Czarnowidzenie. Laurent to nie lubił. Nie lubił ponuro spoglądać w przeszłość, nawet jeśli była ponura i nie lubił myśleć o ciemnej przyszłości. Ale miał to nieuchronne przeczucie, które stawiało mu włoski dębem na skórze i karku. To przeczucie, które sprawiało, że drętwiał, że serce uderzało mocniej w jego klatce piersiowej. Nie był żadnym wojownikiem, nie potrafił się pojedynkować, nie nadawał się na bohatera, ale jeśli coś miało się złego stać, jeśli coś wie stało...
Uderzenie czaru, który grzmotnął w drzewa i nimi poruszył, jego błysk, wdarł się do oczu Laurenta z daleka. Zwrócił też uwagę hipogryfa, który od razu zwrócił się w tamtym kierunku.
- Na dół! - Ktoś właśnie wyszedł z linii lasu. Jakiś blondyn - i nie było obok niego Olivii. Alexander zszedł właśnie z wozu zaprzęgniętego w trzy abraksany i wyszedł na spotkanie mężczyzny. Jeszcze obok stał wóz z końmi, które teraz zaczęły wierzgać niespokojnie od czaru, który zakłócił spokój okolicy. I gdzie w tym wszystkim była Olivia..?
[a] Hipogryf zapikował ze śpiewem i dopiero teraz Laurent się zorientował, po głosie, że leciały za nimi dwa inne stworzenia. Obejrzał się na moment, ale tylko na sekundę. Przylgnął do grzbietu i karku stworzenia, żeby pęd powietrza nie chłostał go po twarzy. Przymrużone oczy i tak niewiele widziały między brązowymi lotkami. Stojący na dole Alexander zatrzymał się ze zdziwieniem, tak samo i blondyn, który obrócił się w ich kierunku wznosząc różdżkę. Ale hipogryf wiedział, co się świeci. I był szybszy od czaru mężczyzny. Odbił w bok piruetem i gwałtownie zanurkował w dół, spadając na mężczyznę jak pocisk. Złapał go łapami za ramiona przygniótł do ziemi. Niekoniecznie tego spodziewał się Laurent. Śpiew stworzenia był bojowy. Blondyn zeskoczył z jego grzbietu na nieco miękkich nogach od adrenaliny, która krążyła w jego żyłach. Wymierzył różdżkę w mężczyznę, na którego barkach pojawiła się krew od hipogryfich pazurów. Dwa pozostałe doleciały. One były gotowe go rozszarpać.- Dość. Dość! - Wcisnął swoje dłonie na orli dziób, żeby nie pozwolić mu skrzywdzić mężczyzny i zatrzymał dwa pozostałe, otwierając ramiona. Cztery sekundy. W następnej obrócił się, żeby kopnąć różdżkę mężczyzny jak najdalej stąd. - Duma! Aport! - Nie musiał powtarzać. Wielki basior ruszył do różdżki, łapiąc ją w paszczę. I łamiąc w niej, kiedy się położył z nowym patykiem jako zabawką i zaczął obgryzać. - Radzę się nie ruszać. - Polecił mężczyźnie i gorączkowo zaczął rozglądać za Olivą, co w plątaninie krzyków hipogryfów i ich ciał było trudne. - Pilnuj go! - Polecił Alexandrowi, który podszedł ale nie odważył się zbliżyć za bardzo. Sam Laurent wyplątał się z tej zbieraniny istot. I wtedy ją zobaczył pod drzewem. Na pewno nie całą - ale przynajmniej żywą. Ruszył biegiem w jej kierunku, żeby od razu klęknąć na jedno kolano i wyciągnąć do niej dłoń. - Olivio, słyszysz mnie? - wyglądała tak, jakby niekoniecznie wszystko miało do niej docierać.
Czy nasz hipogryf uniknie czaru
Sukces!