06.11.2023, 22:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.11.2023, 22:22 przez Frank Longbottom.)
Och, Alice to na tym koniu wyglądała dumnie, majestatycznie i potężnie. Aż mi z wrażenia serce stanęło na chociażby sekund parę, a szpada wyleciała z dłoni. Nie wiedziałem, że jeździła również konno, ale w sumie się nie dziwiłem, bo we wszystkim była doskonała i najlepsza. Pewnie brała latem udziały w szaleńczych wyścigach i się wszyscy jej obawiali, chcąc stanąć z nią w wyścigu. Byłem pewny, że niewielu było takich śmiałków. Zdecydowanie. Ale... nie musiała mi o wszystkim opowiadać, z pewnością nie o wszystkim mi mówiła. Zdecydowanie. Albo to coś było nowego może? Świetnie sobie radziła z tym koniem. Pewnie wszystkiego nauczył ją wujek.
Cóż, sam nie wiedziałem, jaka była prawda, więc zacząłem kopać dalej, szczególnie kiedy Alice wspomniała, że jej wujek miał siły za stu facetów, a ja nie miałem siły wcale. Takie miałem wrażenie, przeogromne wrażenie, dlatego też próbowałem wygrać z tą opinią, może sam z sobą, chcąc przekopać cały ten ogródek, bo się uparłem, bo dam radę, chociażbym miał tu zejść. W głębi serca chciałem zaimponować Alice tak, jak ona imponowała mi, ale to raczej nie było możliwe. Byłem nudny, powolny i za bardzo skupiony na roślinach, bo nie potrafiłem na nią normalnie patrzeć i się normalnie odzywać, tylko coś mi zatykało wtedy krtań.
Tak też Dora uprzedziła mnie z tym, co tam było do zrobienia. Ja tylko wpatrywałem się w Alice by w końcu pokazać jej puste kosze na rośliny i jeszcze te sadzonki, co ciocia Brenna musiała je już zakupić i przytargać.
- Sporo do zrobienia jest - odparłem jedynie i odsunąłem się co nieco, ciągnąć za sobą Alice i swój oręż do przekopywania aby zrobić miejsce dla Jamesa do zderzenia się z ziemią. Cóż, ja to już byłem przyzwyczajony do takich zagrywek ze strony Alice i Jamesa, ale Dora to jednak nie. Machnąłem ręką niby się nie kłopotała, ale ta już była obok Pottera. - Nie ma co się przejmować - dodałem, ale raczej już nikt mnie nie słyszał, bo zapewne towarzystwo skupiło się na Jamesie.
- Możesz się zająć tymi pozostałymi roślinkami i ich sortowaniem, co robi Dora, albo grabić przekopaną ziemię - rzuciłem już do Alice, puszczając powoli jej rękę, jak gdybym się zapomniał i chciał to ukryć, zaraz się rozejrzałem po obecnych i nieśmiało wróciłem spojrzeniem do Alice. Wzruszyłem ramionami, bo ze mnie dowódca był żaden, więc mogła się zająć czymkolwiek chciała. Byleby praca szła do przodu. Ja ponownie złapałem się za szpadę i zamierzałem kopać by jak najszybciej powrócić ogródek do poprzedniego układu. A nawet lepszego, tak jak mówiłem.
Cóż, sam nie wiedziałem, jaka była prawda, więc zacząłem kopać dalej, szczególnie kiedy Alice wspomniała, że jej wujek miał siły za stu facetów, a ja nie miałem siły wcale. Takie miałem wrażenie, przeogromne wrażenie, dlatego też próbowałem wygrać z tą opinią, może sam z sobą, chcąc przekopać cały ten ogródek, bo się uparłem, bo dam radę, chociażbym miał tu zejść. W głębi serca chciałem zaimponować Alice tak, jak ona imponowała mi, ale to raczej nie było możliwe. Byłem nudny, powolny i za bardzo skupiony na roślinach, bo nie potrafiłem na nią normalnie patrzeć i się normalnie odzywać, tylko coś mi zatykało wtedy krtań.
Tak też Dora uprzedziła mnie z tym, co tam było do zrobienia. Ja tylko wpatrywałem się w Alice by w końcu pokazać jej puste kosze na rośliny i jeszcze te sadzonki, co ciocia Brenna musiała je już zakupić i przytargać.
- Sporo do zrobienia jest - odparłem jedynie i odsunąłem się co nieco, ciągnąć za sobą Alice i swój oręż do przekopywania aby zrobić miejsce dla Jamesa do zderzenia się z ziemią. Cóż, ja to już byłem przyzwyczajony do takich zagrywek ze strony Alice i Jamesa, ale Dora to jednak nie. Machnąłem ręką niby się nie kłopotała, ale ta już była obok Pottera. - Nie ma co się przejmować - dodałem, ale raczej już nikt mnie nie słyszał, bo zapewne towarzystwo skupiło się na Jamesie.
- Możesz się zająć tymi pozostałymi roślinkami i ich sortowaniem, co robi Dora, albo grabić przekopaną ziemię - rzuciłem już do Alice, puszczając powoli jej rękę, jak gdybym się zapomniał i chciał to ukryć, zaraz się rozejrzałem po obecnych i nieśmiało wróciłem spojrzeniem do Alice. Wzruszyłem ramionami, bo ze mnie dowódca był żaden, więc mogła się zająć czymkolwiek chciała. Byleby praca szła do przodu. Ja ponownie złapałem się za szpadę i zamierzałem kopać by jak najszybciej powrócić ogródek do poprzedniego układu. A nawet lepszego, tak jak mówiłem.