Zaklęcia rozpraszające akurat służyły do usuwania szkód, jakie robiła magia, a nie do krzywdzenia innych, ale to powinien wiedzieć. Jedno nieudane zaklęcie niemagiem nie czyni, czy coś. Gerry wręcz przeciwnie do swojego aktualnego towarzysza uwielbiała wdawać się w pyskówki, leżało to w jej naturze, często była zaczepna tak po prostu, bez żadnego powodu.
Zabawne było to, że Gerry pochodziła z szanowanego i starego rodu czarodziejów. Jej zachowanie przeczyło wszystkim zasadom dobrych manier. Bywała prostacka, bezpośrednia, nieco gruboskórna, jednak nie działo się to bez powodu. Przez lata stała się niemalże idealną kopią swojego ojca Gerarda, zabawne, bo żaden z jej braci nie miał podobnych problemów.
- Nie wiem, nie znam się na czarnej magii, dobrze wiedzieć, że ty masz doświadczenie. - Skrzyżowała sobie ręce na piersi i przyglądała mu się uważnie. Nie pasował do tego miejsca, był za bardzo wymuskany, na pewno pochodził z szanowanej rodziny.
- Nie poddaje się, ale nie sądzę, że jestem w stanie zrobić dla niej więcej. Powinni się tym zająć klątwołamacze, a jak mniemam pewnie nie jesteś jednym z nich? - Byłoby to raczej dziwne, gdyby akurat zajmował się łamaniem klątw.
- Nie znam się, to zdecydowanie nie jest moja działka. - Nigdy nie interesowały jej rośliny, ani eliksiry. Miała od tego ludzi, sama jednak nie znosiła tych dziedzin. Uważała je za nudne.