Miejsce było urokliwe. Urzekło nawet Norkę, chociaż ona nie potrzebowała wiele do tego, żeby przystanąć na moment, żeby zachwycać się pięknem natury. Doceniała to, co Matka im dawała, dzięki niej świat był taki piękny. Nawet ta jego mugolska część potrafiła robić ogromne wrażenie.
Pierwszym przystankiem okazał się być staw. Norka stała na brzegu i obserwowała uważnie córkę mając nadzieję, że ta się nie potknie i nie wpadnie do bajorka. Oczywiście, nie zakładała, że jest jakoś bardzo niezdarna, miała jednak jej geny, a panna Figg potrafiła się potknąć o własne nogi, wolałaby nie musieć wyławiać dziewczynki z tej sadzawki.
Zastanowiła się krótką chwilę nad pytaniem zadanym przez dziewczynkę. - Myślę, że mogą mieszkać. Chociażby trytony, im również zależy na tym, aby pozostać niezauważonymi. Dla ich własnego bezpieczeństwa. Potrafią się ukrywać przed mugolami, nie zauważyli by ich, gdyby tego nie chcieli. - Miała świadomość, że wcale nie tak prosto jest zrozumieć to, jak ten świat jest złożony. Szczególnie gdy się było dzieckiem urodzonym w magicznej rodzinie. Starała się przybliżyć Mabel wiele spraw, nim ta rozpocznie naukę w Hogwarcie, bo uważała, że im wcześniej tym lepiej. Dobrze by było, gdyby posiadała taką elementarną wiedzę. Tyle, że poza mugolami, czarodziejami na świecie były też inne stworzenia i istoty które również tworzyły swoje miejsca do życia.
Nora spodziewała się tego, że Palmarnia zrobi na Mabel wrażenie. Była pełna niespotykanych roślin, które zazwyczaj rosły w egzotycznych miejscach. Fakt, w środku była bardzo duszno, jednak zawartość tego miejsca wynagradzała wszelkie niedogodności. Nie pospieszała córki, dała jej się napatrzeć, widziała bowiem, że faktycznie bardzo jej się tutaj podoba. Pomysł więc był trafiony. Uśmiechnęła się do siebie, kiedy zobaczyła, że dziewczynka podbiega do kolejnej rośliny.
Wyszły z Palmiarni, Norka przetarła czoło, czuła bowiem, że pojawiły się na nim krople potu spowodowane gorącem i dusznością tego pomieszczenia. Gdy znalazły się na zewnątrz wiatr przyjemnie smyrał je po twarzach, zdecydowanie tego potrzebowały po zwiedzaniu Palmiarni. Szły dalej, Mabel najwyraźniej dostrzegła już następną część ogrodów, którą chciała zobaczyć. Humory im dopisywały, wszystkie zmartwienia wydawały się być bardzo odległe, tyle, że do czasu.
W pewnym momencie bowiem dziewczynka zamilkła, jakby coś ją trapiło. Nora nie wiedziała skąd ta nagła zmiana nastroju, czekała jednak, aż córka sama jej powie, co się dzieje. Kiedy Mabel zadała pytanie - zamarła. Nie do końca tego się spodziewała. Musiała być przygotowana na to, żeby rozmawiać z nią od wszystkim, jednak i pannę Figg dało się zaskoczyć. Najgorsze było to, że musiała odpowiedzieć od razu, aby nie wzbudzać niepotrzebnego niepokoju. - Po pierwsze, dlaczego w ogóle miałoby mi się coś stać? Nigdzie się nie wybieram. - Próbowała nieco rozładować atmosferę. Nachyliła się do dziewczynki i złapała ją za dłonie. - Gdyby jednak się to stało, czego w ogóle nie biorę pod uwagę, to jest cała masa osób, dla których jesteś bardzo ważna. - Wydawało jej się to oczywiste, jednak może był to dobry moment, aby jej o tym przypomnieć. - Jest ciocia Brenna i wujek Erik, myślę, że oni zadbają o ciebie najlepiej, ale też babcia Lizzy i dziadek, ciocia Avelina, masz w kim wybierać. - Mogłaby wymieniać dalej, miała jednak nadzieję, że to, co powiedziała wystarczy.