06.11.2023, 23:53 ✶
Patrick pokręcił głową. Odkąd był Zimnym, sam robił za największe przedstawienie, gdziekolwiek pojawił się w czarodziejskim świecie (no, chyba że towarzyszył mu Bulstrode, wtedy to Atreus przejmował całą estymę bycia dziwadłem i co Stewarda zaskakiwało, chyba było mu z tym dobrze).
- Może właśnie dlatego zdecydowali się wystawić akurat taką sztukę? – podsumował pytająco.
Jakby się nad tym głębiej zastanowić, to dobrze poprowadzone przedstawienie mogłoby albo zachęcić więcej ludzi do walki ze śmierciożercami i Lordem Voldemortem albo do przyłączenia się do niego. Patrick nie wiedział tylko, czy na obecną chwilę byłby gotów iść i samemu się przekonać, w którą stronę poszli Selwynowie.
A potem uderzyła w niego osobliwa myśl, że tak naprawdę dużo bardziej pasowałoby zaproszenie Florence do teatru a nie do mugolskiego kina. I ta niechciana myśl towarzyszyła mu, gdy wchodzili, gdy ich bilety sprawdzał młody mugol, gdy zamawiał kawę, orzechy i gdy płacił za zamówienie.
Posłał swojej towarzyszce dłuższe, pełne zadumy spojrzenie. Ale nie był aż takim paranoikiem, by uznać, że próbowała mu swoimi słowami zarzucić jakikolwiek nietakt. Po prostu ostatnio za bardzo przejmował się sprawami, które normalnie nie zwróciłyby jego uwagi na tyle, by szukał w nich drugiego dna.
- Tak. Teraz jeszcze, póki jest mniej ludzi… - zaczął i wykonał ruch pokazujący jego ręce. Teraz jeszcze nie było tak wielu ludzi. Nie musieli się przepychać. Nie musiał nikogo dotykać. Nie musiał obserwować zaskoczonych spojrzeń i zduszonych pisków, gdy obcy komentowali jego zimną skórę. – Powiesz mi, czy podoba ci się sala kinowa.
Drzwi do tej, w której miały być wyświetlane „Szepty i krzyki” były już otwarte. W środku paliło się przytłumione światło i siedzieli już pierwsi widzowie. Pomieszczenie nie było specjalnie duże i trochę nawet przypominało teatr, z tą różnicą, że na scenie – zamiast rekwizytów wisiał bardzo duży ekran, na chwilę w której się pojawili jeszcze całkiem czarny. Poza tym, jak w teatrze miejsca były ponumerowane a fotele wyglądały na wygodne.
- Rząd siódmy. Miejsca dziewięć i dziesięć – powiedział cicho do Florence, prowadząc ją ku nim. – Może nie będzie wielu innych widzów? – zapytał retorycznie.
Mimo, że przyszli na kilka minut przed seansem, sala była już w połowie zapełniona. Sporo mugoli przyniosło ze sobą popcorn. Jego zapach unosił się w powietrzu. Ktoś siorbał colę przez słomkę.
Patrick uśmiechnął się przepraszająco.
- Zjedzą przed rozpoczęciem seansu – zapewnił swoją towarzyszkę.
Ledwie udało im się usiąść wygodnie, gdy światło przygasło a na czarnym ekranie pojawiło się odliczanie. Film niedługo miał się rozpocząć.
!steward6
- Może właśnie dlatego zdecydowali się wystawić akurat taką sztukę? – podsumował pytająco.
Jakby się nad tym głębiej zastanowić, to dobrze poprowadzone przedstawienie mogłoby albo zachęcić więcej ludzi do walki ze śmierciożercami i Lordem Voldemortem albo do przyłączenia się do niego. Patrick nie wiedział tylko, czy na obecną chwilę byłby gotów iść i samemu się przekonać, w którą stronę poszli Selwynowie.
A potem uderzyła w niego osobliwa myśl, że tak naprawdę dużo bardziej pasowałoby zaproszenie Florence do teatru a nie do mugolskiego kina. I ta niechciana myśl towarzyszyła mu, gdy wchodzili, gdy ich bilety sprawdzał młody mugol, gdy zamawiał kawę, orzechy i gdy płacił za zamówienie.
Posłał swojej towarzyszce dłuższe, pełne zadumy spojrzenie. Ale nie był aż takim paranoikiem, by uznać, że próbowała mu swoimi słowami zarzucić jakikolwiek nietakt. Po prostu ostatnio za bardzo przejmował się sprawami, które normalnie nie zwróciłyby jego uwagi na tyle, by szukał w nich drugiego dna.
- Tak. Teraz jeszcze, póki jest mniej ludzi… - zaczął i wykonał ruch pokazujący jego ręce. Teraz jeszcze nie było tak wielu ludzi. Nie musieli się przepychać. Nie musiał nikogo dotykać. Nie musiał obserwować zaskoczonych spojrzeń i zduszonych pisków, gdy obcy komentowali jego zimną skórę. – Powiesz mi, czy podoba ci się sala kinowa.
Drzwi do tej, w której miały być wyświetlane „Szepty i krzyki” były już otwarte. W środku paliło się przytłumione światło i siedzieli już pierwsi widzowie. Pomieszczenie nie było specjalnie duże i trochę nawet przypominało teatr, z tą różnicą, że na scenie – zamiast rekwizytów wisiał bardzo duży ekran, na chwilę w której się pojawili jeszcze całkiem czarny. Poza tym, jak w teatrze miejsca były ponumerowane a fotele wyglądały na wygodne.
- Rząd siódmy. Miejsca dziewięć i dziesięć – powiedział cicho do Florence, prowadząc ją ku nim. – Może nie będzie wielu innych widzów? – zapytał retorycznie.
Mimo, że przyszli na kilka minut przed seansem, sala była już w połowie zapełniona. Sporo mugoli przyniosło ze sobą popcorn. Jego zapach unosił się w powietrzu. Ktoś siorbał colę przez słomkę.
Patrick uśmiechnął się przepraszająco.
- Zjedzą przed rozpoczęciem seansu – zapewnił swoją towarzyszkę.
Ledwie udało im się usiąść wygodnie, gdy światło przygasło a na czarnym ekranie pojawiło się odliczanie. Film niedługo miał się rozpocząć.
!steward6