06.11.2023, 22:04 ✶
Śmiech.
Nie on jeden reagował w ten sposób na sytuacje stresowe; gdy życie przelatywało ci przed oczyma, gdy patrzyłeś na własne dzieje z perspektywy postronnego widza, a potem ten kalejdoskop wrażeń nagle się zatrzymywał i docierała do ciebie rzeczywistość, że to mogła być ostatnia klatka tego filmu... ze wstrzymywanym oddechem niejednokrotnie ulatywał chichot. Czasem nerwowy, czasem histeryczny. A czasem po prostu barwiła go radość, że nie nastał koniec.
Nie wiedziała, czy to, co słyszy, było szczęściem czy szaleństwem. Na analizę czas przyjdzie później, obecnie obchodziło ją jedynie to, że żyją. Cieszyła się, że Alek jest cały i zdrowy, tak po prostu. Przecież był tą samą osobą co zawsze, nawet z bestią drzemiącą w piersi. Wszyscy przecież kryjemy w sobie jakieś demony, pomyślała.
Napotkawszy spojrzenie Alastora, wiedziała, czego szuka. Szukał strachu, jakiegokolwiek znaku w oczach Eden, który zwiastowałby odrzucenie. Nie znalazł go tam jednak nie z powodu charyzmy, nie miała na sobie żadnej maski. Wszystko dlatego, że nie bała się jego - bała się o niego.
Może otaczająca ich ciemność zaburzała odbiór, ale w oczach Lestrange przede wszystkim tliło się zmartwienie. Gdzieś tam kryła się też ulga, nieziemska ulga, ale chyba jeszcze w pełni nie dotarło do niej to, że gdyby nie Alastor, po upadku na ziemię już nigdy by z niej nie wstała. Teraz bała się o jego sekret, bo teraz nie był już tylko jego, teraz należał do nich. A przecież Eden nie była godną zaufania osobą.
- Wszyscy się czegoś boimy - odparła, nie zgadzając się z jego wizją świata. Miał prawo do własnej opinii, odważnego mniemania o sobie. I wcale nie musiał kłamać, mógł po prostu nie być prawdy świadomy. - Ty po prostu jeszcze nie wiesz, czego się boisz - dodała cicho, prawie że szeptem. Nie chciała wchodzić teraz w polemikę, nie chciała zamieniać jego euforii w dramat. Po prawdzie życzyła mu szczerze, by nigdy swojego strachu nie poznał. Bez ciężaru na duszy śpi się lepiej.
- Widowisko? - Zagadnęła, jakby nie wiedziała, o czym mówi, ale tylko kupowała sobie czas, by dobrać odpowiednie słowa. Czuła podskórnie, że nie ma siły na żarty, ale tym bardziej nie była gotowa na żadną szczerość. Na wchodzenie w szczegóły. - Zapiera dech w piersiach. - Powiedziała wiele, nie mówiąc praktycznie nic. Uśmiechnęła się przelotnie, by odebrał to jako kolejną przepychankę w ich stylu, żeby to wszystko brzmiało znajomo. Nadal nie wiedziała, co ma o tym sądzić, wilkołactwo nie było czymś się spodziewała w najśmielszych snach, ale też nie było czymś, od czego zdecydowanie chciała się odseparować. Nie chciała oceniać tego pochopnie, chciała się z tym wszystkim przede wszystkim przespać, zanim wyda jakikolwiek osąd. Do tego czasu Moody musiał się zadowolić półsłówkami i niedopowiedzianymi myślami.
- To nie jest moja historia do opowiedzenia - odparła, gdy poprosił o zachowanie tego w sekrecie. Nie chciała się z nikim tym dzielić i wiedziała, że póki trzyma się zdrowego rozsądku, taki stan rzeczy się utrzyma. Nie była gadułą, nie miała przecież przyjaciółek, z którymi plotkowała o sprawach sercowych, o tajemnicach. Eden zachowywała wszystko dla siebie - i to, co dobre, i to, co złe. Nie mogła mu jednak obiecać, że jego sekrety były z nią bezpieczne, bo nic nie było z nią bezpieczne. I nikt.
- Nie mogę zagwarantować, że teleportujemy się stąd w jednym kawałku, biorąc pod uwagę zmienną naturę magii w tym miejscu - oceniła, rozglądając się dookoła. - Nie mamy chyba wyboru, trzeba płynąć. Postaram się nie być równie zbędnym balastem, co przy wejściu - oświadczyła, uśmiechając się głupio. Jeśli mieli się stąd wydostać, musiał ją za sobą ciągnąć, przecież nie umiała pływać. Niemniej, po dzisiejszych przygodach doszła do wniosku, że musi się wielu rzeczy nauczyć. Pływanie wydawało się być dobrym początkiem.
Nie on jeden reagował w ten sposób na sytuacje stresowe; gdy życie przelatywało ci przed oczyma, gdy patrzyłeś na własne dzieje z perspektywy postronnego widza, a potem ten kalejdoskop wrażeń nagle się zatrzymywał i docierała do ciebie rzeczywistość, że to mogła być ostatnia klatka tego filmu... ze wstrzymywanym oddechem niejednokrotnie ulatywał chichot. Czasem nerwowy, czasem histeryczny. A czasem po prostu barwiła go radość, że nie nastał koniec.
Nie wiedziała, czy to, co słyszy, było szczęściem czy szaleństwem. Na analizę czas przyjdzie później, obecnie obchodziło ją jedynie to, że żyją. Cieszyła się, że Alek jest cały i zdrowy, tak po prostu. Przecież był tą samą osobą co zawsze, nawet z bestią drzemiącą w piersi. Wszyscy przecież kryjemy w sobie jakieś demony, pomyślała.
Napotkawszy spojrzenie Alastora, wiedziała, czego szuka. Szukał strachu, jakiegokolwiek znaku w oczach Eden, który zwiastowałby odrzucenie. Nie znalazł go tam jednak nie z powodu charyzmy, nie miała na sobie żadnej maski. Wszystko dlatego, że nie bała się jego - bała się o niego.
Może otaczająca ich ciemność zaburzała odbiór, ale w oczach Lestrange przede wszystkim tliło się zmartwienie. Gdzieś tam kryła się też ulga, nieziemska ulga, ale chyba jeszcze w pełni nie dotarło do niej to, że gdyby nie Alastor, po upadku na ziemię już nigdy by z niej nie wstała. Teraz bała się o jego sekret, bo teraz nie był już tylko jego, teraz należał do nich. A przecież Eden nie była godną zaufania osobą.
- Wszyscy się czegoś boimy - odparła, nie zgadzając się z jego wizją świata. Miał prawo do własnej opinii, odważnego mniemania o sobie. I wcale nie musiał kłamać, mógł po prostu nie być prawdy świadomy. - Ty po prostu jeszcze nie wiesz, czego się boisz - dodała cicho, prawie że szeptem. Nie chciała wchodzić teraz w polemikę, nie chciała zamieniać jego euforii w dramat. Po prawdzie życzyła mu szczerze, by nigdy swojego strachu nie poznał. Bez ciężaru na duszy śpi się lepiej.
- Widowisko? - Zagadnęła, jakby nie wiedziała, o czym mówi, ale tylko kupowała sobie czas, by dobrać odpowiednie słowa. Czuła podskórnie, że nie ma siły na żarty, ale tym bardziej nie była gotowa na żadną szczerość. Na wchodzenie w szczegóły. - Zapiera dech w piersiach. - Powiedziała wiele, nie mówiąc praktycznie nic. Uśmiechnęła się przelotnie, by odebrał to jako kolejną przepychankę w ich stylu, żeby to wszystko brzmiało znajomo. Nadal nie wiedziała, co ma o tym sądzić, wilkołactwo nie było czymś się spodziewała w najśmielszych snach, ale też nie było czymś, od czego zdecydowanie chciała się odseparować. Nie chciała oceniać tego pochopnie, chciała się z tym wszystkim przede wszystkim przespać, zanim wyda jakikolwiek osąd. Do tego czasu Moody musiał się zadowolić półsłówkami i niedopowiedzianymi myślami.
- To nie jest moja historia do opowiedzenia - odparła, gdy poprosił o zachowanie tego w sekrecie. Nie chciała się z nikim tym dzielić i wiedziała, że póki trzyma się zdrowego rozsądku, taki stan rzeczy się utrzyma. Nie była gadułą, nie miała przecież przyjaciółek, z którymi plotkowała o sprawach sercowych, o tajemnicach. Eden zachowywała wszystko dla siebie - i to, co dobre, i to, co złe. Nie mogła mu jednak obiecać, że jego sekrety były z nią bezpieczne, bo nic nie było z nią bezpieczne. I nikt.
- Nie mogę zagwarantować, że teleportujemy się stąd w jednym kawałku, biorąc pod uwagę zmienną naturę magii w tym miejscu - oceniła, rozglądając się dookoła. - Nie mamy chyba wyboru, trzeba płynąć. Postaram się nie być równie zbędnym balastem, co przy wejściu - oświadczyła, uśmiechając się głupio. Jeśli mieli się stąd wydostać, musiał ją za sobą ciągnąć, przecież nie umiała pływać. Niemniej, po dzisiejszych przygodach doszła do wniosku, że musi się wielu rzeczy nauczyć. Pływanie wydawało się być dobrym początkiem.
Koniec sesji
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~