09.11.2023, 00:11 ✶
– Nie wolno nam zrobić niczego, co mogłoby zdradzić mugolom istnienie magii. Nie jest zabronione samo używanie magii – stwierdziła Brenna, uśmiechając się tylko do Olivii, bo co jak co, ale te przepisy miała doskonale wykute. Podobnie jak każdą drobną lukę, którą można było wykorzystać. W końcu żaden mugol nie widział, jak transmutowała te papierki. A confundus też został rzucony z zaskoczenia, prawda?
Nie była pewna, czy powinna czuć rozbawienie czy raczej wyrzuty sumienia na zaskoczenie Olivii. Bo przecież chciała za taką uchodzić: za nadmiernie wręcz prawą, ściśle trzymającą się litery prawa. Nie by mieć dobrą opinię, a by nikt nie podejrzewał, jak daleko potrafiła się posunąć w imię większego dobra. Nosiła w sobie wiarę w sprawiedliwość, ale już niekoniecznie w prawo i Ministerstwo i prawda była taka, że to, co zrobiła teraz, było niewinną igraszką wobec tego, ile przepisów złamała.
Naprawdę dobrze było uchodzić za nudną porządnicką.
– Nazywamy to „nikt nie ucierpiał i nie ucierpi, jeżeli nikt się nie dowie, co się tutaj stało, więc wszyscy będziemy udawać, że niczego nie widzieliśmy” – oświadczyła z udawaną powagą, ale zaraz mrugnęła do Olivii i wsunęła fałszywe bilety z powrotem do kieszeni. – Nie, nigdy, ale chyba w takim razie przyjdzie nam je obejrzeć, prawda? Można to potraktować jako takie miniaturowe wakacje. Moje drugie w tym roku – roześmiała się. Poprzednie trwały czterdzieści osiem godzin i nie były żadnymi wakacjami, a poszukiwaniami odpowiedzi na zagadkę, co spotkało Zimnych w Limbo i w jaki sposób odwrócić ich stan, ale kto by się czepiał szczegółów?
– I to całe stado. Dawno takiego nie widziałam. Czy one są brązowo białe? Zawsze sądziłam, że krowy są tylko czarno białe. Może to jakieś podrabiane krowy – stwierdziła Brenna, również zwracając spojrzenie ku szybom. W Dolinie Godryka istniało gospodarstwo, w którym trzymano krowy, ale żadna z nich nie miała takiego ubarwienia, jak te tutaj. – Maidstone leży chyba gdzieś w Kent? Może mają tam jakiś punkt Fiuu… chociaż pewnie go nie znajdziemy, trochę głupio byłoby zacząć chodzić po okolicy i pytać przypadkowe osoby, czy nie wiedzą, gdzie tutaj znajdziemy najbliższy kominek. To znaczy, mugole i tak wzięliby nas po prostu za wariatki, więc niby żadna różnica, ale pewnie ciężko będzie złapać jakiegoś czarodzieja… więc chyba faktycznie wrócimy pociągiem.
Miała nadzieję, że nikt w domu nie będzie się o nią za bardzo martwił. No, chyba że teleportuje się z Maidstone na moment pod dom, da znać, że wszystko z nią w porządku, a potem wróci z powrotem do Olivii. Pomyślała, że tym pomartwi się później – na razie skupiła spojrzenie na krajobrazach za oknem. Pastwiska zamieniły się we wzgórza, a te po chwili w lasy.
– A jeśli mają tam piękne ogrody, możemy je sobie pooglądać. Skoro już los tak nas popchnął ku Maidstone… Jak sądzisz, kiedy tam dotrzemy? – spytała, zerkając na zegarek. Jak na razie były w podróży niespełna pół godziny.
Nie była pewna, czy powinna czuć rozbawienie czy raczej wyrzuty sumienia na zaskoczenie Olivii. Bo przecież chciała za taką uchodzić: za nadmiernie wręcz prawą, ściśle trzymającą się litery prawa. Nie by mieć dobrą opinię, a by nikt nie podejrzewał, jak daleko potrafiła się posunąć w imię większego dobra. Nosiła w sobie wiarę w sprawiedliwość, ale już niekoniecznie w prawo i Ministerstwo i prawda była taka, że to, co zrobiła teraz, było niewinną igraszką wobec tego, ile przepisów złamała.
Naprawdę dobrze było uchodzić za nudną porządnicką.
– Nazywamy to „nikt nie ucierpiał i nie ucierpi, jeżeli nikt się nie dowie, co się tutaj stało, więc wszyscy będziemy udawać, że niczego nie widzieliśmy” – oświadczyła z udawaną powagą, ale zaraz mrugnęła do Olivii i wsunęła fałszywe bilety z powrotem do kieszeni. – Nie, nigdy, ale chyba w takim razie przyjdzie nam je obejrzeć, prawda? Można to potraktować jako takie miniaturowe wakacje. Moje drugie w tym roku – roześmiała się. Poprzednie trwały czterdzieści osiem godzin i nie były żadnymi wakacjami, a poszukiwaniami odpowiedzi na zagadkę, co spotkało Zimnych w Limbo i w jaki sposób odwrócić ich stan, ale kto by się czepiał szczegółów?
– I to całe stado. Dawno takiego nie widziałam. Czy one są brązowo białe? Zawsze sądziłam, że krowy są tylko czarno białe. Może to jakieś podrabiane krowy – stwierdziła Brenna, również zwracając spojrzenie ku szybom. W Dolinie Godryka istniało gospodarstwo, w którym trzymano krowy, ale żadna z nich nie miała takiego ubarwienia, jak te tutaj. – Maidstone leży chyba gdzieś w Kent? Może mają tam jakiś punkt Fiuu… chociaż pewnie go nie znajdziemy, trochę głupio byłoby zacząć chodzić po okolicy i pytać przypadkowe osoby, czy nie wiedzą, gdzie tutaj znajdziemy najbliższy kominek. To znaczy, mugole i tak wzięliby nas po prostu za wariatki, więc niby żadna różnica, ale pewnie ciężko będzie złapać jakiegoś czarodzieja… więc chyba faktycznie wrócimy pociągiem.
Miała nadzieję, że nikt w domu nie będzie się o nią za bardzo martwił. No, chyba że teleportuje się z Maidstone na moment pod dom, da znać, że wszystko z nią w porządku, a potem wróci z powrotem do Olivii. Pomyślała, że tym pomartwi się później – na razie skupiła spojrzenie na krajobrazach za oknem. Pastwiska zamieniły się we wzgórza, a te po chwili w lasy.
– A jeśli mają tam piękne ogrody, możemy je sobie pooglądać. Skoro już los tak nas popchnął ku Maidstone… Jak sądzisz, kiedy tam dotrzemy? – spytała, zerkając na zegarek. Jak na razie były w podróży niespełna pół godziny.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.