Od listopada 1970 roku, społeczność czarodziejką obiegła wieść o postulatach niejakiego Lorda Voldemorta. Czarnoksiężnika, który pragnie dokonać „selekcji”. Do tego pamiętnego dnia, Biuro Aurorów miało duże zapotrzebowanie na odważnych czarodziejów. Mieli więcej pracy niż zazwyczaj. Związane było to z pojawiającymi się licznymi atakami na mugoli, mugolaków i innych czarodziei. Wielu z nich bało się o swoje rodziny. Mieli za zadanie chronić swoje domy. Wielu znajomych z otoczenia Tristana nawet rzucało zaklęcia, aby zabezpieczyć swoje posiadłości a w nich swoich bliskich. Mógł uczynić to samo, lecz jego umiejętności ochronne, były jeszcze na poziomie podstawowym i nie zdążył opanować konkretnego zaklęcia. Dom jego rodziców, nie był zabezpieczony zaklęciem. Mimo iż zamieszkiwali nie magiczną część Londynu.
Dzisiejszego dnia, jak również wieczora, Departament Przestrzegania Prawa miał wiele zgłoszeń. Podobnie jak Departament Magicznych Wypadków i Katastrof. Oba wydziały musiały mocno interweniować we współpracy ze szpitalem Św. Munga. Zdarzało się, że wielu aurorów, nocowało w biurze, aby być na każde zawołanie. Dotyczyło to szczególnie ochotników.
Tristan postanowił na noc wracać do domu, aby mieć pewność, że jego rodzice są bezpieczni. Zdawał sobie sprawę z tego, że jako mugolak może być na celowniku zwolenników Czarnoksiężnika. A co gorsza, w niebezpieczeństwie mogą znaleźć się jego rodzice. Najgorszy scenariusz miał się dopiero zacząć.
Po zakończonym patrolu, teleportował się w najciemniejszą uliczkę niemagicznego Londynu, gdzie to najwyżej przestraszyć mógł kota w kontenerze. Wyszedł na ulicę oświetloną latarnią w tę zimową noc. Odziany w ciemny płaszcz, czarne rękawice i szali. Skierował kroki w kierunku ulicy, gdzie mieszkał. Zbliżając się do samego wejścia do domu, zastygł w bezruchu, kiedy jego oczom, ukazały się wyważone drzwi. Natychmiast sięgnął po różdżkę i wszedł powoli do środka z uczuciem obawy, że ktoś się włamał.
Jako że pora była nocna, państwo Ward spali na górze. Przebudził ich hałas na dole. Jakby ktoś się włamał. Coś wybuchło. Przerażona kobieta spojrzał na męża. Nie byli pewni, czy to ich syn wrócił do domu. Ale nawet jeśli, to nie robiłby takiego hałasu. Adam Ward, ojciec Tristana i zawodowy kowal. Odważny mężczyzna. Zabezpieczył się w obronę biorąc w dłoń wykuty z metalu miecz. Choć nie był wyćwiczony w szermierce czy ogólnym posługiwaniu się broni białej, miał nadzieję, że nie wdarł się do środka jakiś magiczny świr a zwykły złodziej telewizora. Usłyszeli kroki. Kobieta pozostawała w łóżku, z lękiem ściskając kołdrę. Mężczyzna stanął przy drzwiach, jakby czekał na gościa, aby go zaatakować.
Tristan w tym czasie, trzymając różdżkę przed sobą w lewej dłoni, wszedł powoli do środka zachowując czujność, ostrożność. Nie zapalał domowego światła, szukając podejrzanych ruchów. Światło uliczne wpadało do środka przez niektóre okna. W pewnym momencie, Tristan dostrzegł podejrzaną sylwetkę mężczyzny (ten, który czatował)? Bez zastanowienia rzucił zaklęcie odrzucające, aby poleciał na ścianę. Czy dał się zaskoczyć?