14.11.2022, 19:52 ✶
Patrick kiwnął głową, nie mając nic przeciw by Brenna oddaliła się razem z Anne do innej części domu. Sam przemaszerował do kuchni. Tu w pierwszej kolejności zbliżył się do okna i sprawdził widok za nim. Upewniwszy się, że wszystko było w porządku, wrócił do wcześniejszego zajęcia. Pośpiesznie przeglądał i zbierał przedmioty, które wydawały mu się bardziej osobiste. Nic wielkiego, ale w jego ręce, poza ściągniętymi ze ściany fotografiami wpadł jakiś oszczerbiony, ale regularnie używany kubek i rozpadająca się, ręcznie spisana książka kucharska.
Anne zaprowadziła Brennę wąskimi, skrzypiącymi schodami na górę, gdzie znajdowała się jej sypialnia. Piętro było dość małe. Mieściły się tam tylko dwa pokoje, łazienka i łączący wszystko korytarzyk.
Thomas weszła pierwsza do sypialni. Pociągnęła nosem, albo jakby się rozklejała, albo jakby stawała się coraz bardziej wściekła i rozżalona. Och, to nie tak, że nie zdawała sobie zupełnie sprawy z niebezpieczeństwa, które spadło na jej głowę. Po prostu uważała, że ma święte prawo żyć w czarodziejskim świecie, skoro była czarownicą. Wystarczyło, że była nieakceptowana przez własnych rodziców, na brak akceptacji wśród czarodziei zwyczajnie nie chciała się zgodzić.
Otworzyła pusty kufer stojący przy łóżku. Posłała gniewne spojrzenie Brennie, jakby ta przynajmniej w połowie była winna nieszczęściu Anne.
- Pakuj! – wymamrotała, wykonując szybki ruch różdżką.
Drzwi szafy otworzyły się z głośnym trzaskiem, powysuwały się szuflady komody. Ułożone schludnie ubrania wyskoczyły ze swoich przechowalni i zaczęły przemieszczać się szybko w stronę kufra.
- Z łazienki potrzebuję tylko szczotki do włosów i szczoteczki do mycia zębów – powiedziała cicho młoda czarownica.
Mavelle w tym czasie pozostawała na dworze. Odkąd do domu Anne Thomas weszli Patrick z Brenną minęło najwyżej dziesięć minut. Czarownica usłyszała głosy dochodzące z mugolskiego gospodarstwa znajdującego się w pobliżu. Było za daleko i nie rozróżniała o czym mówili, ale byli głośni i hałasujący. Po kilku chwilach niebo zaczęły rozświetlać pierwsze fajerwerki. Imprezujący obok mugole rozpoczynali Nowy Rok dużo przed oficjalnym rozpoczęciem, być może zbyt pijani by dotrwać do północy.
Anne zaprowadziła Brennę wąskimi, skrzypiącymi schodami na górę, gdzie znajdowała się jej sypialnia. Piętro było dość małe. Mieściły się tam tylko dwa pokoje, łazienka i łączący wszystko korytarzyk.
Thomas weszła pierwsza do sypialni. Pociągnęła nosem, albo jakby się rozklejała, albo jakby stawała się coraz bardziej wściekła i rozżalona. Och, to nie tak, że nie zdawała sobie zupełnie sprawy z niebezpieczeństwa, które spadło na jej głowę. Po prostu uważała, że ma święte prawo żyć w czarodziejskim świecie, skoro była czarownicą. Wystarczyło, że była nieakceptowana przez własnych rodziców, na brak akceptacji wśród czarodziei zwyczajnie nie chciała się zgodzić.
Otworzyła pusty kufer stojący przy łóżku. Posłała gniewne spojrzenie Brennie, jakby ta przynajmniej w połowie była winna nieszczęściu Anne.
- Pakuj! – wymamrotała, wykonując szybki ruch różdżką.
Drzwi szafy otworzyły się z głośnym trzaskiem, powysuwały się szuflady komody. Ułożone schludnie ubrania wyskoczyły ze swoich przechowalni i zaczęły przemieszczać się szybko w stronę kufra.
- Z łazienki potrzebuję tylko szczotki do włosów i szczoteczki do mycia zębów – powiedziała cicho młoda czarownica.
Mavelle w tym czasie pozostawała na dworze. Odkąd do domu Anne Thomas weszli Patrick z Brenną minęło najwyżej dziesięć minut. Czarownica usłyszała głosy dochodzące z mugolskiego gospodarstwa znajdującego się w pobliżu. Było za daleko i nie rozróżniała o czym mówili, ale byli głośni i hałasujący. Po kilku chwilach niebo zaczęły rozświetlać pierwsze fajerwerki. Imprezujący obok mugole rozpoczynali Nowy Rok dużo przed oficjalnym rozpoczęciem, być może zbyt pijani by dotrwać do północy.