Nie musisz być aż tak dokładna, pomyślał z przekąsem Erik. Owszem, częściej niźli rzadziej poranne posiłki jadali osobno, ale nie było potrzeby tego wypominać. W gruncie rzeczy i tak znali swoje przyzwyczajenia na tyle, aby móc przynajmniej zgadnąć, co drugie jadło na obiad. Wbrew pozorom Longbottom zbytnio nie wydziwiał w kwestii swoich posiłków; wolał sięgnąć po coś sprawdzonego, niż testować nowe smaki. Takim oto sposobem podstawę jego diety stanowiły tosty, jajecznica z boczkiem i... wypieki z klubokawiarni Nory.
— Na niezłą wycieczkę mnie zabrałaś. — Pokręcił głową. — Nie mogłaś wziąć śledztwa, które posłałoby nas do jakiejś ekskluzywnej restauracji albo klubu dla bogaczy?
Nie było nic zabawnego w tym, że chciał się prezentować jak najlepiej. W końcu to były oficjalne sprawy Ministerstwa Magii. Musiał się pokazać od odpowiedniej strony, a jeśli dodatkowo wzbudzi zainteresowanie kelnerki, to tylko ułatwi sobie zadanie. Nie miał obiekcji do planu siostry, toteż tylko kiwnął głową.
— Nie zrób sobie krzywdy — zawołał za siostrą, uśmiechając się promiennie. Na krótką chwilę w jego głowie zagościł obraz Brenny, która ślizga się na płytkach, próbując złapać równowagę. I od razu humor poprawiony.
Słuchał z uwagą kelnerki, uśmiechając się coraz szerzej z każdym jej słowem. Chciał w ten sposób okazać swój entuzjazm, zainteresowanie ofertą, a przede wszystkim... Niezobowiązującą rozmową, gdy będzie pałaszował śniadanie.
— Wygląda na to, że nie mam wyboru: niech będzie ciasto malinowe — złożył ręce jak do modlitwy, pocierając jedną dłoń o drugą, w oczekiwaniu na słodki deser. — Czarna wystarczy, bez dodatków. Co za dużo cukru to nie zdrowo.
Rozejrzał się na prawo i lewo, taksując wzrokiem wystrój lokalu.
— Dzisiaj samotne otwarcie? Bez właścicieli? — Uniósł pytająco wzrok. — Odważnie, jak na tę dzielnicę. Musicie mieć tutaj zazwyczaj spory ruch.
Jakoś musiał dotknąć tego tematu, a co jak co, ale ludzie lubili... Narzekać. Nawet jeśli Lily nie zamierzała wyrzucić z siebie od razu wszystkich trosk, to być może odsłoni nieco swoich prawdziwych myśli. Realnych frustracji dotyczących pracy w jednej z najczęściej odwiedzanych dzielnic magicznego Londynu. To byłby jakiś start, prawda?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞