Nie można było o Loganie powiedzieć, że należał do osób porywczych, ale cierpliwość zdecydowanie nie była cnotą, którą by sobie przypisał. Po kilku minutach zaczął miarowo bębnić palcami o własne przedramię, kiedy sekunda po sekundzie w pomieszczeniu wciąż nikt się nie pojawiał, a czas jak na złość się rozwarstwiał i rozciągał. Ale zamiast nerwowości wynikającej ze zwiększającego się z każdą chwilą niebezpieczeństwa przyłapania poza pokojem wspólnym Ślizgonów o tej porze, chłopak odczuwał tylko coraz większą wściekłość.
Olała go? Może wiadomość nawet do niej nie dotarła, ale to było nieważne, bo Logan nie znosił bycia ignorowanym i generalnie nie przepadał jak coś nie układało się po jego myśli. Oczywiście w tym całym zadufaniu i egoistycznym skupieniu na swojej potrzebie nie było już miejsca na myśl, że być może Astoria też sobie z nim pogrywa i robi to bardzo sprawnie.
Kiedy niecierpliwość odbijała się już w nieprzyjemnie napiętych mięśniach karku chłopaka i powtarzanej setny raz samemu sobie mantry: “Nie to nie, za trzy sekundy stąd spierdalam.”, drzwi wreszcie bezszelestnie się uchyliły. Otworzył szerzej oczy, zamarł. Dostrzegł profil twarzy Astorii. Serce obiło się mocniej o żebra, pożądanie skumulowało się ciepłem w dole brzucha. Wyparło wszystkie inne emocje, pragnienia i myśli, wypłukało jego organizm do cna, nie pozostawiając niczego poza konturem kształtu jej ciała odbitego pod powiekami niczym powidok słońca.
Zorientowała się i ruszyła w jego stronę. Czasami paraliżowała go myśl, jaką władzę nad nim posiada, nawet jeśli tylko na kilka chwil.
Nawiedzona łazienka? Logan uśmiechnął się pod nosem i poddał się działaniu Astorii, kiedy jej ramiona oplotły się wokół jego szyi.
— Teraz już jest — szepnął jej jeszcze wprost w usta, na moment przed tym jak Astoria złożyła na nich pocałunek. W tych trzech lakonicznych słowach nie kryła się złośliwość; był to raczej bardzo egzotyczny komplement, w jedynym stylu, w jakim Logan Borgin prawił komplementy.
Ale nie było już czasu ani miejsca na słowa; i tak zwykle szczędzili ich sobie na spotkaniach takich jak to, kiedy po prostu używali siebie nawzajem bez żadnych wyrzutów sumienia i pozornie bez żadnych zobowiązań, naiwnie wierząc, że ich relacja nie odciska się piętnem na życiu tego drugiego. Objął Astorię w pasie, zachłannie przyciągając do siebie, a następnie bez wahania obrócił ich wokół osi znajdującej się na styku ich ciał, żeby ostatecznie zmusić ją do oparcia się plecami o ścianę. Przycisnął ją własnym ciałem do zimnych kafelek, nie przerywając pocałunku, a drugą rękę zsunął niżej po materiale spódnicy, aż do jej krawędzi. Dotknął nagiej skóry i zadrżał pod tym dotykiem, ale się nie zatrzymał.
Wtedy wnętrzem dłoni, zdecydowanym gestem przesunął po nagim udzie w górę. Z pożądania pobielało mu pod mocno zaciśniętymi powiekami.
I nagle ciszę wypełnianą dotąd tylko przyspieszonymi, płytkimi oddechami dwójki nastolatków łapanymi pomiędzy pocałunkami przerwał przeciągły, żałosny jęk. A raczej długie zawodzenie wspinające się na ton tak wysoki, że aż nieprzyjemny dla uszu.
Najpierw — na jedno uderzenie serca — przestraszył się, że to Astoria jest jego źródłem, bo głos musiał należeć do kobiety, ale szybko przyszło zrozumienie, że nie miała jak piszczeć, skoro sam pocałunkami skutecznie zamknął jej usta. Odsunął się od niej tylko o kilka cali i otworzył oczy, żeby spojrzeć na dziewczynę z wahaniem malującym się w oczach. W drugim uderzeniu serca uświadomił sobie, że dźwięk miał swoje źródło gdzieś za jego plecami. W trzecim, że nikt poza nimi nie wchodził do łazienki od czasu, gdy skrył się za ścianką ostatniej kabiny.
— Ki chuj… — warknął, kompletnie zbity z pantałyku. Odsunął się nieznacznie od Astorii, choć wciąż przylegał do niej całym ciałem. — Kto tu jest?! — rzucił głośniej, niezbyt chętny, żeby zaczętą czynność przerwać akurat teraz.
just wanna bury them