08.11.2023, 14:12 ✶
Nie przejmowała się zbytnio tym, co o niej mówili. Ale i pewne rzeczy były absolutnie dla niej nie negocjowalne, a jedną z nich było nie dawanie nikomu podejrzeń, co do tego, że w swojej pracy mogłaby kierować się jakimikolwiek korzyściami, uprzedzeniami czy tym, z kim miała do czynienia w sprawie. Och, to nie tak, że zawsze ściśle trzymała się litery prawa. Po prawdzie odkąd zaczęła się wojna, robiła tyle nielegalnych rzeczy, że powinna sama siebie za nie aresztować. Ale istniały rzeczy, na które nie zamierzała pozwalać, koniec kropka.
Brenna prawdopodobnie przynajmniej kilka razy w życiu uderzyła się bardzo mocno w głowę. Żeby tylko nie szukać - choćby tej nocy. Ale i całe zachowanie wynikało raczej z jej charakteru, wychowania, wpływu rodziny, otoczenia przez przyjaciół i może jeszcze odrobinę z daru płynącego we krwi, przynoszącego ze sobą widma przeszłości.
Zapewne zapytana, czy jej umysł funkcjonuje inaczej niż inne, odpowiedziałaby, że nie. Ale w końcu to on był tutaj specjalistą od działania ludzkich mózgów. O nim na razie wiedziała tyle, że chyba lubił stawiać na swoim i manipulować - ale nawet tego nie mogła być pewna. Nie w stu procentach. I na pewnym poziomie przeczuwała, że chyba chciał wręcz, by poczuła się niekomfortowo: było to przeczucie gliny, który nawykł do obserwowania cudzych zachowań i szukania drugiego dna w wypowiadanych słowach. Tyle że Bren miała za sobą całe lata pracy w Brygadzie i natknęła się w tym czasie na tyle różnych osobowości, że zbicie jej z tropu nie było jakieś łatwe. Przez dwadzieścia siedem lat życia usiłowała unikać wyłącznie dwóch osób, i obu z nieco odmiennych względów.
- Zmuszać zajętego pracownika Departamentu Tajemnic, by jeździł windą w tę i z powrotem? Wiem, że mój brat opowiada o mnie różne straszne rzeczy, ale nie jestem aż tak paskudną osobą. Żartowałam, Lestrange - parsknęła, trochę niepewna, czy wziął to na poważnie (jakby nie było, niektórzy brali na poważnie jej żarty, za to nie dawali wiary, kiedy mówiła prawdę - i w gruncie rzeczy niekiedy było jej to na rękę), czy była to jakaś jego gierka. - Zapomniałam popodpisywać korytarz jako swoją własność, więc zupełnie mi nie przeszkadza, że przejdziesz nim razem ze mną - oświadczyła, nim wymaszerowała na korytarz. Nie zamierzała zabraniać mu iść razem ze sobą, ale jeżeli życzył sobie jeździć windą w tę i z powrotem, to kim była, aby go przed tym powstrzymywać?
Brenna prawdopodobnie przynajmniej kilka razy w życiu uderzyła się bardzo mocno w głowę. Żeby tylko nie szukać - choćby tej nocy. Ale i całe zachowanie wynikało raczej z jej charakteru, wychowania, wpływu rodziny, otoczenia przez przyjaciół i może jeszcze odrobinę z daru płynącego we krwi, przynoszącego ze sobą widma przeszłości.
Zapewne zapytana, czy jej umysł funkcjonuje inaczej niż inne, odpowiedziałaby, że nie. Ale w końcu to on był tutaj specjalistą od działania ludzkich mózgów. O nim na razie wiedziała tyle, że chyba lubił stawiać na swoim i manipulować - ale nawet tego nie mogła być pewna. Nie w stu procentach. I na pewnym poziomie przeczuwała, że chyba chciał wręcz, by poczuła się niekomfortowo: było to przeczucie gliny, który nawykł do obserwowania cudzych zachowań i szukania drugiego dna w wypowiadanych słowach. Tyle że Bren miała za sobą całe lata pracy w Brygadzie i natknęła się w tym czasie na tyle różnych osobowości, że zbicie jej z tropu nie było jakieś łatwe. Przez dwadzieścia siedem lat życia usiłowała unikać wyłącznie dwóch osób, i obu z nieco odmiennych względów.
- Zmuszać zajętego pracownika Departamentu Tajemnic, by jeździł windą w tę i z powrotem? Wiem, że mój brat opowiada o mnie różne straszne rzeczy, ale nie jestem aż tak paskudną osobą. Żartowałam, Lestrange - parsknęła, trochę niepewna, czy wziął to na poważnie (jakby nie było, niektórzy brali na poważnie jej żarty, za to nie dawali wiary, kiedy mówiła prawdę - i w gruncie rzeczy niekiedy było jej to na rękę), czy była to jakaś jego gierka. - Zapomniałam popodpisywać korytarz jako swoją własność, więc zupełnie mi nie przeszkadza, że przejdziesz nim razem ze mną - oświadczyła, nim wymaszerowała na korytarz. Nie zamierzała zabraniać mu iść razem ze sobą, ale jeżeli życzył sobie jeździć windą w tę i z powrotem, to kim była, aby go przed tym powstrzymywać?
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.