06.11.2023, 20:08 ✶
– Spokojnie, ja je sprawdzę – zapewniła Brenna, odnotowując w notatniku obie nazwy. Była więcej niż pewna, że nie znajdzie ani słowa o takich hodowlach w ministerialnych rejestrach, ale dla porządku należało to zweryfikować. Nie oczekiwała w końcu od Olivii, że dostarczy jej szczegółowych informacji – i tak Quirke współpracowała i nie robiła żadnych problemów.
Ledwo moment później Brenna przypatrywała się, jak zaklęcie użyte na pergaminie – i pewnie wsparte jakimś składnikiem, by utrzymało się nieco dłużej – puszcza. Uśmiechnęła się, chociaż był to uśmiech z gatunku tych, które nie były powodowane rozbawieniem, a raczej jakąś ponurą satysfakcją. Miała drania. A zarazem wkurzała się na samą myśl, ilu ludzi oszukał, ile zwierzaków ucierpiało i ilu przestępców napchało sobie kieszenie.
– Że to rekwiruję – wyjaśniła, wyciągając z kieszeni specjalny pojemnik, by przelewitować do niego certyfikat, a potem zerknęła na Olivię i jej uśmiech stał się już bardziej szczery. – Jak coś, nie przejmuj się, wy oczywiście nie macie żadnych kłopotów, BUM jest wdzięczne ze współpracę i tak dalej. Postaram się, żeby nie rozeszły się żadne plotki, które mogłyby doprowadzić twoją matkę do zawału czy coś takiego… Musisz jej chyba powiedzieć, że potrzebujecie nowego dostawcy, bo Thedore jak nic spędzi w Azkabanie najbliższe trzy lata.
Brenna prawie mu współczuła. Prawie. Chociaż tylko dlatego, że w twierdzy na środku morza tkwili dementorzy, a przebywanie z nimi tak długo było czymś… no, na co zasługiwali w jej opinii głównie mordercy i poplecznicy Voldemorta. Ale w tym wypadku pośrednik zapracował sobie na wyrok.
– Możliwe, że będą potrzebne zeznania którejś z was, ale sądzę, że obejdzie się bez stawiania się na rozprawie. W razie czego dam znać. Wielkie dzięki, to wszystko… – tu Brenna wskazała na stosik dokumentów, które wyniosła z zaplecza – …pomoże gościa przyskrzynić. Aaa… tutaj pokwitowania – dodała, pochylając się nad ladą, z wydobytym z kieszeni papierem, na którym szybko zanotowała, co takiego zabiera z Pękatej Fiolki, złożyła zamaszysty podpis na dole i przesunęła dokument ku Olivii.
Ledwo moment później Brenna przypatrywała się, jak zaklęcie użyte na pergaminie – i pewnie wsparte jakimś składnikiem, by utrzymało się nieco dłużej – puszcza. Uśmiechnęła się, chociaż był to uśmiech z gatunku tych, które nie były powodowane rozbawieniem, a raczej jakąś ponurą satysfakcją. Miała drania. A zarazem wkurzała się na samą myśl, ilu ludzi oszukał, ile zwierzaków ucierpiało i ilu przestępców napchało sobie kieszenie.
– Że to rekwiruję – wyjaśniła, wyciągając z kieszeni specjalny pojemnik, by przelewitować do niego certyfikat, a potem zerknęła na Olivię i jej uśmiech stał się już bardziej szczery. – Jak coś, nie przejmuj się, wy oczywiście nie macie żadnych kłopotów, BUM jest wdzięczne ze współpracę i tak dalej. Postaram się, żeby nie rozeszły się żadne plotki, które mogłyby doprowadzić twoją matkę do zawału czy coś takiego… Musisz jej chyba powiedzieć, że potrzebujecie nowego dostawcy, bo Thedore jak nic spędzi w Azkabanie najbliższe trzy lata.
Brenna prawie mu współczuła. Prawie. Chociaż tylko dlatego, że w twierdzy na środku morza tkwili dementorzy, a przebywanie z nimi tak długo było czymś… no, na co zasługiwali w jej opinii głównie mordercy i poplecznicy Voldemorta. Ale w tym wypadku pośrednik zapracował sobie na wyrok.
– Możliwe, że będą potrzebne zeznania którejś z was, ale sądzę, że obejdzie się bez stawiania się na rozprawie. W razie czego dam znać. Wielkie dzięki, to wszystko… – tu Brenna wskazała na stosik dokumentów, które wyniosła z zaplecza – …pomoże gościa przyskrzynić. Aaa… tutaj pokwitowania – dodała, pochylając się nad ladą, z wydobytym z kieszeni papierem, na którym szybko zanotowała, co takiego zabiera z Pękatej Fiolki, złożyła zamaszysty podpis na dole i przesunęła dokument ku Olivii.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.