W tym momencie Philip nawet nie zdawał sobie z tego sprawy, że ktokolwiek zdecyduje się podążać jego śladem. Nie pierwszy raz czuł się obserwowany przez zupełnie obcych sobie ludzi. Po tylu latach zdążył przyzwyczaić się do tego, że praktycznie wszyscy ludzie zwracali na niego uwagę, a niektórzy nawet do niego podchodzą poprosić o autograf czy chociażby uścisnąć mu dłoń. Niektórzy potrafili go nachodzić w dziwnych momentach, bez żadnej ogłady.
Zmierzając w stronę prowadzonego przez Lovegoodów bazaru na razie nie zwracał uwagi na swoje otoczenie bardziej, niż to konieczne. Pozostawał skupiony na spacerze ze swoimi psidwakami i na swoich sprawunkach. Wybór prezentu to poważna sprawa. Byłoby prościej, gdyby znacznie lepiej znał się na roślinach. Znał jedynie preferencje obdarowanej. Tyle i aż tyle. Może powinien zrzucić to na barki asystentki albo poprosić o drobną pomoc jakąś kobietę. W ostateczności zwróciłby się do Bellamy'ego.
W drodze na plac zdołał doświadczyć tego charakterystycznego przeczucia, jakie zwykle pojawia się kiedy ktoś przygląda mu się zbyt długo albo za nim podąża, jak w tym przypadku. Dlatego zwolnił nieznacznie swój krok, oglądając się przez ramię. Jego bystre oczy, zdolne dostrzec z oddali zawrotnie szybki złoty znicz, spostrzegły idącą w ślad za nim młodą dziewczynę. Poruszała się zbyt ostrożnie i starała się nie rzucać w oczy. Nie miał paranoi, nakazującej mu trwanie w przeświadczeniu, że zawsze jest śledzony. Jednak jej zachowanie zdawało się odbiegać od normy.
Brak aparatu wskazywał na to, że nie jest dziennikarzem. Była jego fanką? Albo gorzej, psychofanką? Dopuszczał, że to było przypadkowe. Choć kiedy jest tak znanym, jak on był, przypadki tego typu wydawały się być rzadkością. Wszystkie przypuszczenia wymagały potwierdzenia, dlatego zatrzymał się na środku ulicy i przykucnął obok swoich psidwaków, drapiąc je za uszami. Obserwował też ulicę przed sobą.
— Mam wrażenie, że idziesz za mną od kilkunastu minut. — Rzucił w stronę dziewczyny, bez cienia niezadowolenia albo złości w głosie. Nie oznacza to, że był z tego zadowolony. Kto byłby zadowolony z bycia szpiegowanym podczas załatwiania swoich prywatnych spraw? Nawet jeśli jest celebrytą. Wolał takich swoich fanów, którzy podchodzą do niego z prośbą o autograf na arkuszu pergaminu i na okładce czasopisma branżowego. Albo takich, którzy po prostu przychodzą zamienić z nim parę słów. Psychofanów lepiej było unikać.