Podobno oczy są zwierciadłem duszy. Erik nie miał bladego pojęcia, co mogliby dojrzeć postronni, gdyby teraz zmierzyli się ze wzrokiem jego błękitnych oczu. W przeciwieństwie do Heather, pozwolił Brennie całkowicie transformować swój wygląd. Bądź co bądź, jej dar wywodził się z linii rodu Potterów, a nie miał powodu, aby pozostawać nieufny wobec umiejętności krewniaków swojej matki. Wprawdzie zdarzały się sytuacje, gdy zmiana nie do końca wychodziła, jak trzeba... Jednak tym razem udała się wyśmienicie.
Przeglądając się w witrynie jednego ze sklepów jakie minęli na osiedlu, zastanawiał się, czy w ogóle uda im się zdążyć na czas. Misja w Londynie... Mogła pójść lepiej. Mieszkanie Catherine okazało się puste, ale trop prowadzący na King's Cross popchnął sprawę nieco dalej. Szkoda tylko, że Śmierciożercy nas ubiegli, pomyślał z przekąsem. Wprawdzie nie byli w stu procentach pewni, że to oni ich ubiegli do mieszkania Barlowe, jednak i tak Longbottom nie chciał, aby się to powtórzyło.
— Możemy tu zostać i poczekać, aż ktoś inny tu przyjdzie — mruknął, gładząc się po bujnym zaroście na twarzy. — To jest, o ile oni nie przyszli tu pierwsi i nie czekają na nasz ruch.
Wepchnął dłonie do kieszeni spodni, z lekkim wstrętem zerkając na bok, gdy gdzieś w oddali rozległy się okrzyki na wpół pijanych mężczyzn. Niezła dzielnica. Ale może właśnie o to chodziło? Może tutaj zadawano mniej pytań i wszyscy byli zajęci swoimi własnymi sprawami, zamiast interesować się, co słychać u sąsiadów. Zwłaszcza u takich u których o tej porze huczała głośna muzyka.
— Powinniśmy zaczekać? — Zerknął na Mavelle i Caina.
Sukces!
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞