08.11.2023, 23:47 ✶
Olivia odwróciła głowę od okna i westchnęła. No tak, nie zmusiła Brenny fizycznie, ale była prowodyrką tej całej sytuacji. Wiedziała, że kobieta ma rację, że to w teorii nie była jej wina, ale ciężko jej było to przyswoić. Martwiła się - nie sobą i tym, co się z nią stanie, bo nie miała tak naprawdę wiele do roboty. Mogła przychodzić do pracy kiedy chciała, mogła ją opuszczać wtedy, gdy chciała, i nikt nie miał do niej większych pretensji. Martwiła się trochę o Brennę, która miała dużo więcej obowiązków - i ważniejszą pracę. Ale skoro jej to nie przeszkadzało... To może i jej samej nie powinno? Gdy Brenna się nachyliła, Olivia również pochyliła głowę. Niebieskie oczy rozszerzyły się w wyrazie zdumienia, gdy brygadzistka zaoferowała użycie magii.
No bo z jednej strony to było oczywiste, że powinny stąd wiać wszelkimi możliwymi sposobami. Ale nie powinny używać magii w pociągu pełnym mugoli! To było niebezpieczne. Jak Brenna mogła w ogóle wpaść na taki pomysł?
- Przecież nam nie wolno - powiedziała, jednak przerwała od razu, gdy Brenna wyciągnęła kartoniki. - Nie wiemy doką... Dzień dobry!
Mało brakowało, a Olivia by zerwała się na równe nogi i zasalutowała konduktorowi. Zesztywniała cała, gdy zobaczyła, że Brenna wyciąga różdżkę i używa na mężczyźnie zaklęcia. Brygadzistka! Pracownica Ministerstwa Magii! Osoba, która powinna być najbardziej prawą osobą ze wszystkich! Szczęka Olivii opadła tak nagle, że aż ją zabolała żuchwa.
- Nie, wszystko w porządku. Miłej podroży do Maidstone, moje panie - konduktor uśmiechnął się do Brenny i oddał jej bilety. A potem wyszedł z przedziału i ostrożnie zasunął za sobą drzwi.
- Brenno!- czy można było krzyczeć szeptem? Chyba nie, ale Olivii zdaje się ta sztuka wyszła. Zaraz jednak zaczęła się śmiać. Najpierw cicho, by potem jej głos zniknął w ferworze stukającego o szyny pociągu i sygnału dźwiękowego. Pojedyncza łza skropliła się w kąciku oka dziewczyny. - Siła wyższa, tak to chyba nazywacie? Czy tam wyższa konieczność... Nieważne. Maidstone - słyszałaś o tym miejscu?
Odprężyła się nieco. Lubiła pociągi, chociaż nie miała zbyt wielu okazji do podróży nimi. Lubiła ten stukot kół, te migające za oknem pastwiska i lasy. Teraz też spojrzała za okno, próbując wygrzebać z pamięci informacje na temat ich punktu docelowego.
- Patrz, krowy! - zerwała się naraz z miejsca i przykleiła nos do szyby. To była jedna z najlepszych części podróży - krzyczenie, że widzi się krowy czy jelenie. - Podobno są tam piękne ogrody i zamki. I chyba winiarnia? Ale mogę mylić nazwy miast.
Krowy przeminęły, ustępując pola leśnym terenom. Ruda spojrzała na Brennę wielkimi, błyszczącymi oczami.
- Co dalej? Jedziemy do stacji docelowej? Stamtąd będziemy mogły wrócić do Londynu tą samą drogą.
No bo z jednej strony to było oczywiste, że powinny stąd wiać wszelkimi możliwymi sposobami. Ale nie powinny używać magii w pociągu pełnym mugoli! To było niebezpieczne. Jak Brenna mogła w ogóle wpaść na taki pomysł?
- Przecież nam nie wolno - powiedziała, jednak przerwała od razu, gdy Brenna wyciągnęła kartoniki. - Nie wiemy doką... Dzień dobry!
Mało brakowało, a Olivia by zerwała się na równe nogi i zasalutowała konduktorowi. Zesztywniała cała, gdy zobaczyła, że Brenna wyciąga różdżkę i używa na mężczyźnie zaklęcia. Brygadzistka! Pracownica Ministerstwa Magii! Osoba, która powinna być najbardziej prawą osobą ze wszystkich! Szczęka Olivii opadła tak nagle, że aż ją zabolała żuchwa.
- Nie, wszystko w porządku. Miłej podroży do Maidstone, moje panie - konduktor uśmiechnął się do Brenny i oddał jej bilety. A potem wyszedł z przedziału i ostrożnie zasunął za sobą drzwi.
- Brenno!- czy można było krzyczeć szeptem? Chyba nie, ale Olivii zdaje się ta sztuka wyszła. Zaraz jednak zaczęła się śmiać. Najpierw cicho, by potem jej głos zniknął w ferworze stukającego o szyny pociągu i sygnału dźwiękowego. Pojedyncza łza skropliła się w kąciku oka dziewczyny. - Siła wyższa, tak to chyba nazywacie? Czy tam wyższa konieczność... Nieważne. Maidstone - słyszałaś o tym miejscu?
Odprężyła się nieco. Lubiła pociągi, chociaż nie miała zbyt wielu okazji do podróży nimi. Lubiła ten stukot kół, te migające za oknem pastwiska i lasy. Teraz też spojrzała za okno, próbując wygrzebać z pamięci informacje na temat ich punktu docelowego.
- Patrz, krowy! - zerwała się naraz z miejsca i przykleiła nos do szyby. To była jedna z najlepszych części podróży - krzyczenie, że widzi się krowy czy jelenie. - Podobno są tam piękne ogrody i zamki. I chyba winiarnia? Ale mogę mylić nazwy miast.
Krowy przeminęły, ustępując pola leśnym terenom. Ruda spojrzała na Brennę wielkimi, błyszczącymi oczami.
- Co dalej? Jedziemy do stacji docelowej? Stamtąd będziemy mogły wrócić do Londynu tą samą drogą.