09.11.2023, 03:14 ✶
Tego wieczoru nie wiedział jeszcze gdzie przyjdzie mu spędzić noc i jakoś niespiesznie mu było poszukiwać lokum. ZAnikający księżyc sprzyjał szwendaniu się uliczkami zarówno mogolskiego jak i czarodziejskiego Londynu. A może udałby się do lasu, aby spędzić całą noc jako ryś i przemierzać leśne ostępy? Tak, to brzmiało dobrze. Ale zanim cokolwiek zrobi musiał jeszcze odwiedzić dwa czy trzy miejsca.
Pech chciał, że już w samym Kotle natrafił na nieznajomą kobietę, która także zmierzała na Pokątną, dlatego nieco zwolnił, aby nie narażać się na przypadkowe rozmowy z nieznajomymi. Nie żeby ich nienawidził, po prostu lepiej mu było, kiedy nie był zaczepiany i sam nie zaczepiał niepotrzebnie innych. Dlatego trzyma się z tyłu, zastanawiając się jak wielkiego musi mieć pecha, że on idzie dokładnie tam gdzie on. Czy to jakieś żarty? A może jakiś dziwny dowcip. Przecież to niemożliwe, aby szła dokładnie tam gdzie on - tak jakby go śledziła, tylko szła przodem. Dlatego starał się po prostu trzymać z tyłu, bardziej niezręcznym byłoby próbowanie jej wyprzedzić, dlatego pozostawał tam gdzie był. Pochłonięty w swoich myślach nie zauważył, że nieznajoma postanowiła się z nim skonfrontować.
-Yyyyyyy - odpowiedział iście elokwentnie, całkowicie zaskoczony przez tą naglą interakcję. Ot stał przed nią mężczyzna niewiele większy od niej, może o niecałe piętnaście centymetrów wyższy, ubrany dość standardowo schludnie, choć w ubrania, które widać było że swoją młodość już jakiś czas temu przeżyły. - Ollie, jestem Ollie. Coś nie tak, pani...? - w końcu odzyskał rezon, więc i też przypomniał sobie że ma język w gębie i może go używać.
Pech chciał, że już w samym Kotle natrafił na nieznajomą kobietę, która także zmierzała na Pokątną, dlatego nieco zwolnił, aby nie narażać się na przypadkowe rozmowy z nieznajomymi. Nie żeby ich nienawidził, po prostu lepiej mu było, kiedy nie był zaczepiany i sam nie zaczepiał niepotrzebnie innych. Dlatego trzyma się z tyłu, zastanawiając się jak wielkiego musi mieć pecha, że on idzie dokładnie tam gdzie on. Czy to jakieś żarty? A może jakiś dziwny dowcip. Przecież to niemożliwe, aby szła dokładnie tam gdzie on - tak jakby go śledziła, tylko szła przodem. Dlatego starał się po prostu trzymać z tyłu, bardziej niezręcznym byłoby próbowanie jej wyprzedzić, dlatego pozostawał tam gdzie był. Pochłonięty w swoich myślach nie zauważył, że nieznajoma postanowiła się z nim skonfrontować.
-Yyyyyyy - odpowiedział iście elokwentnie, całkowicie zaskoczony przez tą naglą interakcję. Ot stał przed nią mężczyzna niewiele większy od niej, może o niecałe piętnaście centymetrów wyższy, ubrany dość standardowo schludnie, choć w ubrania, które widać było że swoją młodość już jakiś czas temu przeżyły. - Ollie, jestem Ollie. Coś nie tak, pani...? - w końcu odzyskał rezon, więc i też przypomniał sobie że ma język w gębie i może go używać.