Zdaniem Philipa to nie było żadne przyjęcie, na którym trzeba było brnąć w podtrzymywanie kultury toastów i udawać pijącego, tylko spotkanie czterech, może pięciu osób przy barowym stoliku. Pięciu, jeśli jego brat postanowi się przyłączyć.
— Mnie nie musisz odwozić do domu, nie mam daleko i nie będę dużo pić. Co w końcu pijesz? — Powodem, dla którego odmówił, było to że mieszkał dosłownie ulicę dalej i nie zamierzał przesadzić z alkoholem. Pamiętał też, że Laurent napisał mu w liście o odwiezieniu towarzyszącej Victorii, co powinno być jego priorytetem. Nie wypadało aby choć jedna osoba w ich gronie siedziała z pustymi rękami, bez jakiegoś napoju w dłoni.
— Dwie truskawkowe Margarity, jedno kremowe piwo, jedna lampka szampana... — Podsumował z uśmiechem, uwzględniając w tym ewentualne zamówienie Laurenta oraz swoje. O swoim nie mógł zapomnieć. Zdecydował się na podwójny gin z tonikiem. Zazwyczaj zamawiał ognistą whisky.
Dla Philipa nie nie było to żadnym zaskoczeniem, że wynik pojedynku stanie się pierwszym z tematów rozmowy. Co prawda, pytał o wrażenia płynące z obserwowania pojedynku, jednak to właśnie jego nieoczywisty, nierozstrzygający wynik zdawał się budzić największe emocje. Całkowicie to rozumiał. W rozważaniu nad udzieleniem jak najbardziej dyplomatycznej, jednocześnie sensownej odpowiedzi lekko kołysał szklanką ze swoim trunkiem. Bezpośrednie przyznanie się do tego, że nie planuje swojego udziału w kolejnym widowisku nie wydawało mu się taką właśnie odpowiedzią.
— Wasze wrażenia. To była bardzo emocjonująca i wyrównana walka na ustalonych przez nas zasadach. Pojedynek zakończył się w najlepszym możliwym momencie. — Odpowiedział wszystkim swoim towarzyszom i jedynej w tym gronie kobiecie. Pozwolił sobie na przelotny triumfalny uśmiech, gdyż okazał się nieznacznie lepszy od Louvaina podczas tego pojedynku.
— Taki wyścig wydaje się wart rozważenia. — Odparł po tym jak posłał Bellowi krótkie spojrzenie. Gdyby nie obecność Erika i Victorii, jego odpowiedź brzmiałaby inaczej. Podczas takiego wyścigu Louvain nie miałby z nim najmniejszych szans. Gdyby taki wyścig miał się odbyć to chciał aby odbył się na trudnym terenie na wzór corocznych wyścigów miotlarskich z Kopparberg do Arjeplog. Jego trasa (300 mil) biegła przez teren smoczego rezerwatu. Jedyną różnicą byłby brak smoków. Jest fanem tego wyjątkowego wydarzenia, w którym uczestniczy głównie jako widz. Nie byłby jednak sobą, gdyby nie zdecydował się wziąć w nim udziału.
— Uwielbiam obserwować takie wyścigi. W Szwecji są najlepsze. — Dopowiedział po chwili, na razie bez wdawania się w szczegóły. Laurent dobrze wiedział o jego zamiłowaniu do odbywania wszelakich podróży. Przy nim wolał nie przyznawać się do podejmowania tego typu aktywności, w których nietrudno o brawurę i narażanie własnego zdrowia oraz życia. Wykonane ze srebra ogromne trofeum w kształcie szwedzkiego smoka krótkopyskiego bardzo ładnie wyglądałoby w kolekcji jego nagród.