07.11.2023, 17:22 ✶
Oczywiście, że wiedziała, co jada jej brat. Ba, zdarzało się, że sama coś gotowała - czy to robiąc obiad dla wszystkich, czy przygotowując pudełka lunchowe na kolejny dzień. Nie codziennie ani nawet nie co drugi dzień, ale tak już co trzeci... owszem. On pewnie też doskonale wiedział, że Brenna zasadniczo była skłonna zjeść niemal wszystko, chociaż w jej diecie na pewno nie brakowało i tego, co było tak popularne w jego jadłospisie: kanapek, ciasteczek i pączków z Nory Nory.
- Świetnie, że się oferujesz z pomocą, wezmę cię do takiego w przyszłym tygodniu - oświadczyła Brenna, rozpromieniając się niby małe słoneczko. Czy tylko żartowała, czy naprawdę miała jakieś śledztwo, w ramach którego widziała perspektywy na wyprawę do jakiegoś klubu dla bogaczy albo eleganckiej restauracji?
No cóż. Z Brenną nawet dobrze ją znając bywało trudno to odgadnąć.
Młodsza Longbottomówna znikła w korytarzu wiodącym do łazienki, gdzie pośpiesznie zabarykadowała drzwi i zabrała się za wyciąganie z torebki świec. Nie była pedantką - właściwie była bardzo daleka od bycia pedantką - ale i tak jeszcze potraktowała płytki zaklęciem czyszczącym, tak na wszelki wypadek.
Tymczasem Erik został porzucony na pastwę Lily. Ta wycofała się za ladę, by wrócić z wielkim kawałkiem ciasta malinowego, a potem odwróciła się, i machnęła różdżką, by zacząć szybciej podgrzewać wodę na kawę.
- To przecież Horyzontalna... Do Nokturnu kilka budynków, tutaj jest w miarę bezpiecznie - odparła na słowa Erika, zerkając na niego wciąż z pewnym zamyśleniem. Chociaż zaraz się trochę nachmurzyła. - Czasem się tu ktoś trafi, ale rzadko. A właścicielka to tutaj pracuje tylko raz w tygodniu, czasem wpadnie, żeby powiedzieć... co jest źle - powiedziała. O tak, marudzenie widać było jednak pewną rzeczą uniwersalną. - Przepraszam, ale mam wrażenie, że gdzieś pana widziałam? W jakiejś gazecie? - zastanowiła się na głos. Ton miała odrobinę nieśmiały, ale widać to, że to on nawiązał konwersację, zachęciło ją do pytania.
- Świetnie, że się oferujesz z pomocą, wezmę cię do takiego w przyszłym tygodniu - oświadczyła Brenna, rozpromieniając się niby małe słoneczko. Czy tylko żartowała, czy naprawdę miała jakieś śledztwo, w ramach którego widziała perspektywy na wyprawę do jakiegoś klubu dla bogaczy albo eleganckiej restauracji?
No cóż. Z Brenną nawet dobrze ją znając bywało trudno to odgadnąć.
Młodsza Longbottomówna znikła w korytarzu wiodącym do łazienki, gdzie pośpiesznie zabarykadowała drzwi i zabrała się za wyciąganie z torebki świec. Nie była pedantką - właściwie była bardzo daleka od bycia pedantką - ale i tak jeszcze potraktowała płytki zaklęciem czyszczącym, tak na wszelki wypadek.
Tymczasem Erik został porzucony na pastwę Lily. Ta wycofała się za ladę, by wrócić z wielkim kawałkiem ciasta malinowego, a potem odwróciła się, i machnęła różdżką, by zacząć szybciej podgrzewać wodę na kawę.
- To przecież Horyzontalna... Do Nokturnu kilka budynków, tutaj jest w miarę bezpiecznie - odparła na słowa Erika, zerkając na niego wciąż z pewnym zamyśleniem. Chociaż zaraz się trochę nachmurzyła. - Czasem się tu ktoś trafi, ale rzadko. A właścicielka to tutaj pracuje tylko raz w tygodniu, czasem wpadnie, żeby powiedzieć... co jest źle - powiedziała. O tak, marudzenie widać było jednak pewną rzeczą uniwersalną. - Przepraszam, ale mam wrażenie, że gdzieś pana widziałam? W jakiejś gazecie? - zastanowiła się na głos. Ton miała odrobinę nieśmiały, ale widać to, że to on nawiązał konwersację, zachęciło ją do pytania.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.