- Ależ oczywiście, bardzo filozoficzne przemyślenie. - Tak naprawdę to średnio interesowało ją, w jaki sposób się bawił w samotności. Wiedziała, że jest wiele osób, które lubią eksperymentować z magią i nic jej było do tego dopóki nie zamierzali krzywdzić przy tym innych. W przeciwieństwie do większości swojej rodziny Geraldine nie miała nic do mugolaków, czy mugoli. Uważała, że można się od nich wiele nauczyć i zupełnie nie rozumiała tego całego zamieszania. Wydawało jej się, że czystokrwiści chcą po prostu poczuć się ważniejsi, bo czuli, że władza wymyka im się z rąk.
- No to mamy coś wspólnego, też się nie znam na klątwach. - Wypadałoby chyba gdzieś zgłosić to, co tutaj znaleźli. Miło by było, gdyby słuzby zainteresowały się losem tej biednej dziewczyny i sprowadziły ją do świata żywych na stałe.
Geraldine przestała już też być opryskliwa. Nie zamierzała irytować bardziej mężczyzny, który stał przed nią. Nie było powodu, aby dalej to ciągnęła, szczególnie, że nie chciał wchodzić w potyczki słowne.
- Mogę przekazać informację znajomej, na pewno ją to zainteresuje. - Brenna wydawała się być mocno zaangażowana w sprawy służb, także chyba najlepiej będzie się właśnie do niej odezwać. Na pewno nie pozwoli, aby ten posąg stał tu sobie bez celu. Będzie musiała napisać list, jak tylko wyjdzie z tego lasu. Nie zamierzała stawiać się w ministerstwie osobiście, bo nie znosiła tego miejsca i urzędasów.
- Łapałam trzminorki. - Pomachała nawet w powietrzu swoim narzędziem, jakby miało to powtwierdzić dlaczego znalazła się w tym miejscu. - Nic ciekawego. - Dodała jeszcze, bo co mogło być interesującego w łapaniu owadów. Zdecydowanie wolałaby się pochwalić tym, że łapała smoka, czy jakieś inne bardziej niebezpieczne zwierzę, no ale niestety nie był to ten dzień.
- Zgubiłeś się? - Starała się zachować powagę, chociaż mógł zobaczyć, że bardzo mocno ze sobą walczy, żeby się nie roześmiać. Miała świadomość, że wiele osób nie do końca radziło sobie w takim otoczeniu, jednak nadal ją to bawiło. - Mogę cię odprowadzić bezpiecznie do wyjścia. - Zaproponowała jeszcze, wolałaby, żeby on nie zamienił się w kamień, bo mogłaby mieć przesrane. - Tędy. - Rzekła krótko, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie, bardzo pewnie - zdecydowanie znała drogę do wyjścia.