09.11.2023, 10:14 ✶
- Dopiero drugie? Nie pracujesz czasem za dużo i ciężko? - odniosła wrażenie, że Brenna kochała swoją pracę, jednak nawet miłość miała swoje ograniczenia i limity. Podobnie jak ciało i umysł - zwykle pojawiały się one w chwili, gdy człowiek się przepracowywał. Ale z drugiej strony było dopiero lato. Wakacje w umyśle Olivii trwały trochę dłużej niż dwa czy trzy dni, więc Brenna miała jeszcze czas, by wykorzystać swoje dni wolne.- Z tego co wiem, to krowy mogą mieć różne umaszczenie. Brązowe są na mięso, a czarno-białe dają mleko. Brązowe są też byki.
To nie tak, że pasjonowała się hodowlą bydła, ale lubiła wiedzieć rzeczy. Jej umysł był śmietnikiem tego typu bezużytecznych ciekawostek, ale przynajmniej dzięki temu miała jak rozmawiać z innymi. Usiadła z powrotem na siedzisku i wyciągnęła nogi. Kent... Nie miała pojęcia, ile im zajmie podróż. Godzinę? Dwie? Nie wiedziała też czy jadą prosto do celu, czy może zatrzymują się na stacjach pośrednich. Ale skoro sprawę biletów miały załatwioną, to mogła się rozluźnić.
- Też mi się tak wydaje. Czarodzieje, którzy mieszkają wśród mugoli, dobrze się ukrywają. Mieszkają jak oni, zachowują się jak oni. Nie odróżnisz, nie ma szans. A jako że my też musimy się zachowywać jak oni... To będzie gorsze niż zabawa w chowanego - mruknęła, pocierając z zamyśleniem rudą czuprynę. Spojrzała na Brennę bacznie. - Nie wiem. Kilka godzin chyba. Mogłybyśmy zapytać, ale nie chcę niepotrzebnie się wychylać, skoro udała się sprawa z biletami.
Olivia zapatrzyła się z powrotem na krajobraz za oknem. Zamyśliła się na krótką chwilę. Zaczęła się zastanawiać, dlaczego tak zareagowała, gdy myślała, że na peronie dostrzegła siostrę. Przecież ona była teraz we Francji, a nawet jeżeli przyleciałaby do Londynu, to nie użyłaby mugolskiego środka transportu. Ale gdzieś w jej sercu tliła się nadzieja, że może...
- Co jest? - pociągiem szarpnęło i zaczął się zatrzymywać. Olivia spojrzała przez okno - byli w szczerym polu - to znaczy lesie - a maszyna sukcesywnie traciła na prędkości. Z niepokojem zerknęła na Brennę. - To normalne?
To nie tak, że pasjonowała się hodowlą bydła, ale lubiła wiedzieć rzeczy. Jej umysł był śmietnikiem tego typu bezużytecznych ciekawostek, ale przynajmniej dzięki temu miała jak rozmawiać z innymi. Usiadła z powrotem na siedzisku i wyciągnęła nogi. Kent... Nie miała pojęcia, ile im zajmie podróż. Godzinę? Dwie? Nie wiedziała też czy jadą prosto do celu, czy może zatrzymują się na stacjach pośrednich. Ale skoro sprawę biletów miały załatwioną, to mogła się rozluźnić.
- Też mi się tak wydaje. Czarodzieje, którzy mieszkają wśród mugoli, dobrze się ukrywają. Mieszkają jak oni, zachowują się jak oni. Nie odróżnisz, nie ma szans. A jako że my też musimy się zachowywać jak oni... To będzie gorsze niż zabawa w chowanego - mruknęła, pocierając z zamyśleniem rudą czuprynę. Spojrzała na Brennę bacznie. - Nie wiem. Kilka godzin chyba. Mogłybyśmy zapytać, ale nie chcę niepotrzebnie się wychylać, skoro udała się sprawa z biletami.
Olivia zapatrzyła się z powrotem na krajobraz za oknem. Zamyśliła się na krótką chwilę. Zaczęła się zastanawiać, dlaczego tak zareagowała, gdy myślała, że na peronie dostrzegła siostrę. Przecież ona była teraz we Francji, a nawet jeżeli przyleciałaby do Londynu, to nie użyłaby mugolskiego środka transportu. Ale gdzieś w jej sercu tliła się nadzieja, że może...
- Co jest? - pociągiem szarpnęło i zaczął się zatrzymywać. Olivia spojrzała przez okno - byli w szczerym polu - to znaczy lesie - a maszyna sukcesywnie traciła na prędkości. Z niepokojem zerknęła na Brennę. - To normalne?