- Tak, to ja. - Zapewnił ją, spoglądając nieco nieufnie na jej instynkt poszukiwania różdżki. Przynajmniej dopóki nie dała znać, że rozpoznaje jego głos. Jeszcze tego by brakowało, by chciała się przed nim bronić uznając go za zagrożenie. Podsunął jej różdżkę i naprowadził dłoń na nią, żeby mogła poczuć się chociaż trochę bezpieczniej i pewniej. To taki odruch. Bezwarunkowe działanie mózgu, chociaż niekoniecznie miało cokolwiek wspólnego z logiką. To tak jak dziecko chowające nogi pod kołdrą, no wtedy ten potwór spod łóżka go nie ściganie w ciemność. Tak jakby ta kołdra mogła obronić przed całym złem tego świata. - Wiem. Spokojnie. - Miał napięty głos i teraz niczego nie mógł na to poradzić. Zdenerwowane zwierzęta go nie stresowały. Ranni ludzie i problemy z nimi wszelakie związane już jak najbardziej. Z nimi nie wiedziałam, jak dokładnie sobie poradzić.
- Nie, nie, nie. Nie ruszaj się, proszę. Nie wiemy, co ci jest. Gdzie cię boli? - Czasem były takie urazy, których poruszanie mogło tylko zaognić sytuację. Albo wręcz doprowadzić uraz do stanu zagrożenia zdrowia. Nie był medykiem, żeby się na tym znać, ale znał się trochę na anatomii żeby mieć wyobrażenie jak złamane kości mogły sponiewierać wnętrzności. - Ale ja wiem. Już niczego ci nie zrobi. - Zapewniał ją dalej, kiedy wróciła do tego, że nie wie gdzie Abby i co się może teraz stać. Nic - taką miał nadzieję. Chociaż kiedy wspomniała o animagii nastroszył się i z obawą obejrzał na mężczyznę i hipogryfy. - Będziemy go szukać, albo rączej brygadziści będą. Zaraz wezwiemy pomoc. - Nie wiedział, co z nią zrobić. Wracać teraz po medyka? Co prawda to zoolog... Eliksir wiggenowy. Powinno trochę pomóc zanim dostarczą ją do Munga. Nie. Jeśli miała coś złamane to eliskir mógł pogorszyć sprawę.
- Proszę, nie ruszaj się. Alexander, mój pracownik, zaniesie cię do Munga, dobrze? - Złapał z nią kontakt wzrokowy żeby upewnić się, że rozumie i że akceptuje. Poruszył różdżką parę razy, trzymając jaj dłoń mogła poczuć ulgę i ciepło rozlewające się po ciele. Przypływ energii, kiedy Laurent przelał na nią część swoich sił witalnych. Żeby mieć pewność, że wytrzyma podróż - to tylko kawałek, byle do sieci fiuu. Podniósł się i skierował do Alexandra.
- Później ci wyjaśnię. Zabierz Olivie do sieci fiuu, a potem zawiadom brygadzistów że popełniono przestępstwo ataku na rezerwat Portsmouth, hipogryfy i samą Olivie. Nie jest wiadome gdzie jest właściciel rezerwatu. - Alexander nie należał do ludzi którzy by potrzebowali wyjaśnień od strony Laurenta, jeśli ten o coś prosił. Albo wymagał. Dlatego pokłonił się lekko i podbiegł truchtem do Olivii.
-Panienko? Na imię mi Alexander. Panicz prosił, żebym panienkę zabrał do szpitala. Pozwoli panienka, że wezmę panienkę na ręce?