09.11.2023, 09:37 ✶
Florence była pedantką i osobą zwracającą niemalże obsesyjną uwagę na szczegóły. Mimo panującego w okolicy półmroku szybko wychwyciła, że ubrania Olliego może i nie są łachmanami, ale lata świetności mają już za sobą, a on wprawdzie nie wyglądał na zbira, niemniej... na kogoś, kto mógłby podjąć się (nieudolnej) misji śledzenia - już tak. Chociaż musiała przyznać, że był w tych poczynaniach wyjątkowo nieudolny, bo gdy dotąd miała wrażenie, że ktoś za nią chodzi, dość ciężko było tę osobę dostrzec. Nie sięgała po różdżkę, dłoń trzymała jednak blisko kieszeni, by w razie czego szybko po nią sięgnąć.
Prawdopodobnie powinna odczuwać niepokój. Może i ten tlił się gdzieś na dnie jej duszy, ale został przytłumiony przez irytację. Długoletnia praktyka w Klinice Munga ułatwiała jednak ukrycie i jednego, i drugiego pod maską zimnego spokoju.
- Florence Bulstrode - oświadczyła chłodno. Może i nie powinna przedstawiać się komuś, kto szedł za nią ciemną ulicą, ale odrobina manier zobowiązywała w każdej sytuacji, a poza tym jeżeli był tą osobą, której ostatnio zdarzało się ją śledzić, prawdopodobnie doskonale wiedział, jak się nazywa. Czy tę konsternację z zaczepki tylko odgrywał? Czy może po prostu nie spodziewał się, że zamiast przyspieszyć kroku i uciec, odwróci się do niego i zagadnie? - Domyślam się, że pan również ma nazwisko, panie... Ollie. Chciałabym je poznać. I dowiedzieć się, z jakich powodów pan za mną idzie od samego niemagicznego Londynu. Czyżby potrzeba nagłej potrzeby konsultacji medycznej? - zapytała, rzecz jasna odrobinę ironicznie, bo jednak wątpiła, czy śledził ją - a szczerze wierzyła, że właśnie to robił – bo spoczywała na nim okrutna klątwa i postanowił zaczepić przypadkową klątwołamaczkę w środku nocy.
Prawdopodobnie powinna odczuwać niepokój. Może i ten tlił się gdzieś na dnie jej duszy, ale został przytłumiony przez irytację. Długoletnia praktyka w Klinice Munga ułatwiała jednak ukrycie i jednego, i drugiego pod maską zimnego spokoju.
- Florence Bulstrode - oświadczyła chłodno. Może i nie powinna przedstawiać się komuś, kto szedł za nią ciemną ulicą, ale odrobina manier zobowiązywała w każdej sytuacji, a poza tym jeżeli był tą osobą, której ostatnio zdarzało się ją śledzić, prawdopodobnie doskonale wiedział, jak się nazywa. Czy tę konsternację z zaczepki tylko odgrywał? Czy może po prostu nie spodziewał się, że zamiast przyspieszyć kroku i uciec, odwróci się do niego i zagadnie? - Domyślam się, że pan również ma nazwisko, panie... Ollie. Chciałabym je poznać. I dowiedzieć się, z jakich powodów pan za mną idzie od samego niemagicznego Londynu. Czyżby potrzeba nagłej potrzeby konsultacji medycznej? - zapytała, rzecz jasna odrobinę ironicznie, bo jednak wątpiła, czy śledził ją - a szczerze wierzyła, że właśnie to robił – bo spoczywała na nim okrutna klątwa i postanowił zaczepić przypadkową klątwołamaczkę w środku nocy.