07.11.2023, 19:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2023, 19:38 przez Olivia Quirke.)
Podczas gdy Laurent zajmował się problemami hipogryfów, Olivia postanowiła zająć się problemami ludzi. A konkretniej Abby'ego, którego miała podpytać o to i owo. Usłużnie zaoferowała mu pomoc, lecz wydawało się, że mężczyzna nie przyjął tej oferty tak entuzjastycznie, jak liczyła. Nie wzbudziło to u niej jednak większej ostrożności. Ot, wydawał się być jakiś nieswój, ale co innego miał zrobić? W końcu ktoś chciał wybić prawie całe stado hipogryfów. I to po takim sukcesie, jaki osiągnął! Quirke uśmiechnęła się pod nosem, idąc za mężczyzną w kierunku wozów.
- Laurent wyraźnie polecił mi, żebym panu pomogła. Byłam u niego, mogę kojarzyć woźnicę, no i abraksamy mnie lubią - powiedziała, zrównując swój krok z Abbym. Miała wrażenie, że trochę za szybko idzie. Zmarszczyła nosek w zamyśleniu, zerkając z ukosa na twarz towarzysza. Do polany, na której wylądowały abraksamy ciągnące wóz, zostało niewiele drogi. - Muszę o to zapytać. Nie widział pan niczego podejrzanego w przeddzień ataku? Albo nawet nie podejrzanego. Po prostu odstającego od normy.
Odwróciła wzrok w chwili, w której skóra na twarzy pana Abby'ego zaczęła bulgotać. Mężczyzna zwolnił trochę kroku i sięgnął do kieszeni po fiolkę. Zaklął szpetnie. Nie było jej.
- Panie Abby? Przypomniał pan sobie coś? - ruda zatrzymała się i odwróciła w ostatniej chwili, by zobaczyć dłoń z wycelowaną weń różdżką.
- Tak. Przypominam sobie wścibską gówniarę, która powinna była zostać z tym kretynem Prewettem - twarz Abby'ego bulgotała, jakby skóra nagle została polana kwasem. Nos mu się wysmuklił, a włosy zaczęły rosnąć aż do ramion. Czoło się powiększyło, oczy zwiększyły rozstaw i kolor. - Na przyszłość będziesz ostrożniejsza.
Przed Olivią stał teraz nie Abby, a wysoki mężczyzna o długich blond włosach i niesamowicie niebieskich oczach. Nie miała pojęcia, kim jest - zresztą nie miało to teraz znaczenia. Widziała przed sobą tylko różdżkę, która zatoczyła koło. Z jej końca wystrzeliły białe iskry. Quirke rzuciła się w bok.
Chciała uciec przed strumieniem powietrza i energii magicznej, który wystrzelił z różdżki w zatrważającym tempie. Nie zdążyła. Promienie ugodziły ją w klatkę piersiową. Olivia wystrzeliła w górę i zatoczyła piękny łuk, by zakończyć lot na drzewie. Rąbnęła w nie plecami aż miło - w oczach jej pociemniało. Abby-nie-Abby ruszył dalej - w stronę abraksamów. Olivia próbowała sięgnąć po różdżkę, którą miała w kieszeni, ale jej mózg nie chciał współpracować. Dziewczyna miała wrażenie, że cały świat wiruje przed jej oczami i wybucha milionem iskier. Znała ten ból - zleciała kiedyś z miotły z dużej wysokości. To nic, poradzi sobie. Musiała tylko powolutku, ostrożnie, przesuwać rękę, która zdawała się jej nie słuchać i tkwić w miejscu.
- Laurent wyraźnie polecił mi, żebym panu pomogła. Byłam u niego, mogę kojarzyć woźnicę, no i abraksamy mnie lubią - powiedziała, zrównując swój krok z Abbym. Miała wrażenie, że trochę za szybko idzie. Zmarszczyła nosek w zamyśleniu, zerkając z ukosa na twarz towarzysza. Do polany, na której wylądowały abraksamy ciągnące wóz, zostało niewiele drogi. - Muszę o to zapytać. Nie widział pan niczego podejrzanego w przeddzień ataku? Albo nawet nie podejrzanego. Po prostu odstającego od normy.
Odwróciła wzrok w chwili, w której skóra na twarzy pana Abby'ego zaczęła bulgotać. Mężczyzna zwolnił trochę kroku i sięgnął do kieszeni po fiolkę. Zaklął szpetnie. Nie było jej.
- Panie Abby? Przypomniał pan sobie coś? - ruda zatrzymała się i odwróciła w ostatniej chwili, by zobaczyć dłoń z wycelowaną weń różdżką.
- Tak. Przypominam sobie wścibską gówniarę, która powinna była zostać z tym kretynem Prewettem - twarz Abby'ego bulgotała, jakby skóra nagle została polana kwasem. Nos mu się wysmuklił, a włosy zaczęły rosnąć aż do ramion. Czoło się powiększyło, oczy zwiększyły rozstaw i kolor. - Na przyszłość będziesz ostrożniejsza.
Przed Olivią stał teraz nie Abby, a wysoki mężczyzna o długich blond włosach i niesamowicie niebieskich oczach. Nie miała pojęcia, kim jest - zresztą nie miało to teraz znaczenia. Widziała przed sobą tylko różdżkę, która zatoczyła koło. Z jej końca wystrzeliły białe iskry. Quirke rzuciła się w bok.
Chciała uciec przed strumieniem powietrza i energii magicznej, który wystrzelił z różdżki w zatrważającym tempie. Nie zdążyła. Promienie ugodziły ją w klatkę piersiową. Olivia wystrzeliła w górę i zatoczyła piękny łuk, by zakończyć lot na drzewie. Rąbnęła w nie plecami aż miło - w oczach jej pociemniało. Abby-nie-Abby ruszył dalej - w stronę abraksamów. Olivia próbowała sięgnąć po różdżkę, którą miała w kieszeni, ale jej mózg nie chciał współpracować. Dziewczyna miała wrażenie, że cały świat wiruje przed jej oczami i wybucha milionem iskier. Znała ten ból - zleciała kiedyś z miotły z dużej wysokości. To nic, poradzi sobie. Musiała tylko powolutku, ostrożnie, przesuwać rękę, która zdawała się jej nie słuchać i tkwić w miejscu.
Rzut N 1d100 - 38
Akcja nieudana
Akcja nieudana