07.11.2023, 15:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2023, 15:15 przez Murtagh Macmillan.)
W kręgach Mrocznego Nokturnu, Pan Grzechotnik był dobrze znany. Każdy, kto kiedykolwiek przespał się z dziewczęciem lekkich obyczajów, wiedział, że jakiekolwiek wykroczenie poza zakres umowy skutkowało wizytą Pana Grzechotnika. I obiciem mordy.
Pan Grzechotnik czuwał nad swoimi dziewczynami, które nazywał pieszczotliwie Źmijkami, ale też pilnował ich żelazną ręką. W przenośni oczywiście, bo nikt nikogo za rączkę nie prowadzał, ale dziewczyny wiedziały, że jeśli wykroczą poza linię jego wielkoduszności i dobroci, to z uprzejmego szefa zamieni się w bezlitosnego oprawdę. Zmiana mogła też nastąpić w każdej chwili, kiedy Grzechotnik uznał, że jego dziewczyny nie sprawują się w pracy odpowiednio dobrze.
Nie mieli żadnej siedziby, ani konkretnego miejsca, to już nie były te czasy. Dziewczyny przyjmowały klientów we własnych mieszkaniach, lub (jeśli biznes szedł im wyjątkowo dobrze) Grzechotnik wynajmował im niewielkie klitki na Nokturnie oraz w Alei Horyzontalnej, gdzie mogły wykonywać swój zawód. Czasem pracowały po dwie, trzy w jednym miejscu jeśli tak było im taniej i wygodniej.
Murtagh już kilka lat temu odkrył, że sutenerstwo to dobry pomysł na dodatkowy biznes na boku. Ciężko było go namierzyć, tym bardziej że sam pracował w Departamencie Kontroli i miał ziomków w każdym biurze. W dodatku, zatrudniając pracownice ze wszystkich środowisk - zarówno czystokrwiste, brudnokrwiste jak i charłaczki - upewniał się, że zróżnicowana oferta zadowoli wszelkie gusta a jego znajomi mieli na usługi odpowiedni rabat.
Stanleya znał od dawna - obaj pracowali w Ministerstwie, chociaż Murtagh dużo sprawniej piął się po szczeblach kariery, być może dlatego że Borgin wcale nie zamierzał w BUMie kariery robić, a może dlatego że ciężko byłoby mu przyćmić Longbottomów. Mieli niepisaną umowę, że Stanley podczas patroli omijał lokale gdzie jego dziewczyny świadczyły swoje usługi, a w zamian… No właśnie, Murtagh miał właśnie odwdzięczyć się znajomemu sowicie za jego przysługę. Przybył bowiem aby oznajmić, że osobiście dopilnuje aby żadne niepotrzebne kontrole nie niepokoiły Głębiny.
Niepotrzebne… Z chwilą, kiedy otwarł drzwi lokalu uświadomił sobie, że wszelkie możliwe kontrole były paląco potrzebne lokalowi, który trzymał się razem chyba tylko dzięki temu, że powietrze wewnątrz aż gęste było od odoru. Głębina wyglądała jak lokal, który powinien zostać zamknięty, zburzony a jego ruiny spalone, tylko po to, żeby upewnić się, że nikomu już nie wpadnie do głowy tak głupi pomysł jak otworzenie jej podwojów.
Mimo to, odziany w czarne, skórzane spodnie, czarną koszulę, czarny krawat i czarny płaszcz mężczyzna, wszedł do środka. Jego twarz skryta była częściowo pod maską, która przypominała nieco pysk węża - łuski mieniły się srebrno-zielonym połyskiem. Musiał w końcu utrzymywać przynajmniej częściową anonimowość - nie wiedział, kto może pojawić się tego wieczoru w lokalu a nie chciał mieszać swojej persony Szefa Biura Kontroli, z personą sutenera - Grzechotnika.
A właśnie, wspominając sutenerstwo - Murtagh nie przyszedł na imprezę z pustymi rękoma, o nie! W jednej miał butelkę ognistej whiskey (domyślił się, że drinki nie są na koszt lokalu), druga zaś zgięta była w ramieniu na którym uwiesiła się smukła, gibka, zielonowołosa dziewczyna w kusej sukience.
Oprócz niej, do lokalu weszło jeszcze kilka innych dziewcząt. Miały zapłacone z góry za zabawianie gości, a także obiecane, że cokolwiek tego wieczoru zarobią - jest wyłączone spod marży Grzechotnika. Większość z nich wyglądała więc na żywo zainteresowane zabawieniem obecnych gości.
- Witam, witam i o zdrowie pytam! - zagrzmiał Grzechotnik, podchodząc do Stanleya i składając mu zamaszysty ukłon. - Dziękuję za zaproszenie na ten jakże wspaniały wieczór. Muszę przyznać, że lokal wygląda tak wspaniale, że sądzę, że nie będzie wymagał żadnych kontroli ze strony Ministerstwa przynajmniej przez kolejny rok. - oznajmił, mrugając okiem i uśmiechając się porozumiewawczo do Borgina. - Towarzystwo moich dziewczyn jest dzisiaj gratis. - dodał, już nieco ciszej.
Pan Grzechotnik czuwał nad swoimi dziewczynami, które nazywał pieszczotliwie Źmijkami, ale też pilnował ich żelazną ręką. W przenośni oczywiście, bo nikt nikogo za rączkę nie prowadzał, ale dziewczyny wiedziały, że jeśli wykroczą poza linię jego wielkoduszności i dobroci, to z uprzejmego szefa zamieni się w bezlitosnego oprawdę. Zmiana mogła też nastąpić w każdej chwili, kiedy Grzechotnik uznał, że jego dziewczyny nie sprawują się w pracy odpowiednio dobrze.
Nie mieli żadnej siedziby, ani konkretnego miejsca, to już nie były te czasy. Dziewczyny przyjmowały klientów we własnych mieszkaniach, lub (jeśli biznes szedł im wyjątkowo dobrze) Grzechotnik wynajmował im niewielkie klitki na Nokturnie oraz w Alei Horyzontalnej, gdzie mogły wykonywać swój zawód. Czasem pracowały po dwie, trzy w jednym miejscu jeśli tak było im taniej i wygodniej.
Murtagh już kilka lat temu odkrył, że sutenerstwo to dobry pomysł na dodatkowy biznes na boku. Ciężko było go namierzyć, tym bardziej że sam pracował w Departamencie Kontroli i miał ziomków w każdym biurze. W dodatku, zatrudniając pracownice ze wszystkich środowisk - zarówno czystokrwiste, brudnokrwiste jak i charłaczki - upewniał się, że zróżnicowana oferta zadowoli wszelkie gusta a jego znajomi mieli na usługi odpowiedni rabat.
Stanleya znał od dawna - obaj pracowali w Ministerstwie, chociaż Murtagh dużo sprawniej piął się po szczeblach kariery, być może dlatego że Borgin wcale nie zamierzał w BUMie kariery robić, a może dlatego że ciężko byłoby mu przyćmić Longbottomów. Mieli niepisaną umowę, że Stanley podczas patroli omijał lokale gdzie jego dziewczyny świadczyły swoje usługi, a w zamian… No właśnie, Murtagh miał właśnie odwdzięczyć się znajomemu sowicie za jego przysługę. Przybył bowiem aby oznajmić, że osobiście dopilnuje aby żadne niepotrzebne kontrole nie niepokoiły Głębiny.
Niepotrzebne… Z chwilą, kiedy otwarł drzwi lokalu uświadomił sobie, że wszelkie możliwe kontrole były paląco potrzebne lokalowi, który trzymał się razem chyba tylko dzięki temu, że powietrze wewnątrz aż gęste było od odoru. Głębina wyglądała jak lokal, który powinien zostać zamknięty, zburzony a jego ruiny spalone, tylko po to, żeby upewnić się, że nikomu już nie wpadnie do głowy tak głupi pomysł jak otworzenie jej podwojów.
Mimo to, odziany w czarne, skórzane spodnie, czarną koszulę, czarny krawat i czarny płaszcz mężczyzna, wszedł do środka. Jego twarz skryta była częściowo pod maską, która przypominała nieco pysk węża - łuski mieniły się srebrno-zielonym połyskiem. Musiał w końcu utrzymywać przynajmniej częściową anonimowość - nie wiedział, kto może pojawić się tego wieczoru w lokalu a nie chciał mieszać swojej persony Szefa Biura Kontroli, z personą sutenera - Grzechotnika.
A właśnie, wspominając sutenerstwo - Murtagh nie przyszedł na imprezę z pustymi rękoma, o nie! W jednej miał butelkę ognistej whiskey (domyślił się, że drinki nie są na koszt lokalu), druga zaś zgięta była w ramieniu na którym uwiesiła się smukła, gibka, zielonowołosa dziewczyna w kusej sukience.
Oprócz niej, do lokalu weszło jeszcze kilka innych dziewcząt. Miały zapłacone z góry za zabawianie gości, a także obiecane, że cokolwiek tego wieczoru zarobią - jest wyłączone spod marży Grzechotnika. Większość z nich wyglądała więc na żywo zainteresowane zabawieniem obecnych gości.
- Witam, witam i o zdrowie pytam! - zagrzmiał Grzechotnik, podchodząc do Stanleya i składając mu zamaszysty ukłon. - Dziękuję za zaproszenie na ten jakże wspaniały wieczór. Muszę przyznać, że lokal wygląda tak wspaniale, że sądzę, że nie będzie wymagał żadnych kontroli ze strony Ministerstwa przynajmniej przez kolejny rok. - oznajmił, mrugając okiem i uśmiechając się porozumiewawczo do Borgina. - Towarzystwo moich dziewczyn jest dzisiaj gratis. - dodał, już nieco ciszej.