09.11.2023, 04:36 ✶
Akurat kończył papierosa, kiedy leniwym krokiem zaszedł pod wskazany przez Brennę adres i zobaczył, że czeka już, podpierając ścianę budynku. Mimowolnie spojrzał w górę, spojrzenie oceniając wznoszący się przy ulicy budynek, który jednak przynajmniej z zewnatrz, nie różnił się chyba niczym specjalnym od innych kamienic, które wyrastały przy Pokątnej. Jedynie dwa otwarte okna sugerowały, że ich klątwołamaczka już na nich czekała i nie mieli co się ociągać. Rzucił papierosa na ziemię i zadeptał go butem, zanim stanął przed Longbottom i uśmiechnął się do niej lekko.
- Cześć - przywitał się z nią bez zawahania, mimo że było mu chyba odrobinę głupio przez fakt, że dzień wcześniej dał się uwikłać w to całe widowisko randkowe. Grzecznie poczekał za jej plecami, aż drzwi zostaną im otworzone i wszedł do środka, puszczając ją przodem i rzucając jeszcze przez ramię ostatnie spojrzenie na ulicę zostającą w tyle, za zamkniętymi drzwiami.
Jego spojrzenie prześlizgnęło się po wnętrzu pokoju, do którego zostali zaprowadzeni, obejmując porozstawiane po kątach meble, a w końcu zatrzymując się na samej gwieździe tego całego przedsięwzięcia, czyli Lecie Crouch. Przywitał się, przez moment patrząc na nią, zwyczajnie próbując jej twarz dopasować do kogokolwiek, jakby szukając w ten sposób szansy na dźgnięcie Brenny w bok i zakomunikowanie, że anuluje te cała imprezę, bo kobietę jednak zna, ale na szczęście niestety, wielkie objawienie nie nastąpiło. Jakaś część niego chciała mieć to z głowy, jednak z drugiej strony coś w nim bardzo życzyło sobie uniknięcia kolejnych zmian. Bo co jeśli łamanie nie zadziała i będzie tylko gorzej?
Zerknął przelotnie na Brennę, kiedy Crouch zaczęła trajkotać, szybko jednak robiąc krok w kierunku wymalowanego na podłodze kręgu, wchodząc w niego tak, by zgodnie z przykazaniem niczego nie popsuć w jego strukturze.
- Nie mam pytań - poinformował z lekkim, szelmowskim uśmiechem, który nagle wykwitł na jego twarzy. Co prawda jej wzmianka o tym, że kiedy zrobiłoby się bardzo zimno była raczej nietrafiona, bo jemu to akurat zimno było cały czas, ale ogólny przekaz był bardzo jasny. Poczekał aż Brenna stanie naprzeciwko niego i przeniósł na nią spojrzenie, już się nie uśmiechając, a potem może nieco mimowolnie uniósł w jej stronę dłoń.
- Gotowa?
- Cześć - przywitał się z nią bez zawahania, mimo że było mu chyba odrobinę głupio przez fakt, że dzień wcześniej dał się uwikłać w to całe widowisko randkowe. Grzecznie poczekał za jej plecami, aż drzwi zostaną im otworzone i wszedł do środka, puszczając ją przodem i rzucając jeszcze przez ramię ostatnie spojrzenie na ulicę zostającą w tyle, za zamkniętymi drzwiami.
Jego spojrzenie prześlizgnęło się po wnętrzu pokoju, do którego zostali zaprowadzeni, obejmując porozstawiane po kątach meble, a w końcu zatrzymując się na samej gwieździe tego całego przedsięwzięcia, czyli Lecie Crouch. Przywitał się, przez moment patrząc na nią, zwyczajnie próbując jej twarz dopasować do kogokolwiek, jakby szukając w ten sposób szansy na dźgnięcie Brenny w bok i zakomunikowanie, że anuluje te cała imprezę, bo kobietę jednak zna, ale na szczęście niestety, wielkie objawienie nie nastąpiło. Jakaś część niego chciała mieć to z głowy, jednak z drugiej strony coś w nim bardzo życzyło sobie uniknięcia kolejnych zmian. Bo co jeśli łamanie nie zadziała i będzie tylko gorzej?
Zerknął przelotnie na Brennę, kiedy Crouch zaczęła trajkotać, szybko jednak robiąc krok w kierunku wymalowanego na podłodze kręgu, wchodząc w niego tak, by zgodnie z przykazaniem niczego nie popsuć w jego strukturze.
- Nie mam pytań - poinformował z lekkim, szelmowskim uśmiechem, który nagle wykwitł na jego twarzy. Co prawda jej wzmianka o tym, że kiedy zrobiłoby się bardzo zimno była raczej nietrafiona, bo jemu to akurat zimno było cały czas, ale ogólny przekaz był bardzo jasny. Poczekał aż Brenna stanie naprzeciwko niego i przeniósł na nią spojrzenie, już się nie uśmiechając, a potem może nieco mimowolnie uniósł w jej stronę dłoń.
- Gotowa?