Kiedy i gdzie był sens szukania zaprzeczeń? Oszukiwania siebie i siebie wzajem? Mógłby skłamać, że go nie sprawdza, ale nigdy nie był wybitnym kłamcom. Za to miał ponoć talent do lawirowania słowem. Tak, to była pewnego rodzaju gra. Gra poznania. Nie miała niczego złego na myśli, bo to nie była gra cudzym kosztem. Po chłodniejszej nucie w tonie Nicholasa sądził jednak, że to dla niego nie była gra, w której chciał brać udział. Nie to, żeby się tego spodziewał. Zdystansowanie tego człowieka było widoczne jak na gołej ręce i... to było smutne. Ile złego w życiu człowieka musiało się dziać i ile zimna musiało mu zostać okazane, żeby tak mocno wzbraniać się przed światem zewnętrznym? Laurent spoglądał na filiżankę, na której opierał palce, obracają ją milimetrowymi ruchami dookoła własnej osi. Czarna, niesłodzona kawa bez mleka. Zero słodyczy. Nie przepadał za słodkościami, ale może to nawet było widać po jego niezdrowo chudej sylwetce. Albo i nie. Pojedyncze srebrzyste włosy pałętały się pośród jego jasnych blond włosów. Brzydka blizna na wnętrzu nadgarstka była bardzo sugestywna. I wszystko to przykryte zaklęciem transmutacyjnym, żeby nadal wyglądać i prezentować się idealnie. Chociaż wcale nie chciał. Jak ta sławetna walka dwóch wilków w tobie samym - wygrywa ten, którego dokarmisz. W końcu jednocześnie chciał absolutnie mocno trzymać się swojej doskonałości i perfekcyjnego wyglądu.
- Oczywiście, że tak. - Choć "sprawdzanie kogoś" mogło mieć różny wymiar, a Laurent wcale nie był pewien, jakim zabarwieniem cieszyło się to słowo na krańcu języka Yaxleya. - Na tym polega poznawanie nowej osoby. Nie każdy robi to aktywnie i świadomie. Większość aktów poznania to wymiana płytkimi tematami i zainteresowaniami. - Które w zasadzie Laurenta nie to, że nie interesowały, bo zawsze starał się wyjść rozmówcy naprzeciw i do niego dostosować, ale nie porywały serca ani umysłu. To, by używać tego, czym Bozia go pobłogosławiła - czemu miałby tego nie robić, skoro chciał? Było ku temu milion powodów i zazwyczaj sam je sobie wynajdywał. Tak jak tu i teraz się wycofał, bo przecież nie chciał rozdrażniać Nicholasa. Z jednej strony dlatego, że się obawiał jego reakcji, z drugiej - bo nikogo nie chciał celowo denerwować. - Nie potrafię się nie zastanawiać nad tym, jak wiele zimna i trudów trzeba doświadczyć, żeby otoczyć się takim lodem. - Uniósł na niego morskie oczy. Zgadza się - był dokładny. Bardzo uważny. Spoglądał na każdą zmianę, która tutaj zachodziła, chociaż nie było to takie uważne, jakby się mogło wydawać. To nie była wycena czysto analitycznych odruchów. Bo nie potrafił dokładnie powiedzieć kiedy ktoś kłamie a kiedy nie wnioskując po nerwowym tiku, choć pewne ruchy były istotne, owszem. To był ten instynkt. Empatia. Nastawienie na drugiego człowieka, by odbierać go w pełni.
Zaraz jednak znów opuścił wzrok na stygnącą kawę, której prawie nie ruszył i przesunął paznokciem po porcelanie. Kłamie. Nie dlatego, że naprawdę potrafił to stwierdzić, wręcz przekonywał samego siebie, że to tylko jego umysł wariuje. Że jest niepoważny. Uważał to za kłamstwo, bo nie wierzył sam w to spotkanie ze swojej strony z takich pobudek. Tak jakby wszystko mógł sprowadzać tylko do jednego, jak mu miała jedna osoba w przyszłości wyrzucić. Albo raczej nawet nie było to kłamstwo, bo tu i teraz na pewno tak, ale to była jak pułapka, w której chyba samego siebie zaplątywał. Upił w końcu parę łyków. Lubił tutejszą kawę. Lubił to miejsce. Nie było nadmiernie wyszukane, ale było takie ciche i przytulne.
- Doceniam kunszt wypowiedzi. - Jego minimalizację. Unikanie głównego wątku, jednocześnie odpowiadając na pytanie. Pomijanie pewnych rzeczy. Według Laurenta przynajmniej był to kunszt i przemyślane odpowiedzi, a nie pierwsze co przyszło na myśl. Na taką osobę wypadał Nicholas - analizującą. A teraz również na uważną. Zaczął uważać, nie chcąc dać się poznać - więc i zaczął się wycofywać. Czy nie tak to wyglądało? - Cieszę się w takim razie, że spełniłem to oczekiwanie. Wygląda na to, że po nim nic nas jednak nie będzie łączyło, skoro nie ma oczekiwań, prawda? - Uśmiechnął się delikatnie, spoglądając Nicholasowi w oczy. Powiedział to bardzo łagodnie, ale w jego oczach był wcale nie taki miękki błysk. Jego oczy nie podążyły za uśmiechem.