08.11.2023, 14:55 ✶
Blondyn szykował się do kolejnego ataku, ale nie miał szans z hipogryfami. Przejrzały go już wcześniej, ale były jednak tylko zwierzętami, które łatwo było oszukać. Nie pasował im zapach i to, w jaki sposób się z nimi obchodził, lecz wygląd się zgadzał. Wszystko łączyło się teraz w jedną całość, gdy eliksir wielosokowy przestał działać. Przegrał, i to z kretesem. A było tak blisko! Wszystko to wina tych głupich dzieciaków i tego durnego psa. Mężczyzna uniósł ręce w obronnym geście i nie planował się ruszać. Szczęki Dumy złamały różdżkę jakby była suchą gałązką, mógł sobie tylko wyobrażać, co zrobiłyby z jego ramieniem.
A Olivia... Cóż, powiedzieć że wypoczywała sobie w najlepsze, byłoby mocnym niedopowiedzeniem. Leżała, to prawda, ale zamroczona i z twarzą przeszytą bólem. Wciąż próbowała sięgnąć do różdżki, która leżała dobre kilkanaście centymetrów od jej dłoni. Zamrugała jednak, gdy przed jej oczami zmaterializował się kształt. Znajomy kształt. Zmrużyła błękitne oczy, by spróbować chociaż trochę wyostrzyć obraz.
- Laurent - odetchnęła z ulgą, chociaż ulgi na jej twarzy nie było widać. Bolały ją plecy, a każdy głębszy oddech powodował nową falę bólu, jeszcze gorszą od poprzedniej. Musiała chyba złamać sobie żebro, uderzając w drzewo. Powinna była się przyłożyć bardziej do nauki rzucania zaklęć. - To nie Abby. Nie wiem, gdzie on jest.
Syknęła, wyciągając rękę już nie po różdżkę, a po to by złapać Prewetta za dłoń. Gdy podciągnął ją do siadu, zakwiliła jak pisklę, odruchowo łapiąc się po prawej stronie. Cholerny gnojek. Olivia nigdy w życiu nie miała złamanych żeber, nie miała pojęcia że to aż tak boli. Ból był porównywalny do tego, który ją pożerał gdy złamała rękę. Ze zdziwieniem jednak odkryła, że może się poruszać, chociaż z wysiłkiem. Złamaną ręką ruszać nie mogła, a tu mogła nawet spróbować wstać, chociaż nie o własnych siłach.
- Użył eliksiru wielosokowego - palce Olivii wczepiły się w ramiona Laurenta. - To nie był wilkołak. To animag.
Podejrzewała to już wcześniej, ale uznała, że nikt nie byłby na tyle szalony, by atakować osobiście całe stado hipogryfów. A może ten człowiek nie był sam? Ze złością spojrzała na blondyna, który jak gdyby nigdy nic splótł dłonie na swojej głowie i wyglądał na szczerze rozbawionego tą sytuacją. Mimo że strzegły go trzy hipogryfy oraz Duma, a w jego stronę szedł Alexander. Wyglądał, jakby doskonale się bawił i oglądał całą tę scenę gdzieś z boku. Nawet lekko podrygiwał do muzyki, która grała mu w głowie. Kompletny czubek.
- Trzeba znaleźć pana Abby'ego - powiedziała cicho, ostrożnie się prostując. Wzrokiem odszukała różdżkę. - A go oddać Ministerstwu. Jeśli było ich więcej, to nie jest tu bezpiecznie. Podasz mi różdżkę?
Nawet się nie łudziła, że będzie w stanie się schylić czy kucnąć. W tym stanie mogła co najwyżej klapnąć z powrotem na ziemię i się położyć, próbując nie umrzeć z bólu.
A Olivia... Cóż, powiedzieć że wypoczywała sobie w najlepsze, byłoby mocnym niedopowiedzeniem. Leżała, to prawda, ale zamroczona i z twarzą przeszytą bólem. Wciąż próbowała sięgnąć do różdżki, która leżała dobre kilkanaście centymetrów od jej dłoni. Zamrugała jednak, gdy przed jej oczami zmaterializował się kształt. Znajomy kształt. Zmrużyła błękitne oczy, by spróbować chociaż trochę wyostrzyć obraz.
- Laurent - odetchnęła z ulgą, chociaż ulgi na jej twarzy nie było widać. Bolały ją plecy, a każdy głębszy oddech powodował nową falę bólu, jeszcze gorszą od poprzedniej. Musiała chyba złamać sobie żebro, uderzając w drzewo. Powinna była się przyłożyć bardziej do nauki rzucania zaklęć. - To nie Abby. Nie wiem, gdzie on jest.
Syknęła, wyciągając rękę już nie po różdżkę, a po to by złapać Prewetta za dłoń. Gdy podciągnął ją do siadu, zakwiliła jak pisklę, odruchowo łapiąc się po prawej stronie. Cholerny gnojek. Olivia nigdy w życiu nie miała złamanych żeber, nie miała pojęcia że to aż tak boli. Ból był porównywalny do tego, który ją pożerał gdy złamała rękę. Ze zdziwieniem jednak odkryła, że może się poruszać, chociaż z wysiłkiem. Złamaną ręką ruszać nie mogła, a tu mogła nawet spróbować wstać, chociaż nie o własnych siłach.
- Użył eliksiru wielosokowego - palce Olivii wczepiły się w ramiona Laurenta. - To nie był wilkołak. To animag.
Podejrzewała to już wcześniej, ale uznała, że nikt nie byłby na tyle szalony, by atakować osobiście całe stado hipogryfów. A może ten człowiek nie był sam? Ze złością spojrzała na blondyna, który jak gdyby nigdy nic splótł dłonie na swojej głowie i wyglądał na szczerze rozbawionego tą sytuacją. Mimo że strzegły go trzy hipogryfy oraz Duma, a w jego stronę szedł Alexander. Wyglądał, jakby doskonale się bawił i oglądał całą tę scenę gdzieś z boku. Nawet lekko podrygiwał do muzyki, która grała mu w głowie. Kompletny czubek.
- Trzeba znaleźć pana Abby'ego - powiedziała cicho, ostrożnie się prostując. Wzrokiem odszukała różdżkę. - A go oddać Ministerstwu. Jeśli było ich więcej, to nie jest tu bezpiecznie. Podasz mi różdżkę?
Nawet się nie łudziła, że będzie w stanie się schylić czy kucnąć. W tym stanie mogła co najwyżej klapnąć z powrotem na ziemię i się położyć, próbując nie umrzeć z bólu.