09.11.2023, 10:35 ✶
- Wiesz, po Beltane wszyscy w Ministerstwie mieli urwanie głowy, każdy rozsądny pracownik robił nadgodziny, więc to nie tylko ja. Poza tym bez przesady, nie siedzę w pracy cały czas. Zajmuję się też... innymi rzeczami - powiedziała Brenna, obserwując widoki za oknem. Te "inne rzeczy" to był w dużej mierze Zakon Feniksa i śledztwa półlegalne, jak sprawa wampirzycy z Marunween, ale też to nie tak, że Brenna poświęcała sto procent czasu na tego typu rzeczy. Miała w końcu rodzinę i przyjaciół, z którymi też starała się spędzić parę chwil, zdarzało się więc, że zaglądała do kawiarni Nory, brała Mabel na spacer, spotykała się na trening szermierczy z Geraldine, wpadała pogadać do Dory i tak dalej.
Przynajmniej starała się nie upuścić żadnej z wielu piłeczek, którymi żonglowała. Poza tym Brenna po prostu lubiła swoją pracę i życie w ciągłym pędzie do przodu. Miała charakter kogoś, kto nie potrafił usiedzieć w miejscu i ciągnęło ją do działania. W pewnym sensie nawet do niebezpieczeństwa.
- ...i teraz jak popatrzyłam na te brązowo białe krowy, poczułam się trochę winna, że tak lubię mięso - podsumowała wywód Olivii. - Nie wiedziałam, że znasz się też na mugolskich zwierzętach.
Wiedza Brenny na temat zwierzaków ograniczała się do umiejętności opieki nad stadem psów oraz rozpoznania tych najpopularniejszych magicznych istot. Stała pod tym kątem na poziomie przeciętnie utalentowanego absolwenta Hogwartu. O mugolskich zwierzętach nie wiedziała już niczego, ale nagle jakoś zrobiło się jej szkoda tych krów, które potem trafiały na jej talerz.
- Wiesz co? Mam pomysł. Możemy chodzić z tabliczką, że szukamy kogoś, kto wie, jak trafić stąd na Pokątną. Żaden mugol nie ogarnie, a czarodzieje od razu się zorientują - stwierdziła, rzucając Olivii poważne spojrzenie. Czy naprawdę miała takie plany? Mógł to być po prostu kolejny z jej nieco dziwacznych żartów.
Hamowanie było gwałtowne. Na tyle gwałtowne, że Brenna chwyciła się podłokietnika, żeby nie zlecieć z fotela. Kiedy pociąg wyhamował zupełnie, wstała i wyjrzała przez okno, ale wyglądało na to, że nie zatrzymali się na żadnej stacji. I w tym momencie zaczątki jej paranoi natychmiast zaczęły podsuwać różne czarne scenariusze, z: śmierciożercy postanowili zaatakować pociąg – na czele. Odetchnęła jednak raz, drugi, trzeci, sama siebie przekonując, że to byłby za duży przypadek. Tak, miała niesamowity talent do pakowania się w tarapaty, ale przecież nie aż tak wielki, aby ta przygoda skończyła się w ten sposób. Prawda?
– Wydaje mi się, że nie, a przynajmniej pociąg do Hogwartu nigdy nie zrobił takiego numeru... I kiedy ostatnio jechałam pociągiem z Ave do jej dziadków to też trochę inaczej wyglądało. Trzeba spróbować zapytać konduktora. Może coś zablokowało tory? – zastanowiła się na głos i szarpnęła drzwi przedziału, wychylając się na korytarz. Z sąsiednich przedziałów także wyglądali ludzie, niepewni, co się działo.
Przynajmniej starała się nie upuścić żadnej z wielu piłeczek, którymi żonglowała. Poza tym Brenna po prostu lubiła swoją pracę i życie w ciągłym pędzie do przodu. Miała charakter kogoś, kto nie potrafił usiedzieć w miejscu i ciągnęło ją do działania. W pewnym sensie nawet do niebezpieczeństwa.
- ...i teraz jak popatrzyłam na te brązowo białe krowy, poczułam się trochę winna, że tak lubię mięso - podsumowała wywód Olivii. - Nie wiedziałam, że znasz się też na mugolskich zwierzętach.
Wiedza Brenny na temat zwierzaków ograniczała się do umiejętności opieki nad stadem psów oraz rozpoznania tych najpopularniejszych magicznych istot. Stała pod tym kątem na poziomie przeciętnie utalentowanego absolwenta Hogwartu. O mugolskich zwierzętach nie wiedziała już niczego, ale nagle jakoś zrobiło się jej szkoda tych krów, które potem trafiały na jej talerz.
- Wiesz co? Mam pomysł. Możemy chodzić z tabliczką, że szukamy kogoś, kto wie, jak trafić stąd na Pokątną. Żaden mugol nie ogarnie, a czarodzieje od razu się zorientują - stwierdziła, rzucając Olivii poważne spojrzenie. Czy naprawdę miała takie plany? Mógł to być po prostu kolejny z jej nieco dziwacznych żartów.
Hamowanie było gwałtowne. Na tyle gwałtowne, że Brenna chwyciła się podłokietnika, żeby nie zlecieć z fotela. Kiedy pociąg wyhamował zupełnie, wstała i wyjrzała przez okno, ale wyglądało na to, że nie zatrzymali się na żadnej stacji. I w tym momencie zaczątki jej paranoi natychmiast zaczęły podsuwać różne czarne scenariusze, z: śmierciożercy postanowili zaatakować pociąg – na czele. Odetchnęła jednak raz, drugi, trzeci, sama siebie przekonując, że to byłby za duży przypadek. Tak, miała niesamowity talent do pakowania się w tarapaty, ale przecież nie aż tak wielki, aby ta przygoda skończyła się w ten sposób. Prawda?
– Wydaje mi się, że nie, a przynajmniej pociąg do Hogwartu nigdy nie zrobił takiego numeru... I kiedy ostatnio jechałam pociągiem z Ave do jej dziadków to też trochę inaczej wyglądało. Trzeba spróbować zapytać konduktora. Może coś zablokowało tory? – zastanowiła się na głos i szarpnęła drzwi przedziału, wychylając się na korytarz. Z sąsiednich przedziałów także wyglądali ludzie, niepewni, co się działo.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.