Mówić o tym, jaki syf uderzył w podwórko aurorów to byłoby niedomówienie, kiedy nagle świadek się... rozpłynął. No bo w końcu to takie normalne i naturalne, że cenni świadkowie znikają zaraz po tym, jak jego strażnik zostaje trafiony klątwą. Totalnie. Mówić dalej o tym, jakie gówno opadło na Ministerstwo - szkoda gadać. Gdyby Cain miał się wdać w nałogowy nałóg to w zasadzie była to idealna okazja do tego. Mógłby zacząć już regularnie zacząć przy sobie nosić piersiówkę albo paczkę papierosów - i z tych ostatnich jarałby jedno za drugim. Człowiek inaczej spoglądał na osoby, które uznawał za "towarzyszy". Choć nie to, żeby Cain kiedykolwiek był ufny i chętny do zbliżania się do ludzi. A przynajmniej nie w taki sposób, w jaki ktokolwiek normalny pomyślałby o nawiązywaniu znajomości. Tak czy siak - gówno w wiatrak pierdolnęło, a wiatrak nadal się kręcił. Scysje, presje i nacisk jakoś odrobinę przeskakiwał nad głową Bletchleya, bo za bardzo zajmowało go proste, wykalkulowane pytanie: kto zdradził. A cała reszta kompletnie niewykalkulowana żałoba za człowiekiem, który może święty nie był, ale przecież nie dało się być świętym w tym zawodzie. Przynajmniej on w to nie wierzył.
Takim sposobem zjawił się tu z pozostałymi, korzystając ze zmienionej twarzy.
Czasami spoglądanie długo w ten sam punkt tworzyło złudzenia optyczne. W przyszłości mieli to nazwać chorobą oczu, ewentualnie niedoborem snu, ale człowiekowi wyobraźnia potrafiła podpowiadać niestworzone rzeczy, kiedy ciemna noc pochłaniała wszystko i wszystkich. Noc, której nie mogłeś przeskoczyć zwykłym wytężaniem oczu. Tam, gdzie oczy zawodziły, tam działał słuch. Z nim zaś - ooo, niestworzone historie! Głośniej trzaśnie gałązka i zaraz przyjdzie nam przysięgać, że w tych ciemnościach czai się potwór, który był ledwo cieniem złożonym z okolicznych krzewów. Nie ważne, jak długo spoglądał na budynek, wydawał się on taki sam. Spojrzał na okolice zastanawiając się nad realnymi szansami na podpytanie sąsiadów o to co w trawie piszczy i czy czasem nie widzieli super podejrzanych typów w totalnie nie rzucających się pelerynkach przechodzących akurat tędy, ale wyglądało na to, że poza młodzieżą gdzieś dalej ruchu tu za bardzo nie było.
- Mogę się wczuć w jednego z tutejszych mugoli i spróbować zrobić jakieś zamieszanie przy domu. - W razie czego ktoś z nich mógł zareagować. A może mieliby wtedy możliwość zaobserwowania jakiegokolwiek ruchu, choćby dlatego, żeby ktoś potencjalnie z domu chciałby sprawdzić, co się dzieje? W końcu skoro nieopodal była impreza to o kłopoty bywało nietrudno. - Jeśli tam są to przynoszenie walki na ich przygotowany teren będzie super. Ale zaklęć na przenikanie oczami przez ścianę jeszcze nie wynaleziono. - Z tego, co mu było wiadomo. Cain wydawał się całkowicie spokojny, wyluzowany, jak zwykle z tendencją do "żarcików" - ale tak było w zasadzie zawsze. Mogli poobserwować, ale tkwić tutaj całą noc? Cóż... w zasadzie Bletchley mógłby. Natomiast na ile czas działał na ich niekorzyść, a na korzyść wroga? To odpowiadało samo za siebie.
Sukces!