła? Pewnie siedziała na zapleczu, jak zwykle. - Łatwo to sprawdzisz, ja niestety nic o nich nie wiem. Trochę niezbyt się interesowałam tematem, głównie przebywam w pracowni i warzę eliksiry.
Dodała jakby na swoje usprawiedliwienie. Żałowała, że w tym konkretnym zadaniu nie może pomóc Brennie. Gdy kobieta zapytała ją o certyfikat, to Olivia kiwnęła twierdząco głową.
- Tak, przyniósł go chyba na początku wiosny - położyła dokument ostrożnie na ladzie. - Kilka miesięcy leżał w pudełku, z reguły gdy widzimy podpis i pieczęć, to chowamy je do pudeł i tyle. Nie wpadłoby nam do głowy, by sprawdzać czy na dokumencie użyto magii.
Może razem z matką były za bardzo ufne? Cholera, jeśli jej ojciec się o tym dowie, to pourywa im łby. Sam pracował w Ministerstwie, ciągle powtarzał jak ważne jest bezpieczeństwo i tak dalej. Ale no - kto by na to wpadł?
Odsunęła się, gdy Brenna zaczęła wyżywać się na certyfikacie. Kartka papieru wydawała się niewzruszona, jednak już pierwsze zaklęcie poskutkowało. Na samym dole, tam gdzie widnieć powinien podpis oraz pieczęć, dokument rozjarzył się złotym światłem, które następnie zmieniło barwę na zgniłozieloną. Ktoś przy tym majstrował i to przy pomocy magii, tu nie było miejsca na domysły i nieścisłości - to było oczywiste.
- No? I co? - Olivia zapuściła żurawia Brennie przez ramię. Widziała, że dokument zmienia barwy i domyślała się, co to może oznaczać, ale wolała usłyszeć to od Brenny. Zostaly koncertowo zrobione w ch... konia. I to zapewne przez jedne z prostszych zaklęć, bo przecież nie przez znikający atrament.