09.11.2023, 00:03 ✶
To nie tak, że nie lubiła lasów. Po prostu nie za często miała okazję, by po tych lasach chodzić. Gdy miała wolne, to bardziej szlajała się po Londynie, mugolskim i tym magicznym, zahaczając o bary, sklepy i jeszcze raz bary. Owszem, chadzała po parkach i lasach, ale tu nie miała jeszcze okazji być. A może miała, tylko tego nie pamięta? Nie, nie dało się zapomnieć szumu w koronach drzew, tak ciasno splecionych, by zasłaniać sklepienie. Nie dało się zapomnieć tych leśnych ścieżek, które wyglądały jakby były wydeptane specjalnie dla niej. Nie mogłaby zapomnieć tego zapachu, bowiem każdy las emanował swoją własną wonią, unikalną dla siebie.
Szła pewnym krokiem na spotkanie z Septimą, poprawiając rękawy żółtego swetra. Był już trochę znoszony, ale bardzo go lubiła. Był ciepły, nawet jeśli nie zakładała nic pod spód. Tym razem jednak pod nim miała koszulkę, bo mimo iż był czerwiec, to w lesie było chłodno. Zaczynała żałować, że ubrała się tak lekko. Mogła chociaż założyć kurtkę. Ale nie, po co.
- Jak zwykle musiałaś być mądrzejsza od samej siebie, Quirke, więc masz za swoje - będziesz chora - mruknęła do siebie, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. Kochała ten nałóg i uczucie, gdy płuca napełniały się dymem. Wiedziała, że jest to bardzo szkodliwe dla jej zdrowia, ale nie potrafiła rzucić. Mimo że próbowała wielokrotnie - tu nawet nie chodziło już o to, że jej organizm domagał się nikotyny. Ona kochała cały rytuał: wyciągania ćmika z paczki, rolowania go w palcach i w końcu wkładania do ust, by podpalić zwykłą, tanią mugolską zapalniczką. To miało w sobie tyle magii i uroku, że nic więcej nie było jej do szczęścia potrzebne.
Odpaliła papierosa i zaciągnęła się, ostrożnie stawiając kroki. Jeden za drugim, żeby przypadkiem nie potknąć się o wystający korzeń. Szła prosto w miejsce, w którym umówiła się z Septimą - od drugiej strony. Gdy dotarła do rozdroża dróg, zatrzymała się. Tu miały się spotkać, ale przyszła odrobinę za wcześnie, jak zwykle. Trudno, poczeka. Usiadła sobie na głazie, który znajdował się przy drewnianym znaku, informującym o odległości do najbliższych miast, i paliła papierosa, wpatrując się w prześwit w koronach drzew. Nie wyglądało, jakby miało padać, doskonale. Jakby jeszcze spadł deszcz, to jak bum cyk cyk by wróciła chora.
Szła pewnym krokiem na spotkanie z Septimą, poprawiając rękawy żółtego swetra. Był już trochę znoszony, ale bardzo go lubiła. Był ciepły, nawet jeśli nie zakładała nic pod spód. Tym razem jednak pod nim miała koszulkę, bo mimo iż był czerwiec, to w lesie było chłodno. Zaczynała żałować, że ubrała się tak lekko. Mogła chociaż założyć kurtkę. Ale nie, po co.
- Jak zwykle musiałaś być mądrzejsza od samej siebie, Quirke, więc masz za swoje - będziesz chora - mruknęła do siebie, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. Kochała ten nałóg i uczucie, gdy płuca napełniały się dymem. Wiedziała, że jest to bardzo szkodliwe dla jej zdrowia, ale nie potrafiła rzucić. Mimo że próbowała wielokrotnie - tu nawet nie chodziło już o to, że jej organizm domagał się nikotyny. Ona kochała cały rytuał: wyciągania ćmika z paczki, rolowania go w palcach i w końcu wkładania do ust, by podpalić zwykłą, tanią mugolską zapalniczką. To miało w sobie tyle magii i uroku, że nic więcej nie było jej do szczęścia potrzebne.
Odpaliła papierosa i zaciągnęła się, ostrożnie stawiając kroki. Jeden za drugim, żeby przypadkiem nie potknąć się o wystający korzeń. Szła prosto w miejsce, w którym umówiła się z Septimą - od drugiej strony. Gdy dotarła do rozdroża dróg, zatrzymała się. Tu miały się spotkać, ale przyszła odrobinę za wcześnie, jak zwykle. Trudno, poczeka. Usiadła sobie na głazie, który znajdował się przy drewnianym znaku, informującym o odległości do najbliższych miast, i paliła papierosa, wpatrując się w prześwit w koronach drzew. Nie wyglądało, jakby miało padać, doskonale. Jakby jeszcze spadł deszcz, to jak bum cyk cyk by wróciła chora.